comment 0

#507; Jolka

Jolka jest rocznik bodajże sześćdziesiąty siódmy. 
Wywodzi się z dużego rodu Głowackich, który z różnym natężeniem zamieszkuje mniejsze miejscowości zachodniopomorskiego. Wszyscy mają ciemne włosy, ciemne oczy i charakterystycznie wystające kości policzkowe. “Błąkała się” całe życie imając się różnych zajęć, w końcu wraz z otwartymi granicami i otwartym rynkiem pracy dla obcokrajowców wyjechała do Niemiec opiekować się starszymi osobami, lub – jak to ujmowali we wsi – “starym szwabom dupy podcierać”. Zajmowała się starszą kobietą. Po kilku latach owa starsza pani zmarła, więc wszyscy we wsi wieścili rychły powrót Jolki do kraju. Ale gdzie tam! Nie w głowie było jej wracanie, bo oto Jolka znalazła swoją miłość. Wybrankiem jej serca okazał się być syn owej zmarłej pani, którą Jolka opiekowała się w ostatnich latach jej życia. Jej jedyny syn, który był też jedynym spadkobiercą. Syn, którego matka była ostatnim członkiem rodziny. Był – jakbyśmy to określili – starym kawalerem, bezdzietny, już bez rodziny. We wsi mówili, że Jolka “ze szwabem kozy pasie”. W międzyczasie wzięli ślub (cywilny, bo Jolka już ma kościelny) i wiodą szczęśliwe, małżeńskie życie gdzieś w Niemczech. Nie wiadomo dokładnie, gdzie mieszkają, jedni mówią, że to “teren jakiś górzysty”, inni że “na pewno Bawaria”. 
Jolka już nie pracuje. Nie musi. Zarabia małżonek. I to chyba nie najgorzej, bo Jolka regularnie przysyła pieniądze dla swojej rodziny w Polsce. Pieniądze dostaje jej matka, która we wsi chełpi się tym, jaki to strumień pieniędzy z Zachodu do niej płynie. Na jej utrzymaniu jest nastoletni syn Jolki, który z tego dobrobytu wyleczył i wyprostował sobie wszystkie zęby, które od dzieciństwa były obiektem kpin. “Ciotka” zrobiła sobie centralne ogrzewanie, zakupiła dużo opału na zimę i poczyniła drobne remonty. Wszystko to dzięki łasce i uprzejmości sympatycznego zięcia zza zachodniej granicy. Nie utrzymują jednak serdecznych kontaktów, żadnych pobłażliwych życzliwości. On bardzo chciałby przyjechać, odwiedzić rodzinę swojej wybranki, zapoznać najbliższe jej osoby, ale ciotka nie chce go widzieć na oczy. Żadnych wczasów na łonie natury, żadnych wspólnych świąt, żadna kawa, ciasto, obiad, spacer i wizyta na cmentarzu u Kazika. Chcieli przyjechać w tym roku na Wszystkich Świętych, ale ciotka kategorycznie zabroniła, bo samochód na szwabskich blachach stałby na podwórku i wszyscy by widzieli. A co by ludzie powiedzieli? A z resztą ani by nie pogadali, ani nic, bo po jakiemu? Ciotka ze szwabem zaprzyjaźniać się nie chce.

Takie sympatie właśnie mają ludzie na popegieerowskiej wsi. Żadnych uprzejmości czy zwyczajnych ludzkich odruchów typu wdzięczność. Tylko zwykła pazerność. Kasę dobrze, że daje, ale na oczy go widzieć nie muszę. Szwaby. Mimo że dzisiejsza starszyzna we wsi urodziła się w ostatnich latach wojny lub tuż po jej zakończeniu, wszyscy nie wiedzieć czemu są bardzo negatywnie nastawieni w stosunku do zachodnich sąsiadów. Okej, żadna to nowość – to szwaby, to ruskie. Ale nawet w tej danej sytuacji, kiedy jest to niejako członek rodziny, bliski, tym bardziej, że wysyła pieniądze, za które ona sobie kupuje jakże niezbędny opał na zimę??? Jolka przy okazji napawa się satysfakcją i dumą, że oto ustawiła się w życiu, bardzo dobrze jej się wiedzie, a sielanka nigdy się nie skończy, nawet gdy szwab umrze – nie ma przecież żadnej rodziny poza nią, a ona jest jego żoną – to logiczne więc, że wszystko odziedziczy.

Ogarnia mnie smutek i żal na wieść o takich sytuacjach. Jak zwykle chamstwo, obłuda i cwaniaczkowanie. To między innymi dlatego, ilekroć rodzice każą się pakować do samochodu wczesnym rankiem i wiozą mnie w te rejony czuję się jakbym przekraczała jakieś moralne granice, jakbym nagle znajdowała się w jakimś równoległym świecie, na innej planecie. Planeta idiotów. Wszystko to, co pobieżnie określam mianem “Polska B”, za przeproszeniem. Ech, szkoda gadać. Tyle w temacie tolerancji, tyle w temacie stosunków polsko-xyz.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s