comment 0

#496

Być może wynika to z mojej małomiasteczkowej mentalności, ale udając się do miasta celem załatwienia różnych spraw lubię wiedzieć, jak ktoś ma na imię. Tak skracam dystans i oswajam sobie relacje interpersonalne. 
Nie chodzimy po prostu do kwiaciarni – idziemy do Mareczka. 
Pani w sklepiku z ładną odzieżą używaną na Grunwaldzkiej – dobrze wiedzieć, że to pani Jola i już wiadomo, jak określić, gdzie idziemy. Chodźmy do Joli. 
Mały sklepik z ubraniami na Matejki nazywa się Paula, ale my idziemy do Kasi. 
Pan doradca klienta w ING to pan Oskar (który spodobał nam się tak, że moi rodzice postanowili przenieść tam konto).
Lump na Matejki na piętrze – widziałam u Kamili. 
Nie wiedziałam jak określić sklep na rogu na Monte Cassino, aż tu nagle ucieszyłam się, gdy zobaczyłam baner, że zaprasza Ula! 
Po ryby chodzimy do Jacka. 
Podciąć włosy do Beaty. 
Sklep jest Henia.
Pani koło Społem.
Buty od Bożeny. 
Gdy nie wiadomo, jak nazywa się właściciel tudzież sprzedawca, to używa się ogólnego określenia “pani” lub “pan”.
Chodźmy do pani. 
Idę jeszcze do pani kupić zapalarkę do gazu. 
Tym bardziej dobrze wiedzieć, że koordynator instytutowy, z którym kilka dni temu miałyśmy spotkanie, a który miał nam pomóc wybrać zajęcia, na jakie będziemy chodzić, ma na imię Bogdan! 
Teraz chodzimy do Bogdana
Bogdan mówił przecież, że. 
Dzisiaj jeszcze tylko Bogdan.
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s