comment 0

#443; Kolęda z pretensjami

Skończyła się moja wakacyjna przygoda, co prawda, już kilka dni temu, ale dopiero teraz zaczynam odczuwać święty spokój. Obrosłam już pewnie od tego czasu anegdotą, będę jedną z kolejnych pozycji w szerokim katalogu osób, na których przykładzie omawia się funkcjonowanie i niefunkcjonowanie przedsiębiorstwa handlowego pod tytułem sklep, jeśli dostąpię zaszczytu to stanę się kolejnym farmazonem w ustach tego idioty, paroma minutami w beznadziejnej rozmowie tej dwójki przykrych ludzi. 
To postanowienie kiełkowało we mnie już od dłuższego czasu, ale postanowiłam wdrożyć je w życie wraz z rozpoczęciem wakacji, czyli kiedy nie można sobie już wmawiać, że się nie ma czasu, a że moja praca miała przede wszystkim polegać na obcowaniu z ludźmi, których ja nie lubię i którzy bardzo szybko mnie wkurwiają – postanowiłam zatem być życzliwa, uśmiechać się mimo wszystko i możliwie eliminować dni, w których ot, tak po prostu jestem naburmuszona.
Posiadanie na własność bez mała dziewięćdziesięciu km2 tuż przy samym morzu, tak blisko, że bliżej znajduje się już tylko kilka apartamentów, musi napawać dumą. Pewnie daje poczucie, że do czegoś się doszło, nawet jeżeli rata kredytu jest czterocyfrowa. 
Nigdy nie byłam wielką entuzjastką biżuterii – to, co dostawałam z okazji urodzin, świąt czy ładnego świadectwa nigdy mi się nie podobało. Urocze były te wszystkie kolczyki i bransoletki, ale tylko w tym momencie, jak je odpakowałam. Nie interesowały mnie nowinki z tego jubilerskiego świata, w mojej podświadomości istniały jednak wtłoczone dźwignią reklamy i marketingu pojęcia Lilou, Pandora, Apart, Kruk, Swarovski, ba, kojarzę nawet Anna Orska! 
Wyposażona w tą elementarną wiedzę z początkiem lipca zaczęłam pracę w tym przedsiębiorstwie i na początku musiałam opowiadać niestworzone rzeczy – prymitywnym sposobem, szkolenie nowego pracownika trwało jakieś 10 minut, w ciągu których zostały mi wręczone klucze do drzwi wejściowych, automatyczny pilot do rolety i małe kluczyki do wszystkich gablot w sklepie. Po krótce omiotłam wzrokiem towar podążając szybkim krokiem za niskim, łysym człowiekiem, który na ten krótki czas miał być moim przełożonym. Tu masz to, tu masz to, pakujemy w to, kasa jest tutaj, jak ktoś płaci kartą to, no, to by było na tyle narazie, bo na początek nie ma co za dużo naraz, bo człowiek wszystkiego nie zapamięta. Szybki przecieramy jak są brudne, zobacz, bierzemy płyn, ściereczkę i tak przecieramy. Słowem rzekłabym – podczas krótkiego instruktażu, jaki został mi udzielony w kilku pierwszych chwilach mojego przebywania w tym zakładzie pracy, więcej czasu poświęcono mi na zaprezentowanie techniki mycia szyb niż, na przykład, na naukę o kamieniach i minerałach, które się tam znajdowały, a o których ja nie miałam pojęcia. 
Opowiadałam tym niewinnym klientom niestworzone rzeczy, że my to wszystko robimy tutaj na zapleczu, że te starannie zdobione, rzeźbione figurki sów i innych zwierzątek wykonywane są tutaj, rękami tego małego, łysego pana, ten cały bursztyn jest tylko z Polski, a wszystkie wyroby zaprojektowane i wykonane także przez tą tylko jedną osobę, te wszechobecne pseudokryształowe łezki i serduszka to najprawdziwszy kryształ górski, a każda biała masa to porcelana. Oczywiście nie robiłam tego z premedytacją, tylko z czystej nieświadomości i byłam systematycznie strofowana przez tego jebanego rzemieślnika, który bezpardonowo zwracał mi w prymitywny sposób uwagę przy lekko zażenowanych klientkach, bo oto właśnie ucinałam sobie krótką pogawędkę z wyjątkowo uroczą babeczką, która widocznie była entuzjastką życia i autentycznie cieszyła się na widok różnych rzeczy, które jej się podobały, oczy jej się aż śmiały, po czym wyłonił się z kanciapy książę, kurwa jego mać, ciemności i pouczał mnie – Ale jak ty mówisz? Ale dlaczego pani nie powiedziałaś? Ale źle powiedziałaś! Nie możesz tak mówić. Ależ głupstwa opowiadasz!
Ja jestem projektantem biżuterii i to są wszystko według mojego projektu – zwykł mawiać. Ja z pojęciem ‘projektant biżuterii’ konotowałam raczej Victoria de Castellane i jej nieziemskie wyroby dla Diora, ewentualnie jakąś starszą, ubraną na czarno kobietę dłubiącą coś nieustanne w swoim warsztacie gdzieś w Skandynawii, a tutaj trafił się taki samozwańczy projektant.
