comment 0

#426

Moja koleżanka Natalia mówi, że nie wie co się ostatnio dzieje i chyba się zestarzała, bo patrząc na niektóre swoje stare ubrania nie może się oprzeć wrażeniu, że już jej nie pasują, że już nie wypada, że już się nie czuje. Teraz tylko stonowane barwy, przystępne długości i strach. Ależ bez potrzeby! Taka faza, moim zdaniem, jest czymś zupełnie normalnym, a nawet obowiązkowym do przejścia, podobnie jak pierwsza miesiączka albo nastoletni bunt wobec szkoły i rodziców. Jak bardzo jest potrzebna i warta przeżycia nie mogłabym przekonać się nigdzie indziej jak w moim obecnym (jeszcze) miejscu zamieszkania.

Swoją drogą, niedługo będzie dwa lata odkąd słowo “współlokatorka” na stałe weszło do mojego słownika.

Moje współlokatorki są do siebie bardzo podobne, aczkolwiek skrajnie różne. Nawet fizycznie są trochę do siebie podobne, jedna drugiej nie przewyższa, taki sam rozmiar i styl ubierania się, podobne włosy, mało różniący się typ urody, niewprawionemu oku ciężko byłoby je rozpoznać, a co dopiero uwierzyć, że obie są pełnoletnie. Ba, obie mają nawet – o zgrozo – prawo jazdy zdane za pierwszym razem! Studiują na różnych uczelniach, ale obydwie wybrały kierunek z kategorii tych poważniejszych. Prawo i zarządzanie, konsulting, szmery i bajery. Jak wspomniałam (i niejednokrotnie wspominałam pewnie wcześniej) mają podobny styl ubierania się, czyli megadziewczęcy, megasłodki, im więcej różnorodnych kwiatków, motylków, kropek, kokardek i innych ozdobnych detali typu falbanki czy marszczenia – tym lepiej, do tego mnóstwo kontrastujących kolorów. Jedynym elementem łaknącym do kobiecości w ich garderobie to buty, które zawsze są na obcasie i nie ma się co dziwić.

Jedna z nich uwielbia Hello Kitty i jest to bardzo widoczne. W jej pokoju króluje róż, Hello Kitty i bałagan. Nawet jej dieta świadczy o pewnej niedojrzałości, bo zdrowe odżywianie się to domena ludzi świadomych, a co za tym idzie dorosłych. Słodkie napoje, batoniki i wszystkie potrawy instant typu gorący kubek, danie w 5 minut, budynie, kaszki i zupki chińskie będące podstawą diety. Wszystko to aż ocieka infantylizmem i taki też stereotypowy obraz o niej mamy na pierwszy rzut oka i taki miałam też ja. Czego jednak nie można zauważyć na pierwszy rzut oka, co nie wynika nawet z pierwszej rozmowy, jest to, co tkwi głębiej, a pod całą tą przykrywką infantylizmu jest ona całkiem inteligentą osobą, śmiem twierdzić. Oczywiście, że nie rozmawiałyśmy o przyszłości strefy Euro, zagrożenia rychłym kryzysem gospodarczym w Hiszpanii ani o kontrowersjach wokół budowy A2, ale gdy czasami zaczyna opowiadać coś o swoich studiach, wgłębiać się w niektóre swoje przedmioty, finanse i tego typu rzeczy to brzmi całkiem przyzwoicie i zanika wtedy nawet jej skrzypiący wraz z upływem godzin dnia przeistaczający się w miałki, piszczący ton.

