comment 0

#433

Jest lipiec, więc była i Karuzela Cooltury w Świnoujściu. Impreza ta urasta już do rangi dorocznej tradycji, choć organizowana była dopiero bodaj trzeci raz, ale popieram i popierać zawsze będę wszelkie inicjatywy skłaniające szary naród do myślenia, bez znaczenia na meldunek. Najlepsze w tej imprezie jest to, że ważne jest uczestnictwo i interakcja zwykłego człowieka, czyli każdego z nas. Każdy może zadać pytanie każdemu podczas dyskusji, czy jest to biskup, siostra zakonna, profesor czy samozwańczy celebryta i najciekawiej jest zawsze, jak jakaś prominentna osoba jest strącana z piedestału, bo pomimo swych licznych tytułów przed nazwiskiem lub przy całej swojej świątobliwości nie potrafi odpowiedzieć na pytanie zadane często przez dziecko i tak proste, że aż trudne. Pewnie z tego też powodu, jak mówi Superniania, najciężej jest zaprosić gości do namiotu dla dzieci, bo ludzie boją się konfrontacji z milusińskimi, bo nigdy nie wiadomo, o co takie dziecko może się zapytać, a taki profesor nie może sobie przecież pozwolić na kompromitację, szczególnie w konfrontacji z kilkulatkiem.

W każdym razie do miasta zjechało się mnóstwo osób i, przepraszam bardzo, widać, kto jest nie stąd. Przyjechały ray bany, sweterki w serek, białe spodnie, cygaretki, balerinki, sandały, wszystkie kolory sukienek i wszelkiej maści okulary przeciwsłoneczne.
Był Tomek Kammel w kurtce pikowanej i Tomek Jacyków w traperach, ogromnym prochowcu i krótkich spodenkach, przy czym z profilu wyglądął jak pedofil, gotów jednym zamaszystym ruchem ukazać.
Była Ola Kwaśniewska w pełnym makijażu i nieodstępująca jej na krok wysoka brunetka, może menadżerka, asystentka, stylistka, przyjaciółka, siostra czy Bóg wie kto to był, w każdym razie osoba z jej świty. Ola Kwaśniewska okazała się bardzo niska, tak swoją drogą. Bardzo niska, z metra cięta w zasadzie.
Trafił mi się akurat tylko jeden dzień wolny podczas trwania Karuzeli, więc tylko raz w biały dzień przysłuchiwałam się dyskusjom i wraz z tłumem rozentuzjazmowanych turystów błądziłam od jednego namiotu do drugiego w poszukiwaniu ciekawostek. Moją faworytką była i okazała się Anna Dziewit-Meller.
Przesympatyczna babeczka, tak w ogóle, nie żebym miała okazję ją poznać. W Namiocie Spotkań Autorskich rozmawiała o swojej książce “Disko”, którą ja-oczywiście bardzo podatna na reklamy, po minimalnej zachęcie gotowam była spieszyć do przygotowanego stoiska, gdzie ową książkę mogłam nabyć, po czym spieszyłabym po autograf z dedykacją dla Małgosi, szkoda tylko, że przed wypłatą jestem.
Michał Chaciński, czyli ten koleś, który prowadzi prawie wszystkie rozmowy na Karuzeli, a nikt nie wie kim jest, rozmawiał z nią o jej wspomnianej książce, której to akcja dzieje się w latach 90., tak więc dyskusja swobodnie oscylowała wokół tejże dekady, każdy wymieniał się wspomnieniami o ówczesnych reklamach w telewizji, ówczesnej modzie, a w szczególności o spodniach-piramidach z dekatyzowanego dżinsu, o chipsach Star Foods i licznych wycieczkach szkolnych, na których wszystkie dzieciaki rzygały w przeciągu pierwszych dwudziestu minut.
A.D.M., że tak ją w skrócie ochrzczę, a brzmi prawie jak Anna Dello Russo, bardzo ładnie posługuje się polszczyzną, co dobrze o niej świadczy, zważywszy na to, że wydała książkę i z tego, co zdążyłam się zorientować to nie jedną. W ogóle najbardziej na Karuzeli podoba mi się to, że jaki by nie był temat dyskusji to wszyscy się bardzo ładnie wysławiają i mówią bardzo ciekawie, naprawdę nikt nie przynudza. W tym sensie cała ta impreza jest ciekawa i bardzo inspirująca, a jest to pewien znaczący element, bo niby można było się tego spodziewać – oczywiście, że można oczekiwać po Polakach, że poprawnie władają językiem polskim – jednakże nie zawsze się tak dzieje, więc można to traktować in plus.

Weźmy pod uwagę na przykład taki Art & Fashion Festival w Starym Browarze. Niby podobna impreza, z podobnym zamysłem, może z nieco innym rozmachem. Wielki świat schodzi na ziemię i wyciąga rękę do zwykłego narodu, wielka moda robi ukłon w stronę prostego człowieka – niby to samo, a zgoła inne wrażenia. “Efektem ubocznym” zarówno Karuzeli jak i Art & Fashion są różne warsztaty odbywające się na przestrzeni całego okresu trwania imprezy, dodatkowo, a w zasadzie może głównym punktem, są wykłady, dyskusje z udziałem publiczności i różnych prominentnych osób.
Nie wiem jak to określić, ale zasadnicza różnica pomiędzy tymi dwoma festiwalami to …poziom wykształcenia? Erudycja? Ogłada? Na Art & Fashion nikt nie mówił nic ciekawego, chyba że mówił po angielsku. Wszyscy do bólu wystylizowani. Dobrze, że Starbucks był sponsorem, to od razu na wejściu rozdawali kawę. Nie byłam na wszystkim, bo musiałam chodzić do szkółki, ale to, na czym miałam okazję być nie powaliło mnie bynajmniej na kolana. Od innych osób słyszałam, że pozostałe wykłady w wykonaniu Joanny Bojańczyk czy Piotra Zachary to też kompletne dno. Jeżeli taki zwykły słuchacz kilku spotkań w ramach trwania festiwalu odniósł jakiekolwiek wrażenie to co najwyżej takie, że nie za wiele potrzeba, aby być redaktorem naczelnym. Funkcja ta zawsze kojarzyła mi się z pewną wyjątkowością, niespotykaną klasą, a przede wszystkim z o-czy-ta-niem! Z błyskotliwością i pojęciem.
Oczywiście jest to też nieco specyficzna sytuacja, bo słuchałam kogoś przez krótki czas, a już wyrobiłam sobie na jego temat zdanie, przy którym będę obstawała do końca życia, chyba, że nagle je zmienię, a taki mówca przecież też mógł mieć gorszy dzień, mógł się nie wyspać, być chory, być na kacu albo umarło mu zwierzątko tydzień przed. Nigdy nie wiemy, ale życie jest okrutne i tych kilka sekund tak wiele znaczy. Tych kilka sekund i to zrządzenie losu. To zrządzenie losu, które sprawia, że jakiś samochód akurat też skręca w lewo.

Gwoli zakończenia powiem jeszcze tylko, że ostatniego dnia, a w zasadzie ostatniego wieczoru Karuzeli był koncert finałowy, a gwiazdą w tym roku był Czesław Śpiewa. Nie jestem pierwszą fanką tego zespołu, bo nawet ich nie słucham tak na co dzień, aczkolwiek kilka tych największych hitów, najbardziej komercyjnych piosenek, tych pseudoludowych z wykorzystaniem akordeonu, znam. Koniec końców pomyślałam, że nie codziennie człowiek ma okazję pójść na koncert i niecodziennie jakaś w miarę znana kapela przyjeżdża do Świnoujścia, więc w imię zabicia wakacyjnej rutyny – dlaczego nie?
Gdyby taka kapela była zza granicy, przykładowo ze Stanów, to zachwycałabym się, jaki fajny zespół, a jaką fajną grają muzykę i jak żałośnie denna jest polska muzyka. Ujrzałam taki polski zespół i się nieco zaskoczyłam. Zajebiście się zaskoczyłam w zasadzie. Dziwne było chyba to, że rozumiałam te wszystkie dziwne teksty, tak jak rozumiem język ojczysty, a nie tam, że wyłapałam coś z angielskiego. Po koncercie nie rzuciłam się po autograf albo pamiątkowe zdjęcie telefonem z ręki. Nie wybiegłam też euforycznie i nie słuchałam całą noc ich piosenek w internecie, aczkolwiek wczoraj, dwa dni po koncercie, wieczorem nie mogłam opędzić się od jednej melodii i nie wiedziałam co to jest i myślałam już, że coś podświadomie skomponowałam (tak, jak McCartney skomponował “Yesterday”; we śnie), a tu przypomniało mi się, że to ta piosenka z koncertu, która była bodaj ostatnia i nazywa się “Bottany Play” z płyty Tesco Value – Songs for the Gatekeeper i na płycie jest w tej wersji, kiedy najlepszy moment jest stopniowo wyciszany i nagle się kończy, a w wersji na żywo te dwie laski tam śpiewają “we take a shot and then we fall into a world of songs about love”, a koleś miarowo uderza na perkusji, one śpiewają coraz wyżej i coraz głośniej, a koleś uderza coraz głośniej, one dalej, dalej i już jakby nie mogły wyżej i nie mogły więcej, aż koleś w końcu przypieprza w te bębny i zaczyna się kakofonia dźwięków, która trwa i trwa i kończy się nagle.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s