comment 0

#388; lepiej się zderzyć czołowo niż przejechać podwójną ciągłą

Znowu nie tak miało być.
Mam już niby od tygodnia ferie zimowe, ale dopiero od dzisiaj zacznę mój ulubiony proces gnilny, oddając się wszystkim kochanym, zaniechanym czynnościom.

A wczorajszego dnia nic nie stało na przeszkodzie. Naprawdę. Poprzedniego wieczora urządziłam sobie nawet spa, zrobiłam coś dla ciała i dla ducha, bo zaczęłam też oglądać “Submarine”, chociaż nie mogę tego filmu jakoś przełknąć na raz, dlatego go sobie dawkuję. Wyspałam się, wstałam o 9, słońce mocno świeciło i pomyślałam, że to dobry dzień na zdanie prawa jazdy. Szósty luty, dzisiaj jest ten dzień, powiedziałam do siebie, gdy wciągałam dżinsy na piżamę, żeby wyskoczyć po ciepłe bułki na śniadanie do piekarni. Bez problemów, ta pani w trwałej z Limaro w gorszym stanie mnie już widziała. Ciekawe, czy mnie poznaje. Jeśli już, to pewnie jako tą, która kupuje dwie zwykłe i ciastko francuskie.
Bułki z miodem, herbata, Rmf Classic. Jeszcze tylko szybkie przypomnienie sobie świateł, rzucenie okiem dla własnego spokoju i za niedługo stałam już w poczekalni. Bardzo dokładnie badałam każdy element sufitu i ścian, bo wolałam to niż obserwowanie ludzi machających nogami albo chowających twarz w dłoniach.

Pan żartowniś. Na żywo swoją drogą o wiele przystojniejszy niż na zdjęciu z tej śmiesznej legitymacji. Niektórym jednak lepiej w siwiźnie.

“Jeszcze bym prosił panią o wyrzucenie gumy do śmietniczka. Śmietniczek jest tam.”

“O, ale dziwnie my jedziemy – jak jest zielone to zwalniamy, jak żółte to jedziemy, tak nietypowo”

“Ooo, a jak my tu jedziemy??? ‘To nie ten’, dobrze powiedziane, ‘to nie ten'”

I za taką głupotę. Potem katorżnicze telefony, kiedy już stałam w kolejce, żeby zapisać się na następny, bo musiałam wszystkich zainteresowanych poinformować o wyniku. “Czemu?”, “Co tym razem?”, “Co zrobiłaś?” ewentualnie “Co odjebałaś?”

GÓWNO!
Nie znaczy zazwyczaj nie.

Ale ja nie rozpatruję prawa jazdy jednostkowo, tylko globalnie, postrzegam to jako cały proces i jako wypadkowa wielu czynników. Nie chodzi tylko o pogodę i takie inne warunki, które wczoraj były wyśmienite – ale naprawdę. Słońce świeciło, była bardzo dobra widoczność, lód puścił z dróg, mróz był “tylko” minus osiem, tak więc szron jakiś tam był, ale nie lodowisko, ruch na mieście był praktycznie zerowy, ilekroć spojrzałam w tylne lusterko to nic za mną nie jechało, zero stania na światłach, korków czy wpieprzania mi się. Całkiem sympatyczne południe w mieście, gdyby jeszcze było lepsze towarzystwo i może jakaś muzyka… To bym to nawet polubiła.
Prawo jazdy, zdane czy nie zdane, traktuję jako kolejne przedsięwzięcie, które mi nie wyszło. Takie moje znowu nieudacznictwo. Nic, co robię, nie wychodzi mi na 100%. Czy uczę się tydzień na kolokwium, czy też cały semestr plus tydzień intensywnie na egzamin – zaliczyć, owszem, zaliczę, ale zawsze bez fajerwerków. Nawet na maturze ustnej z polskiego, angielskiego czy nawet niemieckiego nie miałam 100%. Świetnie mi poszło, Gosia, bardzo dobrze, tak trzymać, ale masz 95, co najwyżej. Na egzaminie, bardzo dobrze, nie widać w ogóle po mnie stresu, część pisemna też mi bardzo dobrze poszła, da sobie Pani radę. Bach, nie ten numerek w indeksie.

Wiem, że nic się nie stało. Wiem, że to nie jest koniec świata, ale ma się takie odczucia po prostu. Jak wczoraj jechałam pociągiem to dobrze, że nie spotkałam żadnego zasranego znajomka na peronie, bo byłam tak nieskłonna do rozmowy, że aż. Potem było mi tak źle i miałam taki straszny Weltschmerz w pociągu TLK. Mogę się bardzo starać. Mogę nie spać całą noc. Mogę nawet, jeśli chodzi o naukę, uczyć się w bibliotece i korzystać z dodatkowych źródeł, innych wydań czy słowników. I robię te wszystkie rzeczy, na Boga, tak, ale co z tego??? Po prostu mój mózg nie jest tak zaprogramowany. Nie jestem i nie będę typem prymusa. Może nie umiem wchodzić w dupę, może powinnam okiełznać swój charakter? Może powinnam się dzielić opłatkiem wykładowcami na wigilii instytutowej, a nie podjadać w tym czasie ciasteczka? Jest to wszystko o tyle frustrujące, że biorę niestety udział w wielkim wyścigu szczurów i jeżeli nie wpływa to nawet na moje życie bardzo to chociaż na samopoczucie. I determinacja mi spada do zera.
Moja mama powiedziała wczoraj, że życie jest sielanką jak się ma jeden, dwa i pięć lat. I najpewniej miała rację.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s