Moje projekty, moje projekty. Projekty te polegały na doczepianiu srebrnych karabińczyków do różnokolorowych sznurków, doczepianiu srebrnych zawieszek do sznurków, nawlekaniu koralików na druty i robienie z tego naszyjnika i podobnym zapełnianiu całkiem przyzwoitego sklepu badziewnymi wyrobami, pod którymi się podpisywał i z którymi był bardzo dumny, choć ja przez całą moją karierę tam nie sprzedałam ani jednego jego wyrobu, nikt ich nawet nie chciał obejrzeć, przymierzyć, nikt nie pytał o cenę. Ot, sukces w branży.
Z czasem czar prysł i przestałam być taka zauroczona okolicznościami, wiedziałam też, że te figureczki z kamienia robi się w Chinach, on wcale tego na zapleczu nie robi, bursztyn niekoniecznie pochodzi cały z Polski, chociaż skąd to wiedzieć, jeżeli on kupuje tylko od pośrednika z Ustki? Taki nieustannie przeżuwający coś w ustkach pośrednik z Ustki w wysokich skarpetach może przecież różne rzeczy opowiadać.
Byłam też regularnie poddawana wywodom na temat rzeczywistości politycznej, sytuacji w kraju, służbach specjalnych i oszustach, skorumpowanym urzędnikom w mieście i innych takich. Gdybym miała trochę mniej i słabiej ukształtowany światopogląd to pewnie łykałabym to wszystko przyjmując za pewnik, ale nie ze mną te numery, Brunner. Słuchałam tego wszystkiego z wyrazem politowania na twarzy i nie siliłam się już nawet na uprzejmy uśmiech zaciekawienia. 
Niewyobrażalne, ile pewności siebie i zadufania kryje się w tym małym, grubym ciele. 
Takie doświadczenie w zmyślaniu i opowiadaniu farmazonów zyskuje się chyba tylko pracując na bazarze, ewentualnie na barze, bo nie wiem jak inaczej wytłumaczyć to naginanie rzeczywistości.
 W swoich wykładach posunął się nawet do stwierdzenia, że tylko ludzie głupi kupują złoto w Polsce, ludzie rozumni i inteligentni kupują złoto za granicą, bo to jest o wiele tańsze, tak jak on – on jest człowiekiem “inteligientnym”, on nie jest głupi, dlatego to, co on tutaj ma, to jest podróbka – złoty sygnet, złota bransoletka i złoty kolczyk Bulgari. Przecież on nie jest głupi, żeby kupować oryginalne za takie ceny, skoro to tak samo wygląda, a o ile było droższe! 
Dużo rzeczy w życiu słyszałam i często się dziwiłam, ale żeby ktoś kupował podróbki i był wyraźnie dumny z tytułu zaoszczędzonych pieniędzy, bo moje wygląda tak samo i wygląda jak oryginał, a o ile było tańsze i jaka to okazja – to jeszcze nie. 
Przychodziła też matka Polka w welurowym dresie. Ten typ człowieka, który nosi złotą biżuterię do odzieży sportowej pojmowanej jako zwykły ubiór dzienny. Obojętnie, czy w upał, czy w niepogodę, zawsze miała przewiązaną sportową bluzę w pasie. Dla mnie to wspomnienie pieszych wycieczek szkolnych, a dla niej może ukrywanie figury po ciąży, bo miała jakieś dwumiesięczne dziecko. To wiecznie lulane dziecko. Obserwując ją, zaczęłam się zastanawiać, czy małe dziecko, tak małe, że spędza jeszcze większość dnia w pozycji leżącej w wózku, musi być nieustannie kołysane? Być w ciągłym ruchu drgającym? Wieczne potrząsanie racz im dać, Panie!
Przychodziła, a razem z nią ten zapach – ten osobliwy intymny swąd, który bezpardonowo wdzierał się do nozdrzy. Są pewne ludzkie zapachy zarezerwowane tylko dla bliskich osób i ten, który ona przynosiła ze sobą był jednym z nich. Ten zapach siedzenia w domu, zapach dziecka i ugotowanego obiadu. Mówi się, że niemowlęta pachną masłem, wanilią i innymi takimi rzeczami przywołującymi na myśl miłe wspomnienia i sprawiającymi, że cieknie ślinka, więc zawsze zastanawiałam się, jak to jest. Myślałam, że nigdy się nie dowiem, póki swojej latorośli nie będę trzymać w ramionach, ale oto zupełnie niechcący i nie chcąc dowiedziałam się. Może ten zapach jest jakiś zaklęty, jest cudowny tylko dla pewnych osób, dla osób postronnych jest po prostu brzydki. Mam takiego sąsiada na parterze i w ich domu też panuje dziwny zapach. Wyczuwa się w nim pewnie nuty cebuli i innych składników podrażniających nos, więc to raczej smród. Smród na tyle intensywny, że utrzymuje się przez dłuższy czas po zamknięciu drzwi, tak że nawet po paru minutach wiadomo, czy ktoś z tego mieszkania wychodził lub doń wchodził.

