#531

Co za beznadziejny dzień. 
Niby zwyczajny, aczkolwiek zaznaczony na czerwono dzień w kalendarzu wymusza pewne zachowania. Choć nie przeżywam tych świąt duchowo, a do kościoła idę tylko dlatego, że ktoś musi iść z babcią, a przy okazji można ubrać trochę ładniej niż zazwyczaj, mam wrażenie, że nie mogę nic obejrzeć, bo są święta. Nie mogę poczytać książki, bo są święta. Podziergałabym trochę na drutach, co by nie wyjść z wprawy, ale nie – przecież są święta. Myślałam, że mój osobisty dramat z pierwszego dnia świąt Bożego Narodzenia, kiedy to spędzałam święta tylko, solo i indywidualnie z babcią, podczas gdy moi rodