comment 0

#429

Spałam pewnej nocy i śniłam w najlepsze, ale przyśnił mi się mały koszmar! Ja tak często mam, że doświadczam w śnie jakby objawień, to znaczy nie śnią mi się całe historie, typu nie widzę ślubu swojego syna jak Lena z „Na dobre i na złe“ ani nie uciekam przed kosmitami przez wielkie miasto, a za mną walą się wieżowce. Widzę po prostu jakąś osobę, bo prawie zawsze są to osoby. Jej ruchomy portret. Czasem widzę osobę, która patrzy się na mnie w ten sposób, jak spojrzała się kiedyś. Czasem ktoś się po prostu uśmiecha w ten ulubiony sposób. A czasem ktoś uśmiecha się w ten megawkurwiający sposób, kilkukrotne trzepotanie rzęsami przypominające tik nerwowy zwieńczone spojrzeniem w bok i głupkowaty grymas na ustach. Grymas fenomenalnie podobny, właściwie taki sam, u dwóch osób, które jeszcze do niedawna – chcąc nie chcąc – stanowiły pewną znaczącą część mojego życia, gdyż dzieliłam z nimi metry kwadratowe. Zbudziwszy się pomyślałam sobie jak to dobrze, że już jestem u siebie. I prawdopodobnie już nigdy tego głupiego grymasu nie zobaczę.

Tak czy owak, dwa lata i mam dwa wspomnienia. Są dwa światy i nas jest dwoje. Jedno to ten właśnie wspomniany grymas, a drugie to piosenka „Czyjaś dziewczyna“ Krzysztofa Klenczona. Brzmi głupio? Ależ bosko! Prasowałam kiedyś tam, a deskę do prasowania ustawiałam zawsze tuż przy oknie, tuż przy parapecie, tuż przy radiu. Aby umilić sobie te żmudne chwile włączałam muzykę, a ten sprzęt miał to do siebie, że wchodził w jakieś niewyjaśnione reakcje ze znajdującym się w pobliżu czajnikiem bądź uruchomionym żelazkiem, tak że ilekroć podjeżdżałam  żelazkiem w pobliże głośnika, żeby wyprasować kołnierzyk u koszuli, stacja się zmieniała i odbierała nawet te, które nie wiedziałam, że istnieją albo że tutaj odbierają. Tamtego dnia nastawiłam cokolwiek, a leciała akurat jakaś sieczka, a trzeba nam wiedzieć, że są takie pory dnia, kiedy w radiu leci istna sieczka i oczywistym jest, że nikt nie siedzi przy konsolecie. Podjeżdżam tym żelazkiem, a tam błogie dźwięki, lekko zanieczyszczona, acz delikatna gitara i urzekające słowa, i nostalgia w wokalu i taka otaczająca melancholia. Ach, co to był za dzień. Jest kilka piosenek, które kwalifikowałyby się do soundtracku na mój pogrzeb i ta jest zdecydowanie jedną z nich. Jest taka ładna, że do jej rytmu będą spuszczać mnie do piachu. A wszyscy będą miarowo płakać. 
Filed under: Życie

About the Author

Veröffentlicht von

Planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Kommentar verfassen

Trage deine Daten unten ein oder klicke ein Icon um dich einzuloggen:

WordPress.com-Logo

Du kommentierst mit Deinem WordPress.com-Konto. Abmelden /  Ändern )

Google Foto

Du kommentierst mit Deinem Google-Konto. Abmelden /  Ändern )

Twitter-Bild

Du kommentierst mit Deinem Twitter-Konto. Abmelden /  Ändern )

Facebook-Foto

Du kommentierst mit Deinem Facebook-Konto. Abmelden /  Ändern )

Verbinde mit %s