Ech, te moje wspomnienia z wakacji… Zapamiętam na pewno ten zapach i ten welurowy dres, jego łysą głowę i kolczyk, świszczące zasysanie powietrza, jak gdyby brakowało tchu, to pierdolenie o głupotach, wywody o służbach specjalnych i korupcji w mieście i inne takie zupełnie niepotrzebne rzeczy, na które szkoda wolnego miejsca w pamięci.
Z rzeczy nieco bardziej pożytecznych zapamiętam nazwy kilku minerałów, których nie znałam, próby złota i srebra, na czym polega cechowanie wyrobów i czym zajmuje się urząd probierczy i co nieco o inkluzjach w bursztynie.

Mimo że miałam mnóstwo wolnego czasu w tej pracy i czytałam dużo gazet, więcej niż zazwyczaj, czuję pewne zubożenie intelektualne, bo gazeta, nawet taka Wyborcza przeczytana od deski do deski to jednak nie to samo, co książka. Gazeta nigdy nie pobudza tych samych neuronów w mózgu, nie dociera do wyobraźni i zwyczajnie nie pozostawia żadnego śladu, podczas gdy nawet marnie napisana książka o wychowaniu dzieci z nadpobudliwością ruchową jest o wiele bardziej wartościowa. Powoli minimalizuję zatem staranną stertę napoczętych książek i niedokończonych gazet piętrzącą się w moim pokoju. Wszystkie te pozycje, które czekały na skończenie, czytam właśnie teraz i nazywam to wakacjami! Au revoir!

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s