comment 0

#403

Nie wiem co się ostatnio dzieje, może to wiosna, ale oglądam filmy! Jeden dziennie! A nawet jeżeli nie, to sobie skubię po kawałku, np. do śniadania albo w czasie jak układam włosy (jeżeli układam). Tylko ta ostatnia scena. Tylko kawałek. Dowolny fragment ze środka. A ostatnim filmem jaki oglądałam jest Dogfight. Amerykańskie psy po naszemu.

Akcja dzieje się w roku sześćdziesiątym trzecim, dzień przed zabiciem prezydenta Kennedy’ego. Trzech amerykańskich żołnierzy, którzy nazajutrz udają się do Wietnamu, chcąc zabawić się na mieście w tą ostatnią noc organizują jakby konkurs – dogfight – który z nich wyrwie najbrzydszą dziewczynę. Tak więc rozdzielają się i krażą po okolicy i w poszukiwaniu tej najbrzydszej zaczepiają wszelkiego rodzaju transwestytów, kobiety otyłe i te z innej epoki.

Birdlace (River Phoenix) wchodzi do kawiarni – Rose’s Cafe – zamawia coś przy barze i nieopodal widzi siedzącą w kącie dziewczynę, nieśmiało brzdąkającą na gitarze. Podchodzi, zagaduje i mówi oczywiście, że fantastycznie śpiewa, że powinna się tym zajmować i żeby zabłysnąć pyta, czy zna muzykę kogoś tam, w każdym razie imię, które przed chwilą wymyślił. Ona słucha generalnie Boba Dylana, Joan Baez i Marviny Reynolds (takie czasy <3), on ją zaprasza na imprezę, ona z początku ma wątpliwości, ale potem jednak się zgadza, szykuje się i idą.

W klubie, gdzie wszyscy trzej się spotkali, każdy z równie brzydką kobietą, Rose (Lili Taylor) dowiaduje się na końcu o to chodziło, bije go w twarz i wyzywa. W domu jest jej smutno i trudno jej się dziwić, jeżeli ktoś potraktował ją jak rzecz. Jednak pod osłoną nocy, za nic mając szczekające psy, płot i to, że pokój znajduje się na piętrze, Birdlace wdrapuje się i przykleja jej kartkę do okna, że jest mu przykro i powinni się spotkać.

Spotykają się więc jako zadośćuczynienie na normalnym obiedzie. Chcą pójść do restauracji, ale, hmmm, jakby doorman stwierdza, że Birdlace nie jest odpowiednio ubrany. Powracają po jakimś czasie już w odpowiednim odzieniu.

Potem on szarmancko odprowadza ją do domu, ona zaproponuje, żeby wszedł, ale nie kończy się jak zazwyczaj, przynajmniej tak mi się wydaje, może coś przeoczyłam. Co zapamiętałam, to to, że przebierają się w piżamę. Aha, a potem uciął się dźwięk, więc nie oglądałam tych kilku minut.

Noc się szybko kończy, nastaje ranek, zrozpaczeni ludzie oglądają telewizję, gdzie nadają informację o śmierci prezydenta. Chłopaki natomiast są już w Wietnamie. 4 lata później, trafia w nich pocisk, Birdlace jest ranny w nogę. Wraca jako weteran i przychodzi w to samo miejsce co przed laty.



Najpierw marudzi trochę w knajpie na przeciwko Rose’s Cafe, gdzie obsługa nie każe mu płacić za nic i bardzo mu dziękują za to, że jest w armii. W końcu, kuśtykając, idzie do tej kawiarni. Wchodzi, nie ma klientów, w oddali widzi krzątającą się Rose. Staje, zdejmuje czapkę i mówi “Rose”.



A w tle nie leci muzyka, nie śpiewają ptaki, ludzie na ulicy nie zaczynają tańczyć, nikt nie płacze, nie ma zbędnych emocji. Nawet to Rose jest takie zwyczajne, jak gdyby ktoś zagadnął zza gazety, nie takie na skraju rozpaczy i ostateczności. Rose podchodzi, patrzy, kiwa głową jakby zaakceptowawszy zastany stan rzeczy i następuje uścisk. Taki zwykły i tak po prostu. Takie zwyczajne pojednanie. Aha, wcześniej jeszcze mówią Hi. Rose jest może trochę zaskoczona, zszokowana, ale to Birdlace płacze. I film się kończy. A uważam to za bardzo piękne zakończenie. Takie intensywne w swej prostocie. Niby nic, a znaczy tak dużo.

Film jest z 1991 roku. Lubię filmy z tego czasu, w ogóle nie muszę wspominać, że lubię całą tą epokę. Być może leciał on kiedyś w telewizji, na Jedynce albo na Polsacie, w pewien dzień powszedni, o 20:00 dla zapchania luki antenowej. Często puszczają takie historie, filmy sprzed kilkunastu lat, o których nikt już nie pamięta, może poza moją mamą, która zawsze bardzo emocjonuje się historiami typu “oddaj mi moje dzieci” i płacze. Fajnie tak oglądać sobie świat sprzed dwudziestu laty. Jak to było jak mnie w sumie nie było.

Jest tam kilka fajnych momentów. Oczywiście najfajniejszym momentem jest krótko przystrzyżony River Phoenix. Generalnie Birdlace strasznie przeklina, przypuszczam, że jak wszyscy żołnierze i większość facetów (może po prostu jak WSZYSCY), a Rose co rusz go upomina, żeby przestał.

A jak już są w tym klubie i piją sromotnie, Birdlace krzyczy: “Where’s our fucking drinks?”

Na co Rose mówi: “You guys really like to swear, don’t you?”

“No, we like to drink”.

Takie żarciki sytuacyjne.

Mam jeszcze kilka. I podoba mi się takie tandetne recenzowanie. Meet me @ Rolling Stone.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s