comment 0

#530; koleżaniunie

Siadam 
i dziwny ten komputer, dziwny widok z okna, dziwna data w kalendarzu, dziwni ci ludzie. Pałętam się po mieście półprzytomna i nieswoja. Po części ze zmęczenia, po części nie mogę sobie uprzytomnić, gdzie jestem i co się dzieje. O właśnie, to odpowiednie słowo opisujące mój stan – uprzytomnić sobie. Uprzytomnić się. 
Kanapkę na śniadanie chciałam wybrać z pomidorami i mozarellą. Kupując świeże bułki w sklepie najbardziej podobały mi się te trójkątne o nazwie “Toscania”. Kopsnęłyśmy się z koleżaneczkami, z najwspanialszymi koleżaniuniami, na 5 dni do Włoch. Rzym i pociąg z Florencji do Pizy.
Wszystkie wyobrażenia o Włoszech i Włochach, które miałam okazały się być prawdziwe:
jeżdżą na skuterach,
mają kręcone włosy,
autem po mieście jeżdżą jak furiaci,
gestykulują, krzyczą,
kobiety mają niskie głosy,
i bardzo ładne, grube, dobrze ułożone włosy,
mężczyźni chodzą w garniturach,
a jeśli nie, to przynajmniej w marynarkach,
noszą mokasyny,
kobiety są piękne, mężczyźni przystojni,
na wszystko jest czas i ich jedna minuta trwa tak naprawdę przynajmniej pięć,
mężczyźni noszą dłuższe włosy zaczesane do tyłu,
wszyscy naprawdę wiecznie jedzą makaron,
śniadanie składa się z kawy i tylko kawy lub ewentualnie małego croissanta,
wszyscy są dobrze ubrani
i wiele, wiele innych.

najlepsza pasta, jaką do tej pory jadłam – aglio e olio;
pan w restauracji przy Basilica de San Paolo, który na to, że jesteśmy z Polonia, soczyście zakrzyknął “Kurwa!”, po czym w rachunku nie policzył nam jednego wina, a potem przyszedł z limoncello na trawienie i sobie golnęliśmy po jednym – łącznie z nim, mimo że był w pracy;
plac św. Piotra w rzeczywistości jest o wiele mniejszy niż wydaje się w telewizji lub na zdjęciach;
kabiny prysznicowe w łazienkach są ciasne i niskie, tak że musiałam się schylać chcąc umieścić głowę pod prysznicem;
cappuccino jeszcze nigdy mi tak nie smakowało;
niespecjalny wystrój restauracji i kawiarni – są to zwykłe miejsca, gdzie można zjeść lub napić się kawy, bez zbędnego nadęcia, bez przesadnego wystroju, bez siłowania się na włoski klimat, jak u nas we włoskich restauracjach – z miliona restauracji, które mijaliśmy, tylko w jednej jedynej widziałam obrus w biało-granatową kratę, nigdzie nie było obrusów w biało-czerwoną kratę i przesadnie eksponowanych ziół w doniczkach, nie było wszechobecnych butelek z winem lub po winie – wystrój nie był jak gdyby najważniejszy, filiżanka kawy to żadne wydarzenie, to po prostu filiżanka kawy;
zastanawiam się, jak u Włochów funkcjonuje system trawienny – nie wierzę, że nie mają sraczki lub przynajmniej gazów przez cały dzień wypiwszy na śniadanie tylko filiżankę cappuccino bądź espresso;
bohaterem całego wyjazdu i moim pomniejszym idolem został Mohammed, który był bardzo mile zaskakującym i wyraźnym potwierdzeniem na to, że tacy ludzie jednak istnieją (choć ja już jestem tego pewna) – nauczyłam się grać prostą melodyjkę na gitarze, robiliśmy tiramisu, kolega był buddystą, słuchał Elli Fitzgerald, Sama Cooke’a i innych takich, wstawał rano i zaczynał śpiewać, na lotnisko jechaliśmy słuchając Erica Claptona wraz z sympatycznym kolegą, który był nieziemsko przystojny, miał długie kręcone włosy związane na czubku głowy, poruszał się jakby w slow motion i sprawiał wrażenie zjaranego;
w Pizie czas zatrzymał się gdzieś około siedemnastego wieku – wstałam rano i wyjrzałam przez okno, a tam nieduży kościół, mały placyk, nieśpiesznie przemieszczający się ludzie, rowery, i tylko skutery przypominały, że to jednak czasy dosyć współczesne, w mieszkaniu dało się słyszeć rozmowy, które pewnie nie były niczym specjalnym, ale po włosku brzmiały tak pięknie;
włoski język jest zaraźliwy – teraz mam ochotę się go uczyć i chwalić się wszystkim naokoło, że nauczyłam się jednego zdania, mogę najbardziej banalny zwrot powtarzać z radością, czym bym pewnie wprawiała odbiorców w zażenowanie, ale mi by to sprawiało największą frajdę, nie to co niemiecki, z całym szacunkiem;
styl życia, energia, żywiołowość, beztroska, dobry humor – zapamiętać i odgapiać.

Tymczasem w ciut chłodniejszej Polsce oddaję się świątecznym przygotowaniom. Nie ma za dużo czasu, a więc święta w wersji kompaktowej. Ciao!

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s