comment 0

#513

Udałam się dzisiaj do biblioteki, żeby porobić wszystko to, co teoretycznie mogłabym porobić też w domu, ale często brak motywacji, bo ten mój pokój w akademiku wysysa mi trochę energię i trochę przygnębia. Jest za cicho, za biało, za monotonnie, światło jest szpitalne, nie widać ludzi, widać tylko szare niebo, lekką mgłę, dymiące kominy, światła pobliskiej kliniki i nic więcej. Bezruch i stateczność. Brakuje mi takich odgłosów domowych; że gdzieś ktoś coś upuści, komuś zadzwoni telefon, woda na herbata się zagotowała, ktoś odkręcił wodę w kranie, gdzieś dudni telewizor. Dobrze, że z przedszkola za oknem dobiegają przynajmniej wrzaski dzieci, ale niedługo chyba ucichną, bo mniej więcej o tej godzinie dzieci się przecież zabiera do domu. 
W mieście, okazało się, też wywiało ludzi. Gdzie się podziali? 
Siedzą na stołówkach, w kawiarenkach, w domu pod kocem, przysypiają na wykładzie? 
Czy wszyscy mieli wypadek rano z okazji gołoledzi i teraz się regenerują? 
Czy trafiłam akurat na dziwną godzinę, kiedy zajęcia akurat trwają i tylko co kwadrans przed pełną godziną wybiegają roześmiani studenci w szalikach, vansach i z kawą na wynos? 
Nawet pan na akordeonie dzisiaj nie gra na tej głównej ulicy. Ten drugi pan, co zawsze siedzi w tym samym miejscu ze swoim ładnym, białym pieskiem też dziś nie siedzi. Może to dlatego, że jest jakiś -1, czyli dla nas wszystkich nagle ekstremalnie zimno? Już pierwszego dnia jak tutaj przyjechałam, uderzyło mnie to, jak mało jest ludzi w mieście, ale wtedy byłam pewna, że to wina długiego weekendu. W tych kilka dni po długim weekendzie okazało się, że mniej więcej tak pusto jest normalnie. Przez dosłownie kilka godzin dziennie w okolicach południa można powiedzieć, że w mieście się coś dzieje, chociaż na chodnikach i tak raczej nie trzeba się przeciskać. Ulica, która wydawała mi się być jedną z głównych w mieście, świeci pustkami. W pięknie zdobionych kamienicach są puste lokale. Co drugi jest na sprzedaż lub wynajem. Gdzieniegdzie widać pozostałości po miejscach typu Bubble Tea Bar. Najlepiej mają się kebaby. Jest też sporo fryzjerów, a salon fryzjerski jak już jest to najczęściej bardzo duży – nie wiem skąd ta megalomania. Wszystkie sklepy poza sieciówkami typu H&M, Orsay, Vero Moda, Pimkie, Rossmann itd. to jakieś bolesne w odbiorze pozostałości lat osiemdziesiątych. Krzykliwe barwy, welurowe dresy, pulowerki wkładane przez głowę ze stójką zapinaną na zameczek. Dziwnie szerokie spodnie i puchowe kurtki. Kilka sklepów z aparatami słuchowymi. Kilka miłych kwiaciarni z drewnianymi skrzyneczkami, wiklinowymi serduszkami i milionem małych kwiatków w doniczkach przed wejściem. Ogólnie cisza i spokój. 
W bibliotece za to działo się trochę więcej. Wszystkie miejsca były w zasadzie zajęte. Doświadczyłam produktywności, jakiej od dawna mi brakowało. Och, ten powrót do analogicznego świata. Chociaż jeden kroczek w tym kierunku. I nagle godzina to tak dużo. Nagle po głowie nie błąkąją mi się myśli inne niż te, które błąkać się powinny. Odręczne notatki. Ciekawe książki na półkach z napisem “Polnisch”. Inspiracje do pracy magisterskiej. Miałam wizję, że w bibliotece siedzą sami przystojni studenci (w mojej wizji oczywiście tylko i wyłącznie płci męskiej) w wełnianych swetrach w ciemnych kolorach wkładanych przez głowę z potarganymi włosami i zaspanym spojrzeniem. Ale kurczę, nie siedzieli. Spotkałam kilku otyłych doktorów lub doktorantów w pistacjowych koszulach i z bezlitosnymi zakolami. Dziewczyny z kolczykami w nosie błądzące między regałami “Russische Belletristik”. Kilku chłopoczków pochodzenia arabskiego lub hinduskiego, ciężko określić. Muszę częściej odwiedzać biblioteki. Że też wcześniej na to nie wpadłam. 
Teraz czekam aż się ściemni to może uda mi się otrząsnąć z letargu. Tymczasem.
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s