comment 0

#469; Skubany

Mam takie miłe wspomnienie, jak wracamy z moją mamą i siostrą z takiego typowo babskiego wypadu do Międzyzdrojów (a o takie nietrudno, skoro tworzymy tą rodzinę w stosunku 3:1). Tego pamiętnego dnia byliśmy na zakupach w Vili (która to czynna jest tylko przez cieplejsze miesiące roku, więc z wytęsknieniem czekam, kiedy w końcu otworzą w maju!). Jedziemy samochodem, nigdzie nam się nie spieszy, wtedy też pierwszy raz po zdanym prawie jazdy dzierżyłam kierownicę (ale tylko w jedną stronę). Popołudniem (jak to Natalia mówi) zjeżdżamy z promu, myślimy, co będziemy robić w domu, a tam w radiu jakaś nieznana piosenka. Takie niesamowite dźwięki, że natychmiast podgłośniłam, zastanawiając się, kto to! Pal licho, ja! Nawet mama z tylnego siedzenia, zwyczajowo dość obojętna na muzykę, wychyliła się z tylnego siedzenia i dopytywała, kto to śpiewa. 
Przekonana, że to Raz, Dwa, Trzy albo coś w tym rodzaju, zaraz po przyjściu do domu wyszukałam piosenkę, o którą chodziło, a była to “Linoskoczek” Skubasa i od tamtej pory jestem w nim głęboko zakochana. 
Ach, co to jest za płyta! W przypływie szaleństwa i jakiejś niewyjaśnionej miłosnej ekscytacji zamówiłam i zapłaciłam za dwa bilety na jego koncert w Gliwicach, bo chciałam być szalona i korzystać weekendami z dogodnego usytuowania Poznania względem innych miast. Na koncert koniec końców nie pojechałam, ale pozostała mi chociaż satysfakcja, że oto wsparłam rodzimą kulturę i debiutującego artystę. 
Postanowiłam udać się na jego koncert, jak tylko będzie w Poznaniu. 
Koncert jak najbardziej był, tylko ja przypomniałam sobie o tym spokojnie jedząc zupę wieczorem mniej więcej w godzinie jego rozpoczęcia. 
Minęło kilka następnych miesięcy, zanim na mieście na słupach ogłoszeniowych ujrzałam ten boski plakat reklamujący SPRING BREAK – impreza, na której miał wystąpić nie tylko SKUBAS, ale też BRODKA, HEY i KAMP! (Czymkolwiek jest to ostatnie, poza tym, że zremiksowali Brodki “Dancing Shoes”). 
Na ten koncert poszłam! Tym razem się wybrałam! 
To nic, że nie miałam osoby towarzyszącej. Akurat bawiłam się świetnie! 
Koncert odbywał się w wielkiej, komunistycznej hali Międzynarodowych Targów Poznańskich (bla bla bla). Byłam na miejscu wystarczająco wcześnie, żeby zając sobie wygodne miejsce stojące w sam raz w pobliżu sceny, na wprost mikrofonu. Tak, że potem Skubas śpiewał tylko do mnie. 
Wyszedł sobie niepozorny facet w kaszkiecie, a ja się cieszyłam, niemalże się wzruszyłam, bo miałam wrażenie, że przez ponad pół roku na niego czekałam. Oto zaczęli grać od “Nie pytaj”, a na jego zespół składają się dziwne osoby, to znaczy bardzo eklektyczne, pozytywne osobowości, powiedziałabym. Każda piosenka zachwycała i zaskakiwała, bo nie znałam tych wszystkich utworów, a już na pewno nie znałam tekstów. Był oczywiście i “Linoskoczek”, i “Wilczełyko” i moja najnowsza ulubiona “Szarość”, choć co prawda bez Julii Iwańskiej. 
Jak mówię, przecudowny set w iście kameralnej atmosferze, bo mimo że Skubas ze sceny wykrzykiwał, 
że siemanko, Poznań
że to największa hala w jakiej grają, brawa dla tej hali, 
że to cudowne uczucie dla debiutanta, kiedy ludzie znają tekst piosenki, 
że bardzo się cieszą, że tak licznie przybyliśmy, 
to wydawało mi się mało ludzi, jak gdyby jeszcze nie wszyscy się pojawili, tak więc nie było ścisku, tylko względny spokój i cudowna muzyka. 
