comment 0

#386

Ot, sobie siedzę, a jakże dobrze sobie tak siedzieć 🙂
Za moim oknem prószy śnieg i panuje taki winter wonderland, że ani ja, ani moja garderoba się tego nie spodziewałyśmy. Wypadałoby pójść spać, żeby mieć światły umysł jutro, ale słucham takiego fajnego koncertu, że aż szkoda – The Last Shadow Puppets z jakimiś kwartetami smyczkowymi i takimi tam.

Spostrzegłam ostatnio, że nie czuję takiej szczególnej radości i ekscytacji, gdy wracam do domu jaką czułam jeszcze w zeszłym roku, nie kalendarzowym. Nie mam na myśli, że stałam się teraz taka światowa i nudzi mnie to moje kochane miasto, w którym tak wszystkim uwielbiam, poczynając od spokoju i powolnego rytmu życia, do najmniejszej uliczki i zielonych elementów infrastruktury, nie będąc w pobliżu wszystkiego czynnego dwadzieścia cztery ha, galerii handlowych i klubów nie mam co ze sobą począć, bo oczywiście tak nie jest, to wciąż nie jestem ja.
Po prostu przyjazd tutaj nie oznacza już tak wielkiej ulgi jak kiedyś, przyjeżdżam też o wiele częściej przez to nie zdążam do końca zatęsknić, ale dobrze sobie tak usiąść z rodzicami przy herbacie popołudniem i po prostu opowiadać im to co już opowiadałam poprzedniego dnia na skajpaju czy też przez telefon, bo mam darmowe.

Nie spodziewałam się, że luty okaże się takim ważnym i zgoła przełomowym miesiącem.
To w lutym trwają rekrutacje i zapisy na różne fajne rzeczy, to w lutym zdaję prawo jazdy, to luty to ten miesiąc, kiedy poczułam nowy rok, bo styczeń to jakieś jedno wielkie oderwanie od rzeczywistości.
Luty, a w mojej głowie, oprócz prawa jazdy, Erasmus, Erasmus i Erasmus.
Och, Erazm, czemu ty jesteś Erazm?!
Rozsądek podpowiada nie, nie teraz, nie, jeszcze jest czas, nie, trzeba wszystko przemyśleć, ale z drugiej strony, jakby każda cząstka mnie woła, żeby jednak jechać, już, teraz, brać byka za rogi i szczęście w swoje ręce, to ten moment w życiu i w mojej głowie. Po czym na ziemię drastycznie ściąga mnie rzeczywistość i to boli, bo uświadamiam sobie, że przecież zaręczyłam się na jakieś dwa czy trzy lata z ortodontą! I to do niej jestem przywiązana! Oczywiście, że wizyta jest raz na osiem tygodni i mogłabym wrócić. Ale pewnie byłoby to problematyczne… Nie wiem jak to będzie tam dokładnie wyglądało, czy będę mogła się wyrwać i generalnie ile będę miała wolnego czasu… A być w Polsce, a nie odwiedzić rodziców? A z kolei ich odwiedzić to skąd wezmę tyle czasu na podróżowanie sobie po Polsce, ot tak, po prostu? Nie ma takiej rzeczy, której nie można zrobić, ale z jednej strony są samoloty, ekspresowe pociągi InterCity i podróżne torby Louis Vuitton, a z drugiej strony ja i stypendium erasmusowskie.

Jutro w pociągu będę miała dużo czasu na rozkminianie. Przejmowanie się mnie kiedyś zabije.
A koncert jest lepszy niż myślałam, dobry Boże!

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s