comment 0

#457

Ilekroć znajdę się na Dworcu Głównym, wychodzę święcie utwierdzona w przekonaniu, że ludzie to jednak kompletni idioci. Dobrze, że mam w sobie rozległe pokłady cierpliwości, bo inaczej ciężko byłoby znieść tak długie przymusowe bliskie obcowanie z narodem. 
Nie ufam frajerom w brudnych jeansach z pedantycznym zarostem wzdłuż linii żuchwy, nie lubię nie-dżentelmenów zajmujących się swoimi włosami i tlenionych blondynek w muszkieterkach, wściekłych chłopaków z pierwszym wąsem i niskich dziewczyn z małymi walizkami. 
Jak już pewnie mówiłam, nie lubię współuczestniczyć z obcymi w tej intymnej czynności spania. Ludzie podczas snu wydzielają z siebie niemiłe zapachy. 
8-osobowy przedział + śpiący frajer + jego smród + śmierdzące skarpetki + matka z dzieckiem wietrzenie. 

W każdym razie, w tym roku jakoś wyjątkowo cieszę się na święta. 
Święta nie oznaczające tylko obżeranie się i przybieranie różnych pozycji horyzontalnych. 
Emocjonuję się przystrajaniem mieszkania i czekam, kiedy będziemy ubierać choinkę:) 
W oczekiwaniu na moją siostrę, wstrzymuję się jeszcze z choinką i z zapodawaniem świątecznych piosenek, ale nie omieszkałam porozstawiać po wszystkich zakamarkach Mikołajów różnych rozmiarów, aniołków i biegnących reniferów.
Tradycyjnie siłowałam się z wiecznie plączącymi się lampkami, ozdoby balkonowe także nie chciały ze mną współpracować, ale koniec końców jestem niesamowicie dumna z girlandy, którą zrobiłam – wzorem z amerykańskich filmów robiłam ją celem zawieszenia na drzwiach wejściowych, ale tata upierał się przy tym, że jest za ciężka na te drzwi, chcąc pewnie przez to powiedzieć po prostu, że jest szpetna. 
Zawiesiłam ją sobie zatem w pokoju i podoba mi się jak żadna inna! 
Gdzieś po drodze udzieliła mi się świąteczna atmosfera, choć wcale nie uczestniczyłam w tym przedświątecznym, zakupowym kociokwiku. 
Byłam na wigilii instytutowej i było bardzo miło. Myślałam sobie po cichu, że może to już taki ostatni spend tutaj, kto wie. 

Zamiast tych samych, wyświechtanych że aż przykro świątecznych szlagierów słucham Steviego Wondera, szczególnie “Lately”. 
Udaję się właśnie zapaść w ostatni sen w moim życiu, skoro mówicie, że jutro koniec świata.
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s