Później była Brodka. 
Brodka nie przestaje zaskakiwać kreacjami i nowymi aranżacjami piosenek z “Grandy”. Jej koncert wydawał mi się o tyle nudniejszy niż Skubasa, że wszystkie te utwory znałam, więc nic nowego raczej nie usłyszałam, ale oczywiście ogromny plus dla niej za zupełnie nowe aranżacje. Chciałam zobaczyć jej stylizację i co wymyśliła tym razem, a wygląda teraz jak z lat osiemdziesiątych, w burzy loków (niczym trwała) i czerwonym, na górze ukośnie zapinanym kombinezonie, w którym wyglądała trochę jak szef kuchni, a trochę jak Michael Jackson za czasów “Thrillera”. Mieli akurat takie oświetlenie, że było widać głównie ich cienie, ewentualnie niektóre detale sylwetki w głębokim niebieskim świetle, ale gdzieś tam dało się zauważyć, że na twarzy ma połyskujący makijaż. 
Zaskakujące było wykonanie jej starej piosenki – Nawet mnie nie znasz, ale obiecaj… 
Większość wiernych fanów, która ekscytowała się słysząc pierwsze dźwięki “Kropek i kresek” wydawała się być dziwnie spokojna. Największy szał wzbudził utwór “Dancing shoes” w przezajebistej wersji na żywo, o wiele lepszej niż nawet ten remix Kamp! 
Ogólnie cały koncert to bardzo przyjemny hałas, dobrze się tego słuchało, bardzo dużo energii. 
Po bardzo energetycznym ostatnim kawałku, a była to iście dzika “Granda”, zeszli ze sceny, publiczność oczywiście domagała się bisu, więc wyszli i zaśpiewali “Dancing shoes” w niezremiksowanej wersji i był to fatalny wybór, bo wersja ta jest bądź co bądź senna, więc był to najlepszy sposób, by ostudzić rozpaloną “Grandą” publiczność. 
Cóż, planowałam jeszcze zostać na Hey, bo mimo że znam jedynie kilka ich “obowiązkowych” utworów, jak “Teksański” czy “Mimo wszystko”, nigdy nie byłam ich wielką fanką, w tym sensie, że po prostu ich nie słuchałam. Nie odkryłam ich jeszcze dla siebie, ale postanowiłam się przekonać. 
W krótkiej przerwie pomiędzy setami, lawirowałam sobie wśród tłumu i zostałam oblana piwem. 
Nikt mi nie chlusnął co prawda trunkiem w twarz, ale wystarczyło bym się wkurwiła i serdecznie odechciało mi się koncertów. Oczywiście nie tylko przez mokry rękaw, postanowiłam wrócić do domu nie zważając na mój bądź co bądź zapłacony koncert Hey. Akurat wtedy zaczęło mi też przeszkadzać, że jestem sama, a wszyscy inni wydają się być w duecie. W pewnym momencie koncertu Brodki znalazłam się w miejscu, gdzie wokół mnie stały same parki, które podczas “Saute” zaczęły się czule obejmować, dziewczyny momentalnie zaczęły tonąć kolesiom w ramionach, a oni obejmowali je męskim ramieniem z plecaczkiem Reeboka na plecach.  Czułam się jak na Dniach Morza. Och, kurwa, dotknij, ugryź, pośliń! 
Tak więc nie zobaczyłam Hey i Kasi Nosowskiej. Może innym razem, może w ogóle.
Bardzo wymowny jest fakt, że Skubas ze swoim zespołem po koncercie zwijali się sami, a Brodka po prostu wśród aplauzu zeszła ze sceny i kablami się za bardzo nie przejmowała. 
Cóż, taka jest widać rzeczywistość supportu, ale poczekam jeszcze trochę, a Skubas nie będzie już tylko supportować większych gwiazd. 
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s