comment 0

#441

Już jest wrzesień, a oznacza to, że wreszcie można zacząć chodzić na plażę i spacerować po promenadzie. Wcześniej nie dało rady, przez ostatnich kilka miesięcy przebywanie w dzielnicy nadmorskiej było tylko frustrującym dreptaniem i chodzeniem gęsiego za zdezorientowanymi turystami posyłającymi sobie wrogie spojrzenia. Teraz promenada znacznie przerzedziała, średnia wieku co prawda znacznie wzrosła, ale lepszych sto spacerujących dziadków niż kilka matek z małymi, rozwydrzonymi dziećmi robiącymi wkoło siebie zamieszanie – przy czym matki robią zamieszanie i raban, nie dzieci. 

Adam Czech w świątecznej Wyborczej z zeszłego tygodnia napisał bardzo, bardzo dobry w moim przekonaniu tekst – “Chłop potęgą jest, nie miasta”. Analiza kulturowa Polaków, może próba definicji, kim jesteśmy, my, Polacy i co nas przez stulecia kształtowało jako naród, wiejskie korzenie jako hamulec modernizacji, chłopi i tak dalej. Być może tak zwane kolesiostwo, układy i układziki też rozwijały się przez setki lat, ale co najmniej szokujące jest, że jest to kultywowane po dziś dzień, a wszyscy tak bardzo lubią mieć znajomego. 
Przykry przykład, z którym mam do czynienia na co dzień: zawsze jest tak samo. Zawsze niska osoba, zawsze gruba. Zawsze ukradkowe ogarnięcie wzrokiem terenu. Broń Boże brak odpowiedzi na “dzień dobry” lub inny tego typu tekst. Świdrowanie wzrokiem, niewzruszony wyraz twarzy a’la Boguś Linda i w końcu następuje artykulacja pytania, które różni się w swoich wariantach, niemniej jednak zawsze jest to: “szef jest?”, “jest szef?”, “dyrekcja jest?”, “jest kierownik?”.
Ten ewenement dał mi ostatnio do myślenia, bo jednego dnia 5 różnych osób, pytało, czy jest.
Pytają i Polacy, i Niemcy. Przyjeżdżają drugi rok z rzędu, przychodzą się przywitać, pytają, co słychać. Nawet niektóre klientki przychodzą i mówią – a, bo ja tu wczoraj byłam i był taki pan, nie ma tego pana, nie ma? Wszyscy chcą, żeby był pan. A czasami pada nawet magiczne słowo “szef”. I zastanawia mnie, czy to ludziom schlebia, że robiąc zakupy mają kontakt z szefem, z właścicielem? Że oto ten “wysokiej klasy dżentelmen” poopowiada im kilka ciekawostek typu cena srebra za gram albo gdzie złoto jest najtańsze, parę takich ciekawych cyferek, człowiek nie ma pojęcia, o co chodzi, ale słucha, zadziwia się i świecą mu się oczy. To takie prostackie, takie buractwo, robić poważną minę lokalnego gangstera i pytać, czy jest szef. Bo to, że wiem, który to szef, pewnie zwalnia z dobrych manier jak np. mówienie “dzień dobry” albo nawet może i “do widzenia”.
Idę delektować się porankiem, zanim będę musiała wysłuchiwać farmazonów i odpowiadać na różne idiotyczne pytania. Nie wiedzieć czemu, ci, co mnie zatrudniają chcą jakby coś o mnie wiedzieć, czego ja im nie powiem, podgadują i wypytują i codziennie są święcie przekonani, że oto minioną noc spędziłam na imprezie, stąd moje podkrążone oczy, stąd widać, że nie jestem wypoczęta i chce mi se spać. I zawsze słyszę tylko krótki raport pogodowy – “ale się ciepło robi”, “koniec sezonu” albo “myślałam, że nie zdążę, takie chmury” – po czym następuje coś w rodzaju “ale wczoraj to chyba na imprezie byłaś”, “ale ty chyba chodzisz na imprezy, co Małgosia, Małgosia, co, przyznaj się”, jak powiem, że nie, to parę chwil potem oni znowu mówią o tym samym, ale tym razem są już przekonani, że na pewno byłam na imprezie. Jak to mawia Natalia, wiecznie ryj nie ten, chyba, bo jak powiedziałam, codziennie obok raportu pogodowego słyszę pojazd związany z tym jak wyglądam, a już nawet robię sobie ten makijaż przecież codziennie, na miłość boską! I wysypiam się, o której bym się nie położyła to zdążę zaspokoić potrzebę snu, mając do pracy na 10. Nie wiem, co ich to tak interesuje, czy byłam na tej imprezie czy nie, z nimi przecież nie chodzę. Może dla nich to tylko taki small-talk, z czym innym by tu rozmawiać z jakąś gówniarą, dla nich to nic, a dla mnie to regularny pocisk. Dzisiaj rano około 12, 15 lub 17, bo w tych godzinach przychodzi, jeśli jest, spodziewam się głupiej gadki, typu czy byłam na imprezie wczoraj, ach, byłam na pewno, przecież miałam wolne. Idę zrobić się na bóstwo, żebym przypadkiem nie wyglądała na zmęczoną. 
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s