comment 0

#421

A byłam dzisiaj na ryneczku, gdzie czas stanął w miejscu i życie toczy się swoim powolnym, pobocznym torem. Ludzie sprzedają najróżniejsze rzeczy, ilekroć tam jestem, coraz bardziej się zaskakuję. Są panowie, zapewne emerytowani, którzy rozstawiają prowizoryczny stolik i siedzą tam jak gdyby w celach rozrywkowych. W trzyosobowej grupie oddają się pogawędkom na dowolne tematy, ich rozmowy są zawsze śmiertelnie poważne, obojętnie, czy dyskutujemy akurat o państwie czy o Euro. Sprzedawany przez nich towar ma drugorzędne znaczenie, a są to najczęściej stare książki, stare sprzęty, typu bardzo, bardzo nadgryziona zębem czasu suszarka do włosów. Często handlują też bezpłatnymi dodatkami do gazet, rozdawanymi na mieście mapkami miasta i innymi materiałami promocyjnymi na Euro. Kilka starych monet, kilka wyblakłych par okularów przeciwsłonecznych.
Moją uwagę i to na samym wejściu przykuł szczególnie pan, który ostrzył noże. Był stary, twarz miał pokrytą białym zarostem, ubrany był w ciemne ciuchy i cały zdawał się być lekko umorusany. Na głowie miał tą czarną wyszywaną czapkę, jaką często noszą Afrykanie do tradycyjnych strojów, przepraszam za ignorancję, jeśli nie wiem jak się nazywa. Miał ze sobą swój mały taborecik, malutki stolik, na nim starannie ułożone zardzewiałe narzędzia. Obok koślawe litery czytały o ostrzeniu noży właśnie i paru innych usługach. Obserwowałam go wchodząc i w drodze powrotnej ponownie i w pewien niepojęty sposób nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że pan miał bardzo ładną twarz. Jego twarz była piękna w zasadzie, wyrażała skupienie, ciepło, karb swojego życia, skupiała całe jego jestestwo, był tam jak gdyby sam dla siebie, zawsze lekko obok, nawet będąc jednym z handlarzy na bazarze.
Nie o tym jednak myślałam potem przez niemalże cały dzień. Jakieś dwa lata temu przyszłość malowała się w wybitnie jasnych kolorach jak dla mnie i wydawało mi się, że mam nagle bardzo dużo nowych znajomych, dużo nowych numerów w telefonie, wymienianie po kilka mejli dziennie z różnymi osobami, super. Spotkanie, jedno za drugim, z czasem wraz z kolejnymi obowiązkami było ich niestety coraz mniej, ale zawsze kontakt, nawet jeśli ten wirtualny, się urywał. Pewnego dnia jedna wiadomość, na którą nie było już odpowiedzi i uświadomiłam sobie, jakie to wszystko ulotne. Nie było to nic przykrego, nikt nikomu nie wygarnął, po prostu ktoś chciał się spotkać, a ktoś akurat wyjeżdżał, ktoś miał nie być osiągalny przez jakieś trzy tygodnie, ktoś potem stwierdził, że dobra. Takie miałkie relacje, jak wystarczająco często nie chuchamy to przestaje istnieć, a nikomu najwidoczniej tak bardzo nie zależy, żeby odezwać się po dłuższym czasie i mieć co opowiadać. I tak sobie o tym dzisiaj od rana myślałam, bo ta osoba mieszka koło tego ryneczku.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s