comment 0

#387

Jak się okazuje, muszę odważniej klikać w nowe linki na YouTubie, zamiast słuchania w kółko tych samych piosenek do porzygu, choć bynajmniej to nie ja rzygam 🙂

Korzyści płynące z powtarzania na okrągło tej samej piosenki to bardzo gruntowna znajomość tekstu i sekwencji muzycznych, co potem skłania mnie do doszukiwania się elementów zapożyczonych w innych utworach, czyli namiętnego doszukiwania się plagiatu, lub też rozpoznawania utworu po tak zwanej jednej.

Dobrze sobie tak wykupić jazdy sobotnim, mroźnym popołudniem, po pierwszym niezdanym egzaminie, z rychłą świadomością drugiego wiszącą w świadomości. Mróz minus siedem, umiarkowany ruch na mieście i słońce w oczy. I nieogarnianie, czy znajduję się na drodze jedno- czy dwukierunkowej, opóźniona reakcja przy zmianie pasa, czyli ryzyko wymuszenia itd. Ale nic to, skoro im pokazałam jak się nie zdaje z impetem, to pokażę teraz też jak się zdaje.

Boże, co ja robiłam w 2008 roku, że nie ogarnęłam takiego The Last Shadow Puppets? A potem gdzie byłam w 2009 roku, że nie dotarło do mnie, że Casablancas wydaje solową płytę? Pewnie byłam gdzieś pochłonięta w innej czasoprzestrzeni i maltretowałam wszystkie czternaście płyt Beatlesów w moim posiadaniu. Piękne czasy, tak swoją drogą, kiedy człowiek był jeszcze niepełnoletni i taki… czysty.

Jest sobie taki Alex Turner i taki Miles Kane, którzy są do siebie tak megapodobni, że w pierwszej chwili myślałam, że to ta sama osoba, potem że to może jednak rodzeństwo, aż w końcu ujrzałam ich zdjęcie na Tumblr z podpisem i zastanawiałam się co to za dziwny typek wyglądający jak Paul McCartney w ’68, myślałam, że jakiś gitarzysta, który czasami gra z Arctic Monkeys na gitarze na koncertach, aż w końcu przez przypadek na YT kliknęłam The Last Shadow Puppets live i nie miałam pytań. Te ich piosenki, te skrzypce, te gitary i te wokale… To ich podobieństwo do siebie, a w ogóle to wyglądają jak Lennon & McCarntey, w czarnych golfach, fryzurach z za długimi bokobrodami i okazjonalnie marynarkach. Jak to dobrze.

W chwilach jak te nachodzi mnie właśnie refleksja, że skoro lubię zespół, który nie dosyć, że istnieje to jeszcze koncertuje i ma się dobrze, to dlaczego jakoś nie mogę pojechać na ich koncert? No oczywiście wiem dlaczego, bo pewnie szkoda mi pieniędzy albo muszę je akurat wydać na coś innego, ale dlaczego nawet do tego nie dążę? Są koncerty, nie wiem, w Niemczech, w Paryżu nie Paryżu, a ja mam koncerty tylko na YouTubie. A żeby było ciekawiej i mi bardziej przykro, wczoraj był transmitowany na żywo koncert skądśtam, za darmo przez internet, a ja oczywiście dowiedziałam się po fakcie.

A dzisiaj w pociągu jechała kobieta, która miała szczególnie uwydatnioną cechę wspólną wszystkim Polakom, czyli gadulstwo i łatwe nawiązywanie kontaktów, bo gadała nieustannie, ale to naprawdę bez przerwy, a tak często zmieniała tematy, że nie mogłam nadążyć. W całym tym gąszczu słów opowiadała najwięcej o swojej córce, bo generalnie jest z Wrocławia, studiowała na politechnice i w połowie drugiego roku urodziła córkę, dwa tygodnie po porodzie musiała zdać geologię i poszła i wszystko zdała i patrzyła sobie tylko nieraz przez okno, jak wszyscy wychodzili na imprezy i ogólnie prowadzili takie beztroskie życie i zastanawiała się, kiedy ona znowu będzie miała taki święty spokój. W każdym razie ta jej córka ma teraz 32 lata, skończyła medycynę w Poznaniu i pracuje teraz w szpitalu w Szczecinie, zrobiła sobie studia podyplomowe z tłumacza niemieckiego, ładnie rysowała, więc jeździła na jakieś kursy z ASP, brała sztalugę na plecy i jechała na każdy wolny weekend i ferie, nie ferie, w wakacje uwielbiała pływać i generalnie wodę, więc zrobiła kurs na żeglarza.

Słuchałam tego, słuchałam i napawało mnie to coraz bardziej podziwem, ale zastanawiałam się też, skąd ona bierze na to wszystko czas. O ile kobieta nie ściemniała, bo wiadomo, obcym ludziom w pociągu można sobie opowiadać wszystko, ja bym powiedziała, że jestem córką prezydenta, tak się składa, to też nikt by się pewnie nie kłócił, to zasmuca mnie nieco fakt, że ja tak nic nie zrobiłam, a morał jej opowieści był taki, że trzeba spełniać swoje marzenia. Ile już zapisuję się na kurs tańca? Aha. Zajęło mi jakieś dwa lata zapisanie się na prawko, chociaż też nie do końca, bo musiałam w końcu przestać się bać, a to jednak zgoła coś innego niż kurs haftowania ścięgiem ukośnym, prawda? Te wszystkie wyjazdy wakacyjne i inne przygody, które się nie odbyły… Na koniec pani powiedziała, że powie nam najbardziej chamskie motto życiowe – w życiu nie można być dupą i nie można być… Kimś jeszcze, nie pamiętam już, dziwką? Lubię takie jednorazowe przygody z pociągu. Mimo że puszczałam to wszystko mimo uszu, bo przecież mi nie będzie mówiła, to ten element z jej wszechstronnie uzdolnioną i nader rozwiniętą córką dał mi trochę do myślenia – że trzeba podążać za swoimi marzeniami. To brzmi jak taki suchar z górnolotnych filmów, no ale nieprawda???

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s