comment 0

#412

Zbudziłam się dzisiaj rano i pierwsze co mnie uderzyło – nie że przyszło do głowy, naprawdę mnie uderzyło, otworzyłam oczy, a ta myśl tam była, jak gdyby uderzyła mnie obuchem i kazała wstawać – to książka. Nie w sensie, że na mnie spadła, jakby mi się przyśniła i jakimś ostatnim sennym tchnieniem wciąż tkwiła w mojej głowie. Być może to dlatego, że zasnęłam nieco zestresowana niepostępującymi pracami nad moją pracą semestralną, potem w środku nocy, gdy jeszcze się wierciłam widziałam przed oczyma jej kompozycję, a nad ranem przypomniała mi się jeszcze jedna właściwa pozycja do bibliografii, o której wspominała pani profesor na wykładzie. Jej książka mianowicie. Mówią, że jak się chce zdać egzaminy to powinno się czytać książki swoich wykładowców i to pewnie prawda, ja zamierzam tak zrobić. Nie ma nic lepszego jak połechtać kogoś jego własnym cytatem, nieprawda? Ciekawa jestem, czy dobrze się spało. Właściwie to pewnie jeszcze się śpi, bo godzina jeszcze młoda. Dopiero za jakiś czas domownicy wstaną i leniwym krokiem i z lekko zaspanymi oczami doczłapią się do kuchni i na oślep pstrykną wodę na herbatę. Dwie herbaty. Cztery łyżki cukru. Dwie połówki cytryny. Dwie łyżeczki. Wyglądam za okno i zapamiętuję szczegóły. Ktoś biega na boisku. Nawet w tak paskudną pogodę. O, ktoś z psem. Na balkonach wisi pranie i leżą różne rupiecie. Ot, leniwa niedziela w Świnoujściu.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s