comment 0

#516; oświadczenie

Jeżeli jest coś, czego nauczyła mnie moja mama, co wyssałam z jej mlekiem, co wpajała mi, gdy leżałam z głową ułożoną na jej kolanach, a ona gładziła moje długie, świeżo umyte włosy niczym w “My own private Idaho”, to to, żeby – mówiąc wprost, bez ogródek i tłumacząc to na mój język – mieć wyjebane (dziękuję, mamo!).



I że gówno mnie to obchodzi. Nasłuchasz się jakichś idiotek, a potem się podniecasz. 
Dlatego jestem samodzielna, odważna i liczę tylko na siebie.
Dlatego nikt mi nie będzie mówił.
Dlatego mam taką maskę i taki pancerz.
Wczoraj doszłam do wniosku, że wyrósł mi nowy pancerz i teraz mam dwa – jeden to pancerz poznański wyhodowany i pielęgnowany w pociągu relacji Szczecin Główny – Poznań Główny. Składa się na niego siła, odporność i cierpliwość. Ostatnio zaplątały mi się słuchawki, więc zaczęłam je rozplątywać. Tata przyglądał się temu jakiś czas i w końcu mówi: “Och, jaka ty cierpliwa przy tym jesteś. Od kiedy ty masz tyle cierpliwości?” Na co ja odrzekłam, że nauczyłam się tego w Szczecinie Dąbiu, spędzając te wszystkie nieznośne godziny czekając na przesiadkę. Drugi to ten wyhodowany w DE. Pancerz, na który składa się tak naprawdę mój słaby wzrok (bo nie jestem wyniosła, po prostu nie widzę z pewnej odległości), moje stukające buty na niskim obcasie, ostatnio moje futro i usta w różnych odcieniach czerwieni, moja powściągliwość. Wszystko to, by wytworzyć dystans. By zająć bezpieczną pozycję obserwatora, by tworzyć konspekty, by się odnaleźć i poczuć bezpiecznie. Nie będą mnie idiotki ignorowały. Nie będzie napierdalała w Mahjonga. Nie mówię cicho, nie mówię dziwnym dialektem, nie mówię w niezrozumiałym języku. Nie boję się, że wszyscy teraz wyjeżdżają. Nie boję się promotorki. Nie uważam, żebym ryzykowała. Z nikim nie igram.

Świadomie nie bawię się i nigdy się nie bawiłam w postanowienia noworoczne, ale tak jakoś dobrze się zbiegło, bo wraz z nowym rokiem odnalazłam w sobie coś nowego. Zaczęło się od tego, że w przetłuszczonymi (przepraszam bardzo) włosami i spodniach od dresu oglądałam na zmianę sylwestry na tych wszystkich konkurujących ze sobą stacjach telewizyjnych głośno komentując kolejne występy i prowadząc monolog do telewizora i niesłuchającego mnie taty, dlaczego oni wszyscy mają nas za debili, że w kółko robią gwiazdę ze Stachurskiego. Potem poszłam spać gdzieś o 23:30 i już prawie zasnęłam, a musiałam się zbudzić, bo zaczęli strzelać fajerwerki, więc założyłam szczelne słuchawki, włączyłam pierwszą lepszą piosenkę w telefonie, a była to akurat Emeli Sande i myślałam sobie, co mnie to wszystko interesuje. I nie byłam smutna. I nawet się nie przejmowałam. I co z tego – ktoś obsypał się brokatem i konfetti i uskuteczniał dzikie harce, a ktoś w wygodnym odzieniu leżał odłogiem przed telewizorem. Wobec tego teraz się nie przejmuję, nie porównuję, nie zaprzątam sobie myśli, nie daję się stłamsić, nie uprawiam czarnowidztwa, nie przewiduję przyszłości, co ktoś robi i co sobie pomyśli. A jeżeli już się zdarzy, to tylko czasami i tylko chwilowo.

Dziękuję moim rodzicom za ten silny kręgosłup i za stateczny punkt odniesienia.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s