comment 0

#392; no se preocupe

Gnębi mnie myśl, czy bardzo zgrzeszę i będzie to duży występek wobec mojego ortodonty, jeżeli zjem teraz cukierki czekoladowe. A tak mnie korci. Mama zawsze mówiła, żeby nie jeść słodyczy w łóżku i po umyciu zębów.

26-go, czyli wczoraj, to taka mała symboliczna data, bo wtedy to był deadline nadsyłania prac do konkursu o staż i rekrutacji na Erasmusa. Obydwie te rzeczy kończyły się akurat w tym samym dniu. Dniu, który był niedzielą, którą ja spędziłam maksymalnie leniwie, bo przy pięknym słonecznym dniu w Świnoujściu, tak słonecznym, że się opalałam i łzawiły mi oczy. Rano oglądałam Dzień Dobry Tvn, Magda Mołek miała fajny sweter, byłam na plaży, a wiało tak bardzo, że mewy i łabędzie siedziały na piasku w równych odstępach na całej szerokości i wyglądało to naprawdę pięknie – jakby cała plaża była upstrzona różnym ptactwem. Nie ślęczałam z podkrążonymi oczami przed komputerem, nie zapijałam zmęczenia i stresu kawą pisząc wnioski czy nanosząc ostatnie poprawki na pracę równą mojemu potencjalnemu doktoratowi, będącą pomnikiem przerostu moich ambicji. Nie. Dwa małe przedsięwzięcia, które sobie zaplanowałam “na po feriach”, które wypełniały mi czas w pierwszych dniach nowego semestru, kiedy to nie miałam jeszcze zbyt dużo do roboty, nie doszły do skutku, co może nie było idealnym spełnieniem moich planów bycia businesswoman i wyrazem wzięcia spraw w swoje ręce, niemniej jednak gdzieś tuż obok, nieopodal mnie, przypadek i zrządzenie losu, traf chciał, że nie mogę teraz zasnąć, a pewnie powinnam, bo zaczynam jutro praktyki.

Prak-ty-ki.

Muszę się uspokoić, bo za dużo sobie wyobrażam. Ja w biurze latająca po kawy na wynos, przecinająca skrzyżowanie pomiędzy pędzącymi, trąbiącymi samochodami. Ja biegająca na szpilkach. Ja segregująca papierzyska. Ja i moje umiejętności obsługi urządzeń biurowych. Ja vs współpraktykanci. Ja odbierająca telefon. Ja przed komputerem. Ja stukająca w klawiaturę.
Na pewno nie będzie tak jak sobie to wyobrażam, bo nigdy nie jest.
Nikt nawet nie będzie dobrze ubrany, nikt nie będzie pił kawy na wynos, nie będzie to podwójna latte, nikt nie będzie mnie adorował przy niszczarce ani ochoczo opowiadał o nurkowaniu z delfinami w windzie. Znając życie, trafię do grupy, teamu czy czort wie jak to nazwać z pewną przykrą osobistością rodowodem wprost z mojej grupy na roku. Panie Boże zapłać.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s