comment 0

#485; już po sezonie

Chwała Bogu, że nie obcuję w tym roku w bliższych kontaktach z prywaciarzami z promenady i nie muszę zatem wysłuchiwać tych niekończących się litanii i użalań, że w tym roku nie ma sezonu lub wkrótce potem sezon już się skończył, już po sezonie! 

Sama więc sobie postanowiłam ogłosić definitywny koniec sezonu, bo czas ostro wziąć się za siebie. Czas zaprowadzić większą dyscyplinę. Sprzyja mi nawet pogoda, bo skończyły się niemiłosierne upały, w związku z czym nie trzeba wegetować w jakimś pomieszczeniu do godzin wieczornych, kiedy temperatura spada do ok. 30 st. C, czego doświadczałam na urlopie. 
Jak dobrze, że w Świnoujściu zawsze wieje wiatr, a już od jakiegoś tygodnia doświadczamy typowej nadmorskiej pogody, czyli na pierwszy rzut oka za oknem niby piękne słońce i błękitne niebo, po wyściubieniu nosa okazuje się, że niemiłosiernie pizga i jest raptem 15 st C, po wyjściu z domu zaskakuje nas nagłe zachmurzenie i intensywny acz przelotny deszcz, który pada dokładnie tyle, ile zajmuje dojście z miejsca A do B, bo przestaje padać oczywiście tuż po dotarciu.
No cóż, rozpisuję się właśnie o pogodzie, może nie jestem jeszcze w pełni władz umysłowych o tej porze. 
W to lato chciałam bardzo nauczyć się gotować, czyli jakąś zupę, jakieś mięso tudzież rybę, co niestety nie do końca zostało mi umożliwione, bo przy cudownie zapełnionej lodówce gotowanie szybkich i tanich w większości potraw z gazety typu jakaś zupka, jakieś coś albo nawet wynalazki typu bruschetta to kwiatek do kożucha. W efekcie milion razy robiłam obiad, ale z już gotowych półproduktów, milion razy też go po prostu odgrzewałam. Od A do Z robię tylko zupy krem, najczęściej na kolację. Raz popełniłam tartę z borówkami i nie jestem nawet w stanie określić czy mi wyszła. Wiem tylko, że na zdjęciach na blogach kulinarnych lub w gazetach wygląda nieco inaczej niż moja…;) Tak czy owak miała twardy, kruchy spód i nic z jej nie spadało ani nie spływało. No i była jadalna, a to chyba najważniejsze w kuchni? 
Ach, o tym bodaj nie wspominałam – ogłosiłam sobie ten koniec wakacji, bo uczę się na poprawki. Mam w tym roku poprawkę jednego egzaminu, po którym nastąpi obrona. OBRONA. Och, to wielkie słowo odmieniane przez wszystkie przypadki. Tak więc powzięłam zemstę na egzaminatorach i poprzyrzekłam sobie, że nauczę się na tip-top, więc słonecznym porankiem, jak ten dzisiejszy czytam sobie podręcznik, wynotowuję miliardy słówek, które potem mi dźwięczą w głowie cały dzień. No i gadam do siebie. W ramach nauki oglądam też vlogerki niemieckie na YouTubie i czytam zwykłe blogi. Vlogerki może żadnych pasjonujących lub bardzo odkrywczych rzeczy nie opowiadają, ale siedzi sobie dziewczyna przed kamerą i opowiada zwykłym językiem o pierdołach typu tatuaże i piercing albo letnie upięcia włosów, ale to dobry sposób na osłuchanie się. 
Idę zatem, czas ucieka.
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s