comment 0

#525

No tak. Zrezygnowałam właśnie z wycieczki na działkę, gdzie tata – żartując, że mnie wywiezie na roboty – kazał mi grabić trawę, bo postanowiłam zająć się czymś ważniejszym, mianowicie planowałam napisać krótki tekst. 
Na początku lutego poszukiwałam troszkę pracy. Nie tyle pracy dla samej pracy co bardziej zajęcia, co by zniwelować choć trochę perspektywę dwóch relatywnie wolnych miesięcy. Znalazłam kilka miłych ofert, jedna może nawet i by się udała, ale przeszkodą akurat było to, że jeszcze studiuję, a to raczej Vollzeit. Wysłałam od niechcenia kilka CV na takie pojedyncze zlecenia, typu przetłumaczenie aplikacji na najróżniejsze języki świata (w tym polski, jupi!), ale nie dostałam odzewu. Nie wiem dlaczego, bo niby kto ma lepsze Polnischkentnisse niż, przepraszam, np. ja? 
W gąszczu różnych takich drobnych ogłoszeń natknęłam się na platformę Mylittlejob.de, o dramatycznym podtytule “So arbeiten Studenten”. Jest to taka platforma, na której firmy umieszczają drobne zgłoszenia, a studenci je stamtąd czerpią. Takie to proste. Zalogowałam się, bo dlaczegóż by nie. Ku mojemu zaskoczeniu trzeba było rozwiązać test na początek, który był elementem rejestracji. Ależ to był test! Było np. dość skomplikowane zdanie wielokrotnie złożone traktujące o tematyce polityczno-gospodarczej, więc było też niewybrednie skomplikowane słownictwo, po czym było pytanie “ile błędów ortograficznych zawiera powyższe zdanie?”. I cztery przykładowe odpowiedzi. Lub: “jaka jest poprawna pisownia?”. Słowa, które pierwszy raz widzę na oczy, które nie mam pojęcia co znaczy. Czy pisze się przez dwa “t” czy dwa “s”? Czy może każda literka jest po dwa razy? Było też kilka pytań na logikę. Np. “Uzupełnij. Rolnik – ziarno, fryzjer – ?”. I tym podobne. Test był dłuższy i skomplikowany niż śmiałam się spodziewać, więc, jak można było przewidzieć, nie poszedł mi za dobrze. Dostałam jedną gwiazdkę na bodajże pięć. Im więcej ma się gwiazdek, tym jesteś lepszy, bo lepiej ci poszedł test, tym większe masz też szanse na lepsze zlecenia, a co za tym idzie na lepsze wynagrodzenie. 
Trafiłam na zlecenie, do którego wymagana była tylko jedna gwiazdka, więc akurat coś dla mnie. Polegało ono na tym, że trzeba było pisać teksty do sklepu internetowego. Reklamująco-informacyjne-nakłaniające do zakupu. Informacje o marce, co sprzedają teraz, krótko o historii danej marki i o zaletach owego sklepu. Że można płacić tak i tak, PayPalem i innymi metodami itd. Co do samego tekstu było dużo wytycznych – 350-370 słów, dwa nagłówki, 6 razy wymieniona nazwa marki, taka a taka pisownia nazwy, brak bezpośrednich zwrotów do adresata, brak pytań typu “czy zawsze chciałeś mieć krem przeciwzmarszczkowy z technologią DNA, ale…?”. Na początek trzeba było stworzyć dwa takie teksty próbne, które byłyby nawet płatne, gdyby spełniły oczekiwania. Za te właśnie teksty próbne postanowiłam się dzisiaj zabrać. Kliknęłam “Job annehmen” i po jakiejś godzinie zorientowałam się, że płynie mi czas i że na stworzenie tych dwóch tekstów miałam łącznie 4 godziny, choć w opisie było napisane, że stworzenie takiego tekstu zajmuje przeciętnie 40 minut. Miałam napisać coś o firmie Lancester i Lamborghini. Lancester nic mi nie mówiło, okazało się, że to kosmetyki. Niby wiedziałam, co mam napisać, uwzględniłam te wszystkie wytyczne, stworzyłam stosowny dokument w Wordzie, dowiedziałam się, co to za firma, czym się zajmuje i jaka była jej historia. 
I nic. 
Nie napisałam nic poza kilkoma urwanymi zdaniami. Obgryzłam prawie wszystkie paznokcie i kompulsywnie pochłonęłam prawie całą czekoladę, którą strategicznie ulokowałam w zasięgu ręki (bo pomyślałam, że czekolada to magnez, którego mi brak). Nie mogę. I nie chodzi o to, że nie zebrałam się, bo byłam zajęta oglądaniem Tumblra. Przeliczyłam się trochę. O ile pisanie przychodzi mi na ogół łatwo, obojętnie czy to jest blog, esej czy licencjat, zawsze jakoś to idzie, tak tu nie mogłam. Ugrzęzłam zanim w ogóle ruszyłam. Przeliczyłam się chyba. Ciężko być na flole po niemiecku. Myślałam 5 minut jak zacząć każde jedno zdanie. W końcu tworzyłam jakieś dziwne, niezgrabne konstrukcje, które przeszłyby może na ILSie (moje uszanowanie), a nie jako tekst jakkolwiek zachęcający do kupna czegokolwiek. Tak więc uświadomiłam sobie, że to chyba nie dla mnie. Niestety, bo miło by było. 
Leci: Emmanuelle Seigner, Smolik – Forget Me Not 
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s