comment 0

#401; Pretty woman Joaquin down the street

W te dwa minione dni obejrzałam dwa filmy. 2.

A że filmów nie lubię głównie dlatego, że nie mogę wytrzymać spokojnie i bez gadania tyle czasu, a gadanie jest tym, czego ludzie na filmach nie lubią (nie rozumiem dlaczego), nużą mnie nawet gdy oglądam sama, toteż podzieliłam sobie je na dwa dni. Pół godziny jednego dnia, 15 minut do obiadu i w końcu zakończenie następnego dnia i tak razy dwa.

Jeden film to Two Lovers, drugi to I’m Still Here.

Najpierw oglądałam Two Lovers (Kochankowie) i w sumie nie wiem dlaczego, jak tak o tym myślę to chyba dlatego, że na Tumblr widziałam gifa ze sceną z tego filmu i ktoś się zachwycał przy podpisie, że jeżeli mielibyśmy obejrzeć tylko jeden film, to powinien to być Two Lovers. Ok, myślę sobie, z taką rekomendacją…

Film zaczyna się mrocznie, bo jest ciemno, Leonard idzie sobie ulicą, idzie, idzie, jest most i nagle wskakuje do wody. Potem go ratują, wraca na chatę, rodzice szykują się do imprezy, mama się przeraża, że synek jest mokry i razem z ojcem potem przeżywają, że znowu to zrobił.
W filmie generalnie gra Joaquin Phoenix głównego bohatera – Leonarda, Gwyneth Paltrow gra blondynkę i bardzo mi działa na nerwy, Vanessa Shaw – pierwszy raz słyszę i widzę na oczy, Isabella Rosellini gra matkę i jakiś nieznany mi kolo z obcobrzmiącym akcentem ojca.


Leonard jest trochę takim ciamajdą, mieszka z rodzicami, chodzi w ten dziwny sposób, ma ręce w kieszeni i buja się na boki, ma taki nader sprężysty krok. Jego rodzice chcieliby, żeby był z córką ich znajomych, córka chciałaby też, ale Leonard wolałby być z Gwyneth Paltrow, która okazuje się być jego sąsiadką, ich okna są usytuowane na przeciwko siebie, tak że gadają przez telefon widząc się przez szybę. Gwyneth, czy tam Michelle, niech jej będzie, ma wiecznie jakieś problemy, to przedawkowała, to jej chłopak ma jednak żonę, to jej chłopak nie przyjechał, a to poroniła. I ciąga biednego Leonarda na dach o 6.30 rano, kiedy jest mróz i bardzo piździ, żeby powiedzieć, że jest taki ładny dzień, ale generalnie to coś tam, coś tam, znowu coś.
Na koniec filmu mają się wyprowadzić razem do San Francisco, bo przecież nic ich nie trzyma, ona jedzie to on też, dlaczego nie, bilety już zabukowane i w Sylwestra, kiedy jego rodzice jak zwykle urządzają imprezę na chacie, Leonard wyrzuciwszy torbę przez okno wymyka się z domu, matka go przyłapuje na klatce i czule się żegnają, fajne było to, że go nie osądzała, tylko zatroszczyła się w ten matczyny sposób, na dziedzińcu Leonard czeka na Gwyneth rzucając kamyczki w jej okno, po chwili ona przychodzi i mówi, że nie jedzie, bo jej boyfriend jednak odszedł od żony i wszystko się ułoży. A że Leonard kupił już pierścionek, to postanawia go dać tej drugiej i w końcu chyba się żenią, nie wiem, bo na końcówce już nie patrzę.

Film generalnie taki sobie, nie obejrzałabym go chyba drugi raz.
Był taki ponury, nie była to kwestia brzydkiej pogody w scenach w plenerze, po prostu cały czas był wieczór, noc albo przygaszone światło.
Historia była niby ciekawa, jednak nie porywająca. Żadne przejmujące sceny, w sumie to brak emocji. Soundtracku nie słyszałam, chyba że te kamyczki.

No a drugi film to “I’m Still Here”, gdzie – a to niespodzianka – też gra Joaquin Phoenix, chociaż to bardziej film dokumentacja, tzw. mockumentary, ponieważ nie jest to zapis prawdziwych wydarzeń, tylko raczej reżyserowana, bardzo ironizowana dokumentacja, takie udawanie. Bo Joaquin w 2008 stwierdził, że rezygnuje z aktorstwa i zostanie raperem. W tym celu zapuścił brodę i włosy, zapuścił też się, bo się spasł i miał nagrywać płytę z P.Diddym i to wszystko właśnie portretuje ten film.

Jest on co najmniej dziwny, czasami śmieszny, bo koleś robi z siebie kompletnego idiotę. Miałam trochę inny punkt widzenia, bo wiedziałam, że to ściema, ale gdybym taka niczego nieświadoma oglądała sobie ten film, gdy powiedzmy wszedł do kin, to bym pomyślała sobie chyba, że to żałosne, a już na pewno smutne, że taki aktor, a takie marnotrawienie kariery i taki upadek. Na samo dno. W gruncie rzeczy film jest smutny w swojej wymowie, bo Joaquin generalnie jest smutny na koniec i pod koniec nikt nic nie mówi, jak ludzie robili sobie z niego żarty, typu że Ben Stiller z Natalie Portman jak prowadził Oscary i przebrał się za niego, czyli miał brodę, okulary, żuł gumę i nic nie mówił, to prawdziwy Joaquin to wszystko obczajał na internecie, a pokazane było to w sposób, że było co najmniej przykro. Film zaczyna się krótkim filmem VHS z rodzinnego archiwum, z ’81 roku, kiedy to Joaquin jest z ojcem (i pewnie z całą rodziną) w Panamie i pluska się w wodospadzie. Potem wchodzi na skałki i zeskakuje do wody i ojciec klaszcze. Pod koniec filmu, jako dorosły i gruby człowiek odwiedza to samo miejsce, ten sam wodospad, tylko nie skacze, ale tak idzie w głąb rzeki. Idzie, idzie i idzie, a jak już doszedł tak daleko, że zakrywa mu głowę, film się kończy.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s