comment 0

#404

Te dobre wspomnienia zawsze przychodzą razem z muzyką.
Jest “Me and Bobby McGee” i są wakacje 2007, jest słońce, moje brzydkie jeansy, troszkę nudno, głowa pełna pomysłów, ręcznie pisany pamiętnik, plaża i opalanie się na balkonie.

Jak to dobrze sobie tak pomyśleć, a dzisiaj odreagowywałam. Ten moment, kiedy ja mówię ‘hop’, a mój organizm ‘hola hola’. Chciałam spędzić miły dzień chodząc po świeżym powietrzu, pójść tu i tam, ale pieszo, celem dotlenienia organizmu, jednak wyszłam z domu i nie zdążyłam dojść na odległość następnego bloku, gdy poczułam, że nie mam siły. Fizycznie, wydało mi się, że nie dam rady zawlec nóg tak daleko – a chciałam iść aż nad kanał!

Wróciłam do domu i pomyślałam, że może zjadłam za lekkie śniadanie, ale zmógł mnie sen. I tak wbrew swoim przekonaniom i wszelkim przyzwyczajeniom przespałam cały dzień, od południa do mniej więcej 16, kiedy to moja mama wróciła i zrobiła mi rosół. Jakżebym mogła nie wstać na rosół.

Dziwna reakcja mojego organizmu. Jakby zmęczenie wbrew mnie. Gdy zszedł ze mnie cały ten stres i wszystko to, czym zwyczajowo mam zaprzątniętą głowę, zamiast zyskać energię do działania ja czułam się wypompowana jak dętka. Zgasł mi silnik, żeby użyć motoryzacyjnej metafory, jakże kocham samochody! Z wysokich obrotów zeszłam na niskie, a w zasadzie obroty przestały się kręcić.

Mam trochę wyrzuty sumienia, bo poniedziałki to ciężkie dni na uczelni, a ja ten dzień przespałam i to w domu w Świno. O tej porze zawsze już śpię bądź próbuję, by o 8 rano być na praktyce, słuchając godzinnych opowiadań o zwierzętach (pies mojej mamy i York mojej siostry). Jutro o 8 będę przecierać oczy opierając się o lodówkę. Miałam poczucie wyssanej energii i że nie wytrzymam tam ani chwili dłużej, jednak nie bez powodu ludzie z dużych miast wyjeżdżają na weekend, a to nie tylko zachcianki czy fanaberie. Duże miasta nie są po to, żeby w nich mieszkać, doprawdy. Tam nie ma tlenu.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s