comment 0

#389

Miałam tak cudownie uporządkowane myśli, ale włączyłam sobie przypadkową piosenkę z polecanych na YouTubie i teraz nie mogę zebrać myśli. Paris Summer???

Kupowałam kiedyś regularnie Wyborczą szczególnie w sobotę, bo była dodawana moja nadal ulubiona gazeta Wysokie Obcasy i to głównie dlatego leciałam zawsze w sobotę do kiosku jeszcze przed śniadaniem. Potem jakoś tak zaniechałam, soboty nie były te same, ale gdy ostatniego sobotniego poranka zdążałam sobie pociągiem do wielkiej metropolii, pewna dziewczyna w okularach przypomniała mi o tejże gazecie, toteż wieczorem sobie kupiłam Kuleszę na okładce dla ukojenia nerwów.

Wyborcza świąteczna na niedzielę, wspomnienia Szymborskiej, Szymborska, Sosnowiec, matka 6-miesięcznej Madzi, Szymborska, obniżka pensji minimalnej i towarzyszący artykuł ilustrowany rysunkiem mężczyzny i kobiety załamujących ręce i wyglądających na załamanych nad rozbitą skarbonką. O ile mnie pamięć nie myli, na zdjęciu był widoczny jeszcze młotek.
W każdym razie, była tam historia kilku ludzi z różnych przedziałów wiekowych. Wszystkich ich łączyło jedno – wszyscy żyli z pensji minimalnej, 1111 zł na rękę.
Teraz dokładnie nie pamiętam wszystkich wypowiedzi i co dokładnie kto powiedział, ale mniej więcej była mowa o kupowaniu butów na targu, a ubrań w wybranych ciucholandach, takich, gdzie cena za sztukę odzieży nie przekracza 2 zł,
o jedzeniu ziemniaków pod każdą postacią, a gdy jest całkowicie krucho z pieniędzmi polewaniem ich sosem z kostki rosołowej (kostka rosołowa z mąką rozbełtana z wodą i gotowe),
o wiecznym strachu, że ktoś nie daj Boże zachoruje i nie będzie na leki i będzie dylemat leki albo chleb,
o tym, że zepsuła się lodówka i pralka, więc pralkę wzięło się na kredyt, a lodówka w zimie nie jest tak potrzebna, toteż trzyma się większość rzeczy na parapecie, a część u sąsiadki
o tym, że nastoletni syn nazywa swoich rodziców nieudacznikami, a oni usiłują go nauczyć, że to nie dobra materialne są najważniejsze i że on ma wiele innych wartości, ale co z tego skoro w dzisiejszym świecie liczy się pieniądz i gablota rodziców
o tym, że pewna rodzina nie posiada telewizora ani radia, a ich jedyną rozrywkę stanowi 10-letni komputer
o jedzeniu w kółko samych makaronów i ziemniaków, przy czym zjedzenie kebaba bądź pizzy na mieście to niemalże święto i wydarzenie od wielkiego dzwonu
córka je codziennie wieczorem słodki serek, a to wydatek 40 zł miesięcznie
mąż pali papierosy, puszcza z dymem 100 zł miesięcznie
młody człowiek, Jacek, 25, mówił, że gdyby miał pieniądze to zrobił by prawo jazdy czy jakiś kurs językowy, kupiłby sobie ser pleśniowy

Nie będę tutaj wygłaszała teraz cierpiętniczych komentarzy, niemniej jednak po przeczytaniu tego artykułu zrobiło mi się tak smutno na sercu. Cóż można zrobić, polski socjal nie jest jakoś nader rozwinięty. Ci ludzie muszą być bardzo silni psychicznie.

I nawet, jeśli nie myślę o tym bez przerwy, tylko niektóre przykłady mi się przypomną od czasu do czasu, to tam zarzucę najbliższej osobie w otoczeniu coś w stylu “albo wiesz, ze…”, to dało mi to do myślenia i łapię się od tych kilku dni na tym, że daję mniej płynu do mycia naczyń, gdy zmywan, bo im więcej płynu, tym więcej piany, tym więcej potrzebuję wody, żeby to spłukać. Gdy myję ręce, odkręcam mniej wody, po co taki wartki strumień, gdy ja mydlę dłonie? Prysznic zamiast wanny oczywiście nie chodzi w rachubę, gdyż wanny nawet nie posiadam. Nie nalewam pełnego czajnika wody, jeżeli chcę wypić, dajmy na to, herbatę i to w małej filiżaneczce. Mniejsze zużycie gazu.

Zdaję sobie sprawę, że to w żaden sposób nie wpływa na los tych osób, ale daje mi to trzeźwe spojrzenie na mój własny.

Ponadto, uświadomiłam sobie ostatnio – don’t fix it if it ain’t broke.
W mej wczesnej adolescencji zawierzyłam za bardzo kolorowym czasopismom i specom od reklamy, którzy skutecznie wmówili mi, że potrzebuję żelu do mycia twarzy i toniku oczyszczającego z tej samej serii. Że następnie wieczorem i rano muszę zastosować krem nawilżający c tej samej linii dla nastolatków. Że ciało należałoby balsamować po każdej kąpieli, bo woda jest twarda i bardzo wysusza skórę, a zimą to w ogóle dwa razy częściej i dwa razy tłustsza mikstura. Nie napisali, toteż w moim cielęcym otumanieniu się nie zorientowałam, że trzeba by też uwzględnić potrzeby własnej skóry i własnego ciała nie wklepywać w nią czego popadnie, bo reklamują nowy tonik.
Zorientowałam się mniej więcej w tym roku.

A nie, już chyba mogę mówić ,że w zeszłym, bo w 2011, a duża zasługa tego miał blog Into The Gloss. To tam czytałam zwierzenia jednej pięknej Beauty Editor, która mówiła, że nie używa balsamu, bo jej skóra nie jest sucha, że wystarcza jej żel pod prysznic. I voila, przy następnej kąpieli spostrzegłam to samo, że moja skóra właściwie się nie wysusza, lepiej kupić dobry żel pod prysznic niż całą armię peelingów i balsamów takich-a-owakich. Nie widzę także powodu, dla którego trzeba by było codziennie myć twarz, jeżeli przykładowo spędziło się dzień w domu, bez makijażu z kremem nawilżającym w stosownej ilości? Tak samo mycie włosów codziennie, nie codziennie, raz w tygodniu czy w ogóle? Phi! Kto mi powie, że nie mogę sobie piłować paznokci tym oldschoolowym, metalowym pilniczkiem? Będę sobie piłować i to w dwie strony, a niech mi się rozdwajają!

To tyle tytułem zmieniania swojego życia. Sądzę, że od czegoś trzeba zacząć.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s