comment 0

#407

Te święta przyprawiają mnie o mieszane uczucia, bo są inne niż Boże Narodzenie, ale całkiem podobnie jest jakby niepisany zakaz, że nie można robić nic innego, jak tylko siedzieć z rodziną. A siedzenie z rodziną to jedzenie na zmianę z oglądaniem telewizora, ewentualnie jakąś podgrzaną dyskusją, zależy co się wydarzy. I nie można się wtenczas z nikim spotkać, bo przecież są święta. Ubieram się ładnie, ale w sumie nic takiego się nie dzieję, więc czuję się jak unieruchomiona w sztywnym mundurku, a dzień mi tak przelatuje przez palce, rozjaśnia się i znowuż chmurzy, od małego posiłku do dużego posiłku. Dobrze, że rozwinęłam w sobie podzielność uwagi i mogę czytać książkę przy telewizorze albo podczas gdy inni rozmawiają. A może to dobrze, że moje lektury nie są bardzo skomplikowane.

Wracam z urlopu, a im dłużej on trwa, tym bardziej wydaje mi się, że nic nie zrobiłam. Ale to przecież nie prawda, bo zdążyłam zwalczyć przeziębienie z ciężkim bólem głowy, przeczytać Effie Briest, zrobić sobie zdjęcie pod tablicą pamiątkową w miejscu, gdzie w latach 1827-1832 mieszkał Theodor Fontane, obejrzałam “Stand By Me” drugi raz, “The Thing Called Love” i “The Night in the Life of Jimmy Reardon” plus codziennie wieczorem po trochu z “My Own Private Idaho”, zrobiłam porządek w swoim pokoju, na który składało się wyrzucenie nieużywanych ciuchów i porysowanych płyt CD ponagrywanych w czasach podstawówki i gimnazjum, które trzymałam w pudełku z sentymentu, a z których już od dawna nie było żadnego pożytku.
Ponadto zrobiłam dwa referaty, więc jestem trochę do przodu na uczelni, męczyłam się z “Unkenrufe”, ale odpuściłam, bo miałam wrażenie, że stoję w miejscu. Generalnie to starałam się nie zgnuśnieć i co tam, że się teraz tak spowiadam.

Zbieram trochę siły i szykuję nastawienie, bo znowu będą piski i zmęczenie, będziemy długo spać i uczyć się po nocach, będziemy martwić się o zamknięte drzwi, rozmawiać o jedzeniu, pić herbatę nocą, będziemy smutni albo będziemy zajęci.
Ilekroć przyjadę i stoję na Zachodnim w oczekiwaniu na tramwaj, omiatam otoczenie wzrokiem myśląc sobie, że znowu tutaj jestem i znowu trzeba się przestawić. Otóż nie trzeba, największym – moim zdaniem – osiągnięciem jest życie własnym rytmem, kiedy wszystko mówi ci inaczej.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s