comment 0

#518; w akademiku

Dziś w Halle an der Saale jest niespotykanie ładny dzień. Puścił ten chwilowy mróz, resztki śniegu zniknęły, grubsze rzeczy znowu powędrowały na dno szafy, a ja podstępnie zastanawiam się, czy można już ubrać mokasyny, wszak jest jakieś 8 stopni. Chciałam wybrać się na spacer nad rzekę, Kröllwitz przecież bywa takie ładne, ale postanowiłam zająć się czymś bardziej produktywnym, jak np. przeglądanie wszelakich ogłoszeń na Das Schwarze Brett, a nie jestem jeszcze emerytką (i pewnie nigdy nie będę, buhahaha), żeby kategorycznie przestrzegać obowiązkowego spacerku codziennie. 
Kröllwitz – wszyscy mówią, że leży am Arsch der Welt. Po naszemu: wypizdowo. Oznacza to 13 lub 22 minuty tramwajem do dworca, 10 minut do centrum. W okolicy znajduje się klinika, Netto, Weinberg Campus (akademiki, stołówka i mnóstwo budynków należących do uniwersytetu, gdzie zajęcia ma głównie geologia, fizyka i inne nauki ścisłe). W jednym z tych akademików mam przyjemność mieszkać. 
Mieszkam na ósmym piętrze i bardzo lubię mój widok z okna.
Na piętrze jest sześć pokoi, dwie łazienki, dwie toalety, kuchnia i pokój wspólny, całkiem jak w Hogwarcie. Teoretycznie rzecz biorąc mieszkam zatem w jednym (choć trochę niezgrabnym, trochę mało przytulnym i trochę przydużym) mieszkaniu z pięcioma różnymi osobami. Z osobami, których w ogóle nie znam. Z osobami, nie z ludźmi. Ludzie to jakaś wspólnota, jakieś towarzystwo, jakaś jedność, jakaś całość. A tu jesteśmy osobnymi, zupełnie obcymi sobie jednostkami. Sami sobie dryfujemy. Czasami tylko (masz ci los!) natkniemy się na siebie na korytarzu, czasami z impetem wejdziemy do kuchni, bo przecież chcemy tylko wstawić wodę na herbatę, a tam cicho i bezszelestnie kolega będzie traktował kromkę chleba masłem. Berek! Trzeba będzie wycedzić to hey. Coś bąknąć pod nosem od niechcenia. Nie wiem o tych osobach nic poza tym, że wiem jak wyglądają i jak się nazywają, bo każdy ma swoją własną skrzynkę na listy przed budynkiem i przed wejściem na piętro jest też domofon do każdego z pokoi, gdzie też widnieją nazwiska. Wiem, że łącznie ze mną są trzy dziewczyny i trzech chłopaków. Generalnie najbardziej lubimy grać w gry. Nasłuchujemy kroków. Ja mam najczęściej otwarte drzwi do pokoju, bo nie widzę powodu, dla którego miałabym się barykadować i udawać, że nie istnieję. Mimowolnie słyszę dźwięki z korytarza. Milkną jedne kroki, zamykają się drzwi, za parę sekund otwierają się drzwi na drugim końcu korytarza i słychać niespokojne, przyspieszone kroki drugiej osoby. I ten wewnętrzny dramat – czy woda zdąży się zagotować i czy zdołam zalać herbatę nie napotykając nikogo? Na miejsca, gotowi, start.
Jeden kolega bardzo szybko przemyka korytarzem. Susami porusza się w stronę łazienki lub kuchni. W pokoju najczęściej zapala świeczkę (wiem, bo widzę z zewnątrz) i zaciąga ciemne rolety w oknie, nawet jeśli na dworze już jest ciemno. Udaje, że go nie ma. Chce pozostać niezauważony. Unika kontaktu wzrokowego. Bąknie hey tylko wtedy, jeżeli naprawdę musi, ale nawet wtedy nie zaszczyca spojrzeniem.
Z innym miałam okazję zamienić kilka słów na samym początku, w październiku. Był pierwszą osobą z moich współlokatorów, którą spotkałam, po jakimś tygodniu. Próbowałam uskutecznić z nim miły small talk w kuchni, zapytałam, od kiedy tu jest i czy mu się podoba miasto i jak tu ogólnie jest, bo ja dopiero przyjechałam. Jedyne co zakodowałam z tej krótkiej rozmowy to bardzo negatywne nastawienie i konstatacja, że mu się nie podoba, bo on był w western Germany i mu się western Germany bardziej podobało. Aha.
Jest jedna dziewczyna, która radośnie się uśmiecha i sprawia wrażenie sympatycznej osoby, nie udaje, że nie widzi na korytarzu i woła hallo! nawet z drugiego końca, co nie zmienia jednak faktu, że jej również nie znam.
Jest kolega, którego bardziej tu nie ma niż jest, ale jeśli już jest to zawsze mówi nabend, nawet jeśli ja w środku nocy udaje się do toalety, a on w tym czasie pałaszuje w lodówce.
Inni biegają po korytarzu, trzaskają drzwiami, nie opuszczają klapy w łazience, nie odtykają brodzika, gdy się zatka i bezczelnie zostawiają ów brodzik z wodą stojącą po kostki, nie gaszą światła i generalnie udają, że ich nie ma.
Nie wiem, jak to możliwe, ale ci ludzie dla mnie praktycznie nie istnieją – nie spotkałam ich nigdy na mieście (chyba że akurat nie miałam okularów), a przecież studiujemy na tym samym uniwersytecie, mamy zajęcia pewnie w tym samym miejscu, bujamy się po tym samym campusie, musimy robić zakupy w tych samych sklepach, ewentualnie chodzić do tych samych stołówek lub do tego samego pana po kebaba. Razem a jednak osobno jak ta lala.
Mam wrażenie jakbym mieszkała tu sama. Jakby to całe piętro w wieżowcu było tylko dla mnie. Zawsze wyobrażałam sobie, że idealnym miejscem do mieszkania musi być kawalerka, bo ma się swoją własną przestrzeń, swój i tylko swój syf w łazience i tylko swoją dupę sadza się na klopie, ale teraz sobie myślę, że jeżeli tak to ma wyglądać – że w dni, w których nie ma zajęć, żadnego spendu albo po prostu nie trzeba nic konkretnego zrobić, najczęściej siedzę przyklejona do skype’a lub czatu na fejsie, bo wydaje mi się, że tylko tam jest życie – to wolę jednak mieszkać z ludźmi. Z kimś jeszcze tworzyć swój ekosystem. Co gorsza, cała ta dzielnica jest nader spokojna. Nie dosyć, że nie spotykam ludzi na korytarzu, wyglądam za okno lub idę na krótki spacer i też czasem nie spotykam ludzi. Po prostu nic się nie dzieje. Jest przeszywający spokój. Weekend czy nie weekend. Poważnie zastanawiam się nad przeprowadzką. Niby zawsze chciałam mieszkać sama, w sensie być choć trochę niezależna od nikogo, nie musieć dzielić z nikim pokoju, ale aż tak sama mieszkać nie chcę. Jestem chyba zwierzęciem bardziej stadnym niż mi się wydawało, dlatego czas się ewakuować, zanim padnie mi na łeb.

Tylko bardzo lubię widok z okna. Prawie codziennie dokumentuję zachód słońca lub poranki. Szczególnie rano, poranki są cudowne.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s