comment 0

#503; Halle (Berry)

Z małymi wyjątkami uskuteczniam w zasadzie cały czas small-talk. Repertuar pytań się powtarza. 
Skąd jestem. 
Co studiuję. 
Czy jestem erazmusem. 
Czy jestem na semestr czy na dwa. 
Druga kategoria pytań to gdzie dokładnie mieszkam w Polsce. 
Okazuje się, że dużo ludzi było w Polsce, to na wakacje, to ze znajomymi, to na Euro. Co druga osoba pyta mnie, skąd dokładnie pochodzę. Myślę sobie: kurczę, czyżby ten Ahmed z Egiptu znał cały kraj aż tak dobrze? Oczywiście, że nie. Większość była po prostu na kilkudniowej wycieczce, gdzie najpierw zwiedzali Warszawę, potem Kraków i Oświęcim, w międzyczasie jedli pierogi i imprezowali (lub w odwrotnej kolejności). Generalnie każdy myśli, że jestem z Krakowa, potem że jestem z Warszawy, a jeśli nie to na pewno mieszkam w Danzig
Gwóźdź programu to moje imię. Moje dość popularne i mało oryginalne imię, tutaj urasta niemalże do rangi zjawiska, choć przedstawiam się jego najprostszą i najmniej przeze mnie lubianą wersją – Gosia. Go-sia. To raptem cztery spółgłoski. Tutaj zawsze z moim rozmówcą i kilkoma przysłuchującymi się osobami prowadzę krótki trening wymawania [ś]. 
Prędzej czy później pada pytanie, czy mi się podoba w Halle. Większość pyta z zażenowaniem w głosie. Tsss, Halle. Nikt mi nie wierzy, gdy mówię, że mi się tu bardzo podoba, że mogłabym tu mieszkać i dobrze się tu czuję. Najpierw myślą, że sobie żartuję, potem z niedowierzaniem dopytują, co mi się tutaj niby takiego podoba, przecież tu nic nie ma, a potem dowiaduję się, że jestem pierwszą osobą, która tak mówi.
Najczęściej powtarzany argument – nic tu nie ma. Okazuje się, że “nic nie ma” nie tylko w Halle. Także w kilku sąsiadujących miastach nic nie ma.  
Po co organizować wycieczkę do Weimaru, przecież tam nic nie ma. 
Erfurt? Daj spokój. 
Po co iść do muzeum? Po co zwiedzać browar? 
Wnioskuję na to, że coś jest tylko w Berlinie, ewentualnie jeszcze w Köln, München i może Hamburgu. Reszta kraju to zdaje się przedmieścia tych kilku wielkich miast. 
Żal, ludzie, żal! Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że ludzie oceniają miasto na poziomie czysto hedonistycznym, konkretnie pod kątem klubów. Czy jest dużo imprez i dużo klubów. Jeżeli z miejsca nie umiem wymienić więcej niż 5 lub przy trzecim mam problemy, to ze spokojnym sumieniem mogę powiedzieć, że nic tu nie ma. 
Ja nie postrzegam miast przez pryzmat jego klubów i pubów, bo nawet nie rozchodzi się o restauracje. Tak samo nie postrzegam państwa przez pryzmat sieci autostrad i kolei. 

Jesteśmy w centrum Halle.

Kiedy słońce jeszcze świeciło, to każdego dnia zachodziło tak pięknie i mniej więcej tak wyglądała każda mała uliczka w centrum.

Marktplatz – tu codziennie wsiadam i wysiadam z tramwaju.
To poprzeczna od Marktplatz. Tędy chodzę na zajęcia, tu ktoś gra na akordeonie, tu dziadki siedzą w piekarni pijąc kawę, tu remontują tory. 

Teatr uliczny
Street style z ukrycia

To Uniplatz – tu gdzie najczęściej mam zajęcia.
Sein oder Nichtsein – das ist die Frage
Nie jestem do końca pewna, ale wydaje mi się, że to teatr. Bardzo blisko wspomnianego Uniplatz.

Wszystkie zdjęcia są moje. 
W następnym odcinku pójdziemy gdzie indziej. A i tak powiedzą, że nic nie ma. 
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s