#431

Na samym początku zwiedzających i kupujących wita Angela Merkel uśmiechająca się w dużym formacie z Donaldem Tuskiem. Oczywiście nie omieszkałam się zapytać, skąd ta ciekawa fotografia i dlaczego akurat ta, a było to jedno z moich pierwszych pytań, jeszcze zanim zapytałam się, którym kluczykiem otwiera się gabloty. Otóż Angela Merkel prezentuje się często w mediach w naszyjniku z ciemnych bursztynów, który to pochodzi z naszego sklepu. Zachwycające? Ale Angela Merkel wcale we własnej osobie w przebraniu niepozornego turysty z NRD tu nie była, naszyjnik ów został jej sprezentowany i okazał się być prezentem udanym, gdyż ku zdziwieniu samego wytwórcy owej biżuterii pojawia się ona w nim w środkach masowego przekazu bardzo często.
Taak… A to jest bardzo ciekawe, ale pod jakimkolwiek kątem by się temu zdjęciu przyglądać, jakkolwiek długo by je kontemplować, za Chiny Ludowe nie wynika z niego, że chodzi tam o te korale. Prędzej o sympatie polityczne. Tak też myśli każdy, tak że nawet z sąsiadującej kawiarni ludzie często wskazują palcem na witrynę i śmieją się głośno wołając “Co tam, Tusk jest?!”.
To coś na tą samą modłę, jak po katastrofie smoleńskiej w niemal każdym sklepie (przynajmniej w Świnoujściu) w witrynie wystawiano zdjęcia pary prezydenckiej na okazałej sztaludze, przepasane czarną wstążką, nierzadko z polską flagą i świeczką lub zniczem.

Tak poza tym, najbardziej lubię socjologiczny aspekt mojej pracy, gdyż obserwuję i mam do czynienia z najróżniejszymi typami ludzi i to najróżniejszych narodowości. Ja rozumiem, że Euro to same korzyści dla Polski i że teraz będzie tylko lepiej, ale Boże kochany – JUŻ?! Pod pojęciem ‘obcokrajowiec’ rozumiało się na skrajnym Pomorzu Zachodnim najczęściej Niemca, co najwyżej Szweda, a teraz spotyka się Włochów, Turków, Hiszpanów, Rosjan i Hindusa. Na-pra-wdę, nie zmyśliłam ani jednej narodowości! Po większości z nich widać, skąd pochodzą, a jeśli nie, to byłam na tyle wścibska, żeby się zapytać, a oni zdradzali mi swoją narodowość łamanym angielskim.
Zaobserwowałam też zmianę u Niemców – zawsze było o tyle wygodnie, że Niemiec wchodzący do sklepu mówił “Guten Tag!” albo chociaż “Hallo!”, a teraz wszyscy mówią “Dzień dobry” lub nawet “Dobry”, co by było prościej.
Oczywiście – to dobrze! To jak najbardziej dobrze, że Niemcy postanowili przedsięwziąć minimalny wysiłek i chociaż przywitać się z Polakami po ichniemu, ale nie zdradzają się tym samym, tak jak dotychczas, chociaż wygląd nigdy nie kłamie.

Tymczasem wakacje zaczęły się niepostrzeżenie i trwają sobie w najlepsze. Jak co roku, każdy właściciel działalności na terenach nadmorskich narzeka na pogodę i głosi poglądy w stylu “w tym roku jest masakra” czy “jest katastrofa”, ale biznes kręci się już od wielu lat i nic nie zapowiada się, żeby rychło miał przestać. Przed moim oknem, które w tym roku dzieli mi świat na cztery części, maszerują tłumy kolorowych klapek i dmuchanych zwierząt do pływania. Turystów zawsze można poznać w niepogodę po obszernych płaszczach przeciwdeszczowych do ziemi, bo żaden miejscowy w taki gumowy ekwipunek się przecież nie zaopatrzy. Przyjezdni traktują też często ręcznik jako niezbędny element garderoby latem, także kobietom wracającym popołudniu z plaży służy on za sukienkę, panom za gustowną przepaskę, ręcznik jest na głowie, a nawet służy za szal i to wcale wybrednie zasupłany.
Tak poza są koszulki polo i bermudy u mężczyzn, są okulary-lustrzanki, kobiety paradują bezpardonowo w lnianych spodniach na gumce wciągniętych do mocno wyciętego kostiumu, królują sukienki z trenem, czyli bardzo krótka sukienka pod spodem i powiewający na wietrze prześwitujący, dłuższy materiał. Do tego czerwona opalenizna i gładko przyczesane włosy, w stylu “nie chciało mi się myć po plaży, więc uczesałam gładko zaczesanego koka”. Do tego, Świnoujście dalej nosi leginsy. Wystają one spod zwiewnych tunik i koszul. Udają spodnie zestawione z cienkimi podkoszulkami w pochmurny dzień. O długości 3/4 występują w wersji sportowej i jeżdżą razem ze szmacianymi trampkami na rowerze.

Czar profesjonalnego szefostwa z klasą, na poziomie i będących na swoim miejscu prysł w momencie, gdy otrzymałam smsa o krótkiej treści, w którym znajdowało się więcej błędów niż przystało. “nieklas” (nie kładź), “na bierzonco” (na bieżąco), “czeba siengnac” (trzeba sięgnąć). To przykra bajka, że człowiek uważa siebie samego za wielkiego biznesmena i za takiego jest pewnie przez wielu postrzegany, stworzył, jak sam twierdzi, samodzielnie swoje imperium, podróżował po świecie, to on ten pomysł z Hong Kongu przyniósł do Polski, o Boże, a w formie pisemnej taki prymitywek. Czuję pewną złośliwą satysfakcję z tego tytułu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s