comment 0

#449

Gdy po nieprzyzwoitym opóźnieniu pociągu ze stacji Przemyśl Główny obrałam alternatywną trasę powrotu w rodzinne pielesze, roztrwoniłam ku swojemu zdenerwowaniu mnóstwo pieniędzy na dworcu (bo nie po to człowiek prowadzi zrównoważony plan biznesowy, żeby wydać kupę hajsu na żarcie w KFC kwadrans przed 7 rano, gazetę, kawę, chusteczki nawilżające i kilka biletów w tym samym kierunku), po okresie czasu odpowiadającym podróży przez ocean znalazłam się w domu, gdzie stałe łącze internetowe przywróciło mi łączność ze światem, po tym jak skończył mi się transfer w bezprzewodowym, a tam zastała mnie przykra informacja, że oto zmarła autorka mojego najnowszego ulubionego bloga (choć wiem, że nie ma co lubić), Chustka, Joanna Sałyga. 

Czytałam ją dopiero miesiąc. Wystarczająco mało, że nie zdążyłam jeszcze przeczytać całego archiwum poczynając od pierwszego wpisu. Chustka w pewien sposób towarzyszyła mi pierwszego paskudnego poranka, kiedy zbudziłam się w zimnym i zimnym zimnym nieurządzonym pokoju, mizerności mojej sytuacji dostarczał fakt, że nie miałam nawet poduszki, pocieszałam się tylko internetem i laptopem, który miał wszelkie oznaki normalności. Była sobota, nie wiedziałam, gdzie jest kiosk, wypuściłam się w okolicę w poszukiwaniu Wyborczej z Wysokimi Obcasami i jeszcze w drodze powrotnej zaczęłam czytać wywiad, który przykuł moją uwagę – z Joanną Sałygą właśnie, o tym, jak dzieci oswajać ze śmiercią, o tym, jak ona rozmawia ze swoim synkiem, a tak w ogóle to ona choruje na raka i wszystkie opisuje na blogu, który to sprawdziłam od razu.
I tak zaczęłam czytać, wpis pojawiał się codziennie, najczęściej o 23:59, aż do 20 października. Wtedy pojawił się ostatni, choć krótki wpis, potem cisza przez kilka dni, w międzyczasie nie miałam internetu, a później już tylko wpis 29 października, że Joanna odeszła.
Teraz w przerwach robienia notatek na kolokwia, które zanieczyszczają mi błogi długi weekend, pomiędzy herbatą a obiadkiem, tiramisu a wyjściem na spacer, wertuję archiwum od samego początku. Teraz będę czytać październik 2010. 
Jakie to żałosne, że my tu sobie siedzimy pitu-pitu i trochę marudzimy, zawsze coś nie za bardzo, a kobieta miała w sobie takie pokłady entuzjazmu biorąc chemioterapię i wiedząc, że umrze.
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s