comment 0

#418

Faktycznie nie produkują już czekoladek ze sreberkiem. Dlatego warto chyba oddawać krew, bo tam dają ze sreberkiem i to osiem sztuk.

Przygotowuję się praktycznie do wyprowadzki-przeprowadzki, bo psychicznie przygotowałam się już jakiś czas temu. Odbyłam już kilka kursów na północ z walizką przeładowaną najróżniejszymi rzeczami, które były mi tutaj co najmniej zbędne, a które ja uroiłam sobie, że są mi niezbędne, a wciąż mam sporo bibelotów. Niesamowite jak chomikuję wszystkie te rzeczy. Jestem zdania, że każda broszurka się przyda. Każda gazeta jest potrzebna na przyszłość (to akurat fakt, bo kiedyś będzie wydaniem archiwalnym i będzie może nawet trochę warta). O ciuchach nie wspominając, chociaż tych się systematycznie pozbywam to jednocześnie nabywam duże ilości, muszę przyznać. Wszystkiego muszę mieć po kilka sztuk. Po co mi na przykład dwa parasole? Po co mi tutaj wszystkie maskotki i kolekcja płyt? Po co “Nowele” Sienkiewicza? Rozglądam się przy okazji co na tym M jest moje, czyli co będę musiała zabrać. O, zasłony w tym pokoju. Dywanik. W kuchni jest mój czajnik. W łazience duża miska. Daruję nadtłuczone naczynia z Ikei, chociaż są ładne. Moje ulubione kubki. Moje doniczki. Myśl, że jeszcze mniej niż miesiąc do mnie nie dociera, a jednocześnie napawa optymizmem, ale też takim spokojem. Nie stresuję się, nie boję, spływa to po mnie, jak wiele innych rzeczy. Nawet miarka do proszku do prania jest, zdaje się, moja.

Po raz n-ty uczę się tymczasem epok. Barok, oświecenie, bla, bla bla. Dobrze, że oszczędzili Mezopotamię z początku. Czego dowiedziałam się z uważnego studiowania notatek? Że “Kota w butach” wcale nie napisali bracia Grimm tylko… poczekaj, powiem! Joseph Prick? Nie, Ludwig Tieck się nazywał, źle zapamiętałam.

To niesamowite do czego jesteśmy zdolni ucząc się. Niekoniecznie chodzi tu o szczególnie wybitne osiągnięcia ludzkiego umysłu, bardziej o to, czego się chwytamy, aby nie robić, tego co trzeba. Osobiście nie wyobrażam sobie nauki bez sprzątania. Tzw. Putzanfall musi być, inaczej jestem senna, ospała i męczę się nad kartkami papieru, czując jak wysysają ze mnie siły życiowe. Ponadto, wmawiam sobie, że zasłużyłam na przerwę co 5 minut, bo to, czego się uczę jest och Jezu jakie trudne, więc żeby nie przeciążać mózgu oglądam filmik na YouTube. O, Polecane. O, Wybrane specjalnie dla Ciebie. Tak obejrzałam wczoraj filmiki od “Angielka mówi po polsku”, poprzez “Sandra Bullock speaks German quickly”, “Beyonce – the vocal evolution” i “Harvey Milk – death and vigil” aż do “Kennedy Center Honors Paul McCartney” i wzruszyłam się przy dwóch ostatnich. Szczególnie przy tym na końcu i jak dobrze, że przypomniało mi się jak bardzo uwielbiam “Golden Slumbers”, mimo że same w sobie trwają tylko półtorej minuty. Nic się nie stało i miałam w zasadzie dobry humor, nawet jeśli byłam jak zwykle zawieszona we własnej czasoprzestrzeni, ale wzruszałam się niemal co chwilę podczas tego 10-minutowego koncertu, szczególnie widząc jak McCartney śpiewa pod nosem własne piosenki, ekscytuje się jak wszyscy inni i – co najpiękniejsze – wzrusza się jak wszyscy inni. I miałam gęsią skórkę, choć nie było mi zimno i sztuka do mnie dawno nie przemówiła w ten sposób. Dobrze, że na te ciężkie dni przypomniałam sobie, jak bardzo lubię Beatlesów. “Long Long Long” na przykład… Teraz będę zasługiwała na przerwę jeszcze częściej!

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s