comment 0

#453

Krawcowa kojarzyła mi się zawsze z lekko zaniedbaną kobietą na emeryturze, która nosi spodnie z wysokim stanem i trzyma szpilki w zębach. Niczym relikt minionej epoki, ubrania szyte na miarę kojarzyły mi się raczej z tandetą i przaśnością – na pewno z niczym ładnym. 
Poszłam zatem wczoraj do krawcowej, bo w ramach prezentu urodzinowo-bożonarodzeniowego szyję sobie sukienkę. Tej, której zawsze szukam w sklepie, ale nie mogę jej znaleźć. Ta która spokojnie zasłoni mi tyłek, a i sięgnie jeszcze przed kolano, a w której przy tym wszystkim nie będę wyglądać jak stara maleńka, dzidzia piernik. 
Na zapleczu wieszaki pełne ubrań, pełno szkiców i projektów, wielkie lustro, wygodne fotele i podest! Ten podest, który zawsze występuje w filmach!
Niestety nie dane mi było z niego skorzystać i nie wzniosłam się uroczyście na kilka centymetrów. To pani zażartowała, że to ona chyba musi wejść na podest chcąc zdjąć ze mnie miarę.
Myślałam, że plisy dzielą się na plisy większe i plisy mniejsze.
Okazało się, że te większe plisy to kontrafałdy. 
Uświadomiła mi to pani krawcowa, która na moje słowa, że sukienka ma być tu taka pod szyją, tu odcinana w talii i rozszerzana i z takimi plisami gdzieniegdzie zareagowała wybałuszonymi oczyma, powtarzając za mną “Z PLISAMI?” Oczywiście, że nie z plisami – z kontrafałdami.
Myślałam, że zawody typu krawiec, szewc, zegarmistrz i inne rzemieślnicze są w obecnych czasach na wymarciu. Utrzymywane są jeszcze tylko przy życiu przez swoich podstarzałych właścicieli i pewnie zakończą swoją działalność wraz z ich śmiercią, bo skoro teraz wszyscy wnukowie kształcą się na politechnice, to który z nich zechce przejąć schedę i zasiąść w poczciwym warsztacie? 
Niemniej jednak, pani krawcowa oznajmiła w międzyczasie, że biznes ten przerósł jej najśmielsze oczekiwania, bo oto ona spodziewała się, że w spokoju będzie sobie coś tam szyła i dziubała, będzie robiła to, co lubi sprawiając tym samym komuś życzenia i po części spełniała czyjeś marzenia, no bo która kobieta nie chciałaby pięknej sukni, która będzie do niej pasowała w każdym centrymetrze materiału i będzie się poruszała razem z nią? Jak się okazuje, krawiec cieszy się nadal niesamowitą popularnością, do tego stopnia, że termin realizacji prostej dzianinowej sukienki to jakieś dwa miesiące, przy czym w zakładzie funkcjonuje normalna pracownia, a więc jedna osoba tego wszystkiego nie tworzy. 
To dobrze. Miło było sobie tak podotykać każdej kreacji, pooglądać próbki materiałów, zwrócić uwagę na obszycie, podszewkę i wszystkie detale. 
Tymczasem w tym roku – co dziwne – nie byłam w nastroju na świętowanie urodzin.
Nie znaczy to, że leżałam w ciężkiej depresji wpatrując się w dowód osobisty, nic z tych rzeczy. Jakoś mało mnie to obeszło, nie czułam tej miłej ekscytacji, która przez cały listopad zazwyczaj mi towarzyszy – najpierw, że niedługo mam urodziny, potem, że już miałam urodziny i było tak super albo dostałam takie piękne prezenty. Powitałam ten dzień jak każdy inny i chociaż był milutki, to …nie wiem. Co z tego że mam urodziny. 
Dzień jak co dzień, tylko data mi coś mówi. 
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s