comment 1

#519; takie refleksje

-Piosenka Kayah “Tabakiera” i Elvisa Presleya “Anything That’s Part of You” traktuje w zasadzie o tym samym.
-W Halle jest chyba za dużo mieszkań i lokali niż mieszkańców i w rezultacie wszyscy są gdzieś, w domach lub w kawiarniach, dlatego na ulicach nikogo nie ma – bo właśnie zamawiają średnio wysmażony befsztyk w restauracyjce za rogiem. 
-Nie dajcie się zwabić pogodzie i nie myślcie, że jest wiosna – nie jest. Obuwie lżejsze można jak najbardziej wdziać, ale czapka i szalik to mus! To mówię ja. 
-Skonstatowałam ostatnio, ee, ja nie piszę listów, ja piszę maile, a i to nieprawda. Produkuję maile, w których przesyłam linki, zdjęcia, piosenki na YouTubie, ewentualnie krótkie informacje. Najbardziej obszerną korespondencję prowadzę z wykładowcami lub potencjalnymi zleceniodawcami (chociaż to tak naprawdę nie korespondencja, wszak nigdy nie dostaję odpowiedzi). Nie piszę maili w sensie elektronicznego listu, jak to się szumnie mówiło na początku tego stulecia, nie udzielam zdawkowych informacji z mojego życia, nie pytam o czyjeś zdrowie czy samopoczucie, nie ma daty i post scriptum. To przykre, jak tak się nad tym zastanowić. Może trzeba by do tego powrócić? 
-Widziałam wczoraj film “Her” – najnowszy z Joaquinem Phoenixem – i pomimo, że był ładny, urzekający i wyjątkowy to przeraża mnie w kontekście tego, co już dzisiaj mogę obserwować na ulicach, choć ten film nie był nawet science-fiction. Ludzie w tym filmie żyją w świecie bardzo rozwiniętej technologii, Joaquin Phoenix zawodowo pisze za ludzi listy (ha, a jednak, jest nadzieja!), pewnego dnia kupuje sobie system operacyjny i zakochuje się w nim. W głosie. Coś jakby “baza wirusów programu Avast została zaktualizowana”. To pewnie tylko jakieś takie wyobrażenie, fantazja… Czyżby? 
Jadę piątką w stronę miasta i z okna obserwuję taką scenę: chodnikiem idzie ojciec z dzieckiem, dziecko radośnie hasa, rozbrykane niczym spuszczone ze smyczy, ojciec dwa kroki za nim wcale nie podąża w podskokach, tylko porusza się ruchem jednostajnie przyspieszonym, bo bez przerwy wpatrzony jest w swój smartphone, nerwowo przyśpiesza kroku. Ganianie za dzieckiem to już chyba nie frajda. Teraz frajda jest gdzie indziej. Takich obrazków jest na pęczki na każdym kroku – rządek ludzi na przystanku, każdy z nosem wlepionym w telefon, grupa ludzi w tramwaju, każdy z telefonem, samotne postacie przemierzający miasto, telefon, telefon i telefon. To całe zjawisko jest wyjątkowo przykre, szczególnie dla i tak wybitnie powściągliwego i oszczędnego w emocjach społeczeństwa niemieckiego. To między innymi dlatego jestem w centrum, a jest ciszej niż nad morzem, albowiem nikt nic nie mówi, nikomu nie stukają obcasy, bo wszyscy noszą się tutaj na sportowo, nikomu telefon nie dzwoni, bo nie zdąży – trzymamy go przecież cały czas w dłoni. Ech, wy głupie ludzie.
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

1 Comment so far

  1. Siedzę w poczekalni u pediatry i mama trzyma na kolanach dziecko, może czteromiesięczne, dziecko dynda głową w dół, już praktycznie zjechało z kolan, ale matka nie widzi tego bo jest zajęta telefonem. Myślała, że tylko mnie to dziwi, te ciągłe przewijanie palcem, pochylona głowa, totalny brak kontaktu z rzeczywistością, nowy rodzaj uzależnienia? Całkiem możliwe

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s