comment 0

#445

Jeszcze przez parę dni, przez kilkadziesiąt godzin będę używała jednego kompletu kluczy. Potem wejdę w posiadanie kilku obcych kawałków mosiądzu.
Człowiek oswoboodzony to ten, który ma tylko jedne klucze. A tak to dają ci różne inne i czegoś od ciebie chcą.  Ludzie organizują sobie transport, urządzają te wynajmowane metry kwadratowe, zmieniają miejsca zamieszkania i zwiedzają galerie handlowe, a ja czuję, że chcę, też chcę tak, chcę wrócić i chcę być, bo mam urojoną, dziwnie utkaną wizję swojego życia w wielkim mieście i na uniwersytecie, które wcale nie wygląda tak, jak o nim myślę, gdy w moim i tylko moim pokoju piję rankiem kawę. Zapominam, że na uczelni jest masa osób o negatywnym wpływie na moje nerwy. Będą nowe kolory włosów i nowe torebki na jesień, opalona skóra i parę dodatkowych kilogramów. Będzie “eigentlich”, “also”, “also”, “also” i “Środa Wielkopolska”. Będzie papieros przed wejściem, zmienianie planu, wykładowczynie z tytułem doktora o dziewiczym wyglądzie, będą plecaki i szpileczki, będzie czekanie na zielone przy dwupasmowej drodze, będzie jesień, będzie zima i kociokwik.

Chociaż nudzi mi się niemiłosiernie i mam nieznośne poczucie zmarnowanego czasu, mam wrażenie, że wszystko co robię jest bezcelowe i pozbawione sensu, to upajam się tymi chwilami, tą beztroską, zapamiętuję każdy szczegół i odnotowuję wszystko w pamięci, bo potem w chwilach zwątpienia i skrajnego wkurwienia przypomnę sobie, jak fajnie było sobie bez celu jeździć po mieście rowerem i oglądać witryny nieczynnych już sklepów. 
Wbrew moim szumnym planom nie przeczytałam w te wakacje masy książek, nie obejrzałam niezliczonej ilości filmów ani nie przesłuchałam nawet tony płyt. Ale mi nie szkoda, bo przejechałam za to mnóstwo kilometrów rowerem, spacerowałam brzegiem morza, siedziałam w knajpkach na promenadzie i w wolne dni zwiedzałam własne miasto i tereny przygraniczne. Widziałam też parę miłych osób, też. Sprawdzałam, jak ciepłe są noce i jak ciche jest miasto trochę po północy. Na plaży w celu nabrania kolorów udałam się raz, przy czym to byłam tam tuż po 9. Na szczęście już przed 11 mogłam się zwijać z powrotem, bo akurat zaczynał trafiać mnie szlag, widząc ludzi okopujących się, tworzących zagrody z parawanów, wieszaków i bawiących się dzieci. Może dawno nie byłam na plaży, ale odnoszę wrażenie, że ludzie tak kiedyś nie robili i generalnie była jakaś kultura. No, ale ja się może nie znam. Nie udałam się na urlop, bo znowu mi nie wyszło. Moją ulubioną letnią torebką stał się mój koszyk do roweru.

Teraz nastały złośliwe poranki, kiedy słońce pięknie wschodzi, a potem tuż przed 8:00 pada deszcz, żeby uprzykrzyć dzień dzieciom, które zdecydowały się pójść na tę pierwszą lekcję i ludziom wyprowadzającym psy. 

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s