comment 0

#432

Denerwuję się codziennie rano, że nie mogę siłą woli wstać wcześniej niż o 8 rano. Przestawiam tylko mimowolnie budzik na godzinę do przodu, a jestem z tych, którzy korzystają z budzika w wakacje. Mój palec chyba już sam wie, ile trzeba przycisnąć, żeby minutnik przeleciał o sześćdziesiąt w przód. Tyle rzeczy do zrobienia, dzień taki ładny, moje uda nadal się trzęsą, a ja śpię.
Jeżeli kryzys wieku średniego diagnozowany jest około pięćdziesiątki to jak nazwać kryzys, który przechodzi się około dwudziestki, to znaczy zerwanie z adolescencją i zmierzanie do dorosłości? Kryzys wieku młodego może, zapewne w publikacjach socjologicznych któryś mądry kilkadziesiąt ukuł już ten termin.
U mnie przejawia się on notorycznym pozbywaniem się ciuchów. Oczywiście, nie wyrzucam ich, bo byłoby to zupełne marnotrawstwo i ignorancja, zważywszy, że większości z nich nawet nie miałam na sobie, ale po co mam trzymać krótkie, opięte spodenki dżinsowe, jeżeli się w nich nie czuję? Mam je zatrzymać tylko dlatego, że kupiłam je dwa lata temu i właściwie to są jeszcze dobre? Nonsens, niektórzy są potrzebujący.

Niech napiszą o mnie wiersz.
Albo może jakiś scenariusz.
Pani na egzaminie, nasza ulubiona, czarna, krótkowłosa mówi mi, że patrzy się na mnie jak przez ścianę, mam czerwone oczy i jestem jakaś nieobecna.
Pani egzaminator z WORDu mówi mi, że mam coś zablokowane, a – przepraszam – nie miałam z nią przyjemności.
Pan instruktor mówi mi, że – tu cytat – jestem jakaś zamulona.
Szef mówi mi, że jestem jakaś nieobecna jakby mnie tu nie było.
Jestem, kurwa, jak Gilbert Grape! Nostalgicznie metkuję konserwy w sklepie spożywczym.
Ja jestem. To was nie ma tam, gdzie mnie.

Stałam ostatnio pod Miejskim (czy tam młodzieżowym) Domem Kultury w Świnoujściu i studiowałam tablicę ogłoszeń, żeby zobaczyć, co tam ciekawego będzie się w lipcu działo w mieście, może jakiś koncert albo innego typu radosny spend. Byłam akurat na rowerze, więc przystanęłam tylko na chwilę opierając się nogami o ziemię, przy okazji gapiłam się na galerię sztuki i zastanawiałam się, dlaczego w zasadzie nigdy tutaj nie byłam i pomyślałam, że warto by się wybrać i już myślałam, kiedy tu przyjdę i jak to będzie, kiedy nagle przede mną zjawił się pan, który zapytał “Czy może pan?…” wskazując na mój rower, na co ja odpowiedziałam “Jasne, przepraszam” i przeprosiłam faceta za to, że bezpardonowo wziął mnie za faceta.
To że człowiek w swetrze i z rozwianym włosem wieczorem uprawia cycling to nie oznacza, że od razu jest z płci przeciwnej!

W każdym razie, ja chyba za często przepraszam. Może za rzadko przepraszam, wtedy kiedy powinnam, a za często wtedy, kiedy sytuacja jest błaha i obeszłoby się. Jak jakiś nie za bardzo rozgarnięty facet w pociągu o szóstej rano wykrzesał z siebie resztki ogłady i dżentelmena i zaproponował, że włoży mi walizkę na górę, przy czym postanowił, że obróci ją nie wiedzieć czemu o 360 stopni. Ja chciałam mu pomóc, bo pan nie był pierwszej krzepy, nie przewidziałam jednak jego manewru, w wyniku czego dostałam – delikatnie mówiąc – po twarzy kołami od walizki z pół obrotu, tak że aż mnie odrzuciło i z głowy spadły mi okulary.
I także w tej sytuacji – to ja powiedziałam przepraszam. Pan jakby nie.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s