Druga koleżanka natomiast nie jest aż taką pasjonatką różowego. Kolor na ścianach w jej pokoju to jagodowy, są obecne natomiast kwiatki i wizerunki kota, z oczywistych względów. Jeśli chodzi o dietę to w jej skład wchodzą bardziej skomplikowane produkty i potrawy. Często poważnym głosem i niewybrednym słownictwem dyskutuje z panem z gazowni, kominiarzem, hydraulikiem bądź też ratuje starszą sąsiadkę z opresji naciągaczki sprzedającej pościel z owczej wełny za nieziemskie pieniądze. Być może ma na to wpływ ilość dzielących nas metrów kwadratowych, ale nie zauważyłam u niej momentów przebłysków inteligencji. Wszystkie rozmowy z nią, nawet te na zgoła poważniejsze tematy kręcą się wokół jednego, traktują o tym samym i w rezultacie pełzną na niczym. Nie usłyszałam z jej ust ciekawego argumentu czy poglądu.

Może jedna z nich doświadcza po prostu tego syndromu małej dziewczynki, o którym czytałam kiedyś w Twoim Stylu. Kobiety na wysokich stanowiskach pracujące w poważnych, międzynarodowych korporacjach noszą maskotki przy kluczach, mają kolorowe laptopy dodatkowo z naklejką w słodki wzorek, długopis jest w serduszka, a myszka do komputera w kształcie jakiegoś stworzonka. Lepiej dla niej – różowy można zawsze zastąpić innym kolorem, pozbyć się gadżetów z Hello Kitty, ale pewnej erudycji się tak łatwo człowiek nie jest w stanie nauczyć.

Do czego zmierzam – okolice dwudziestych urodzin to dobry moment na zmiany. Kolejna dekada. Nie dziwota, że mimo że rozmiarowo wszystko okej i ku naszej uciesze się mieścimy, nie chcemy już zakładać sukienki w drobną kratkę, którą impulsywnie kupiłyśmy na wakacjach z rodzicami w wieku 16 lat. A te balerinki? Niby są dobre, ale są w szpic. Te stosy drewnianych koralików już nie pasują. Tyle bluzek z bufkami, tylko po to, żeby się dowiedzieć, że nie mogę nosić bufek, bo mam wystarczająco szerokie ramiona. Tyle ubrań w bladych, pastelowych kolorach, a wystarczy jedno przejrzenie się w lustrze od stóp do głów przy dobrym świetle dziennym, żeby zobaczyć, że mam prawie, że taki sam odcień skóry i wyglądam w tym wszystkim jak ciężko wycieńczony pacjent. Czasem krzywo patrzę też na swój pokój urządzany jakieś 5 lat temu. Pokój, który to wtedy wydawał mi się najpiękniejszym miejscem na ziemi niczym komnata księżniczki, teraz zastąpiłabym jednym, neutralnym kolorem zamiast intensywnego różu. Być może nasz dotychczasowy życiorys nie jest upstrzony niesamowitymi przygodami lub intensywnymi przeżyciami, być może spędziliśmy większość życia w szkole, zmieniając tylko budynki, placówki i czasami miasta, ale każda kolejna szkoła, to jednak nowe doświadczenia, to kolejnych parę lat, to kolejny etap w życiu. Patrzałam sobie wstecz i nie dostrzegam znaczących rewolucji w moich życiu, toteż myślałam, że za wyjątkiem kilku zmian fizycznych typu nowa fryzura niewiele albo nic się tak naprawdę nie zmieniło, ale myliłam się, och, jak bardzo się myliłam. Postrzegam to wszystko jako zmiany na dobre, w końcu każdy kolejny dzień to jakiś nowy pogląd, jakaś nowa mądrość. I nie dorobiłam sobie wcale ideologii do słuszności idei wymiany całej garderoby, bo od teraz nie chcę już widzieć drobnych kwiatków na oczy, teraz tylko neutralne, monochromatyczne kolory, same naturalne tkaniny i miękkie cięcia. Rozpatruję to w nieco innym wymiarze i po prostu zaakceptowałam siebie tu i teraz. Definitywne pożegnanie z okresem pacholęctwa i adolescencją! Z okazji wakacji życzę tego wszystkim, a przede wszystkim moim jeszcze koleżankom 🙂

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s