comment 0

#435

Elvis o tej porze to dobry pomysł.
Pokłóciłam się dzisiaj z mamą o storczyki na parapecie w moim pokoju, bo powiedziałam, że gdziekolwiek będę w przyszłości mieszkała, choćby i w lepiance albo domku na działce to będę robiła tak, żeby mieć swobodny dostęp do okna, czyli że w razie potrzeby mogę je sobie otworzyć na oścież, kiedy chcę, a nie będzie się to wiązało z odgruzowywaniem całego parapetu i uważaniu, żeby badyle się czasem nie połamały, na co mama się obraziła i wyniosła mi te kwiaty, urządzając z pozostałych pomieszczeń w tym domu jeszcze większą dżunglę niż dotychczas.

Trzeba jednak składać łóżko, bo inaczej człowiek jakiś taki rozmemłany chodzi. Aby zachować względne uporządkowanie i spokój umysłu muszę ścielić łóżko, regularnie pisać na blogu, sprzątać i spędzać czas na świeżym powietrzu. W ten sposób wszystkie moje emocje znajdą ujście i będzie mi się lepiej żyło. Najlepiej pisze mi się na komputerze i ubolewam ogromnie, że nie mogę mieć zawsze przy sobie. Nie chodzi o gabaryty i że mogę sobie przecież sprawić tablet, bardziej o to, że nie chcę spędzić życia ślęcząc z nosem w komputerze, dlatego zaopatrzyłam się w oldchoolowy notes, gdzie najświeższe pomysły, przypomnienia i spostrzeżenia się znajdują. Nie jest to mała, czarna książeczka z pożółkłymi stronami jak dziennik Voldemorta w drugiej części Harry’ego Pottera “Harry Potter i Komnata Tajemnic”, lecz zeszyty z odzyskanego papieru, które nie wiedzieć czemu przysyłają wraz z rachunkiem z Plusa. To bez różnicy, bo liczy się zawartość, a oglądałam mnóstwo wywiadów z muzykami i songwriterami i wiele z nich mówi, że ma taki notes, bo nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie pomysł na piosenkę, nigdy nie wiadomo, co zobaczysz.
Kurczę, wszystko jest takie dynamiczne, że jakoś trzeba nadążyć. Mi najlepsze pomysły na różne rzeczy przychodzą gdzieś w środku dnia, a wieczorem, gdy na spokojnie chciałabym je spisać lub może nawet zrealizować to nagle moje cudowne pomysły zastępuje zmęczenie i dupa.
Alex Turner na przykład mówi, że bazgroli sobie w takim notatniku. Dzienniki Kurta Cobaina, anyone?

Muszę zacząć spisywać złote myśli mojego szefa. Nie lubię używać określenia “szef” wobec ludzi, którzy mi płacą, bo wydaje mi się ono nobilitujące, a przecież niesłusznie. Może lepiej: ten frajer, który daje mi hajs, jak się upomnę?!

W każdym razie ma on naprawdę niespotykane poglądy i co najmniej dziwne podejście do życia.
Znajomy dał mu na przykład w prezencie alkohol, butelkę whisky. On myślał, że to na przetrzymanie, bo może kolega nie chciał, żeby żona zobaczyła, więc postawił tę flaszkę w ustronnym miejscu i czekał kilka dni. Kolega się nie pojawiał, ani żeby ją zabrać, ani żeby ją wypić, więc kolo mówi mi zupełnie zdenerwowany pewnego dnia, że on już nie będzie z nim utrzymywał kontaktów, bo jak ktoś daje mu flaszkę i nie przychodzi z nim jej wypić, to znaczy, że życzy mu źle  i jak najgorzej, że chce go rozpić, żeby on ją teraz wypił i zaniedbał interes, żeby popadł w alkoholizm i wszystko stracił. Ja patrzyłam na niego z niedowierzaniem i musiałam mieć ten głupi wyraz twarzy i mówię, że przepraszam bardzo, ale bez przesady, że dawanie butelki dobrego alkoholu jako prezent wśród mężczyzn w pewnym wieku jest w dobrym guście. Co innego, jakby przyniósł jakiegoś Bolsa albo lipę z miodem, to byłoby trochę głupio, ale jeżeli było to whisky. Alkohol wydaje mi się dobrym prezentem dla dorosłego faceta, szczególnie jeżeli utrzymuje się z kimś powierzchowne kontakty i nie wie się, co kupić, a nie chce się też wydawać majątku na srebrne bransolety. Ponadto, owy kolega był Hiszpanem, tylko spolonizowanym oczywiście, bo i żona z nadwagą i synek trochę wyrośnięty, więc nie mówił “Ole!” na wejściu, nic z tych rzeczy, więc może pomyślał sobie, że skoro Polacy lubią alkohol to możnaby subtelnie uzupełnić barek? Albo w jego kraju jest to norma? Kurde, culture clash – jak na angielskim.

Inna sytuacja – z dzisiaj. Słonecznym popołudniem, gdzieś może po Teleexpresie, przejeżdżały sobie po Uzdrowiskowej motory. Ba, tam motory, wielkie takie maszyny na trzech albo czterech kołach, że normalnie się siedzi jak w łódce. Całkiem sporo ich było i wszystkie razem dosyć hałasowały.
Widziałaś tych idiotów?
Których? (bo wg niego wielu jest takich, więc chciałam uściślić)
No tych, co na tych motorach jeżdżą, chamstwo i prostactwo normalnie!
Ojejku, zjazd może jakiś mieli i tylko przejechali przez miasto sobie…
Ale to trzeba myśleć gdzie się robi takie zjazdy, nie w kurorcie, gdzie są małe dzieci i starsi ludzie. Dzieci zaczęły płakać, bo nie wiedziały co się dzieje, jedna babka aż się za serce złapała! To w normalnych cywilizowanych krajach jest karalne, tylko tutaj wszystko jest skorumpowane w tym mieście!
Karalne za co, z jakiego paragrafu niby? Że się motorem jeździ?
Nie, że się jeździ, tylko za zakłócanie ciszy.
Jakiej ciszy, jak jest biały dzień?
Y, Małgosia, rozczarowujesz mnie teraz, bo ty jesteś inteligentna dziewczyna, ale ty źle to rozumujesz. Że można jeździć, ale nie można przekraczać pewnych decybeli, a oni mają tłumiki pootwierane, a tyle decybeli w kurorcie to jest skandal, ble ble ble, banda idiotów, co to się zebrała tylko po to, żeby narobić hałasu.

Współczuję temu człowiekowi, naprawdę. Ciekawie, jak mu się żyje, kurde, how do you sleep, wszędzie widząc spisek, zmowę i matactwo.
Ja widzę motory, myślę sobie, że ładne te maszyny, fajnie mieć taką wielką pasję. – On widzi hałas, chamstwo i idiotów.
Przychodzi babeczka, która bardzo się wszystkimi rzeczami w sklepie zachwyca, że takie piękne, a najbardziej pierścionkami, a, wie pani co, ja bardzo lubię niebieski i ten mi tak pasuje, ładny ten? Ja myślę sobie, że sympatyczna kobieta, bo i słówko z nią zamieniłam, i była bardzo miła i kupowała ten pierścionek w końcu za prawie dwie stówy i zapytała się, czy będzie jakaś bonifikata, na co ja, że niestety nie, bo przecież szef stał obok, w każdym razie sympatyczna kobieta, z tego, co zdążyłam się zorientować to stała klientka, bo wpada jak tylko może – dla niego stara maruda i zrzęda, co kupuje coś za 5 zł i jeszcze rabatu chce.
Przychodzi mnóstwo osób, które po prostu chcą sobie pooglądać, niektórzy wchodzą jak do muzeum, niektórzy tylko pytają o cenę, ale nie, nie, nie, niech pani nie wyciąga, nie, nie, niektórzy są bardzo rozmowni, niektórzy wchodzą, żeby zapytać o drogę do miasta albo gdzie jest bankomat,ja myślę sobie, ot, weseli, uśmiechnięci ludzie na wczasach, tryskający humorem – on: a, chodzą, rozumiesz, kręcą się, nic nie kupują, tylko dupę człowiekowi zawracają.
Ponadto wszyscy go podsłuchują, śledzą, prześladują i chcą jego klęski. Bardzo często powtarza “ja jestem człowiek inteligientny”, “ja jestem inteligientny człowiek” (sic!), “ja jestem osoba myśląca” oraz kończy prawie każdy swój wywód sformułowaniem “on mnie kreuje na idiotę” lub “ty mnie kreujesz na idiotę” i tak dalej. Jak amen w pacierzu.
Zamówione papierowe torebki do sklepu okazały się za duże – ona mnie kreuje na idiotę.
Przy jednych kolczykach nie było karteczki z ceną, bo gdzieś się zawieruszyła, Boże święty – ty mnie kreujesz na idiotę.
Starsze małżeństwo pyta się o pierścionek z brylantem. Nie, nie mamy. On mówi: W Indii są. (sic!) Ludzie patrzą się lekko zdezorientowani, bo zabrzmiało to nieco chamsko, na pewno nie jak żart. Po czym skazani byli na wysłuchiwanie wywodu jak to w Polsce złota ani brylantów się nie kupuje, bo tego tutaj nie ma, tylko jest sprowadzane, więc jest w bardzo wysokiej cenie, że w dzisiejszych czasach to bardziej się opłaca wsiąść w samolot i pojechać nawet do tych Indii i kupić taniej i jeszcze wrócić i wyjdzie tyle samo, ile kosztuje w Polsce. Ludzie nieco zniesmaczeni udali się ku wyjściu, on potem jeszcze chwilę ich poobserwował przez okno, jak odchodzą i najwyraźniej zadowolony z siebie mówił, jacy to byli idioci i ignoranci, że raczyli zapragnąć kupić pierścionek z brylantem w Polsce i jakoś tak nie mieli zamiaru lecieć po niego do Indii według jego zaleceń. Potem był wyraźnie poruszony zaistniałą sytuacją i nie mógł się wręcz nadziwić, jak ktoś może chcieć kupić brylant w Polsce, przecież oni nie mają pojęcia, oni – poczekaj na to – nas kreują na idiotów.

Boże jeden, to ja myślałam, że mam jakiś problem.
Tak więc codziennie rekreacyjnie oddaję się dysputom z sz frajerem, który mi daje hajs, jak się upomnę, z NIM, gdzie próbuję unaocznić, że nie wszystko wcale jest tak, jak on myśli, nie każdy jest chamem, idiotą, komuchem, agentem albo konfidentem.
Oni wszyscy nas przecież kreują na idiotów, nie dajmy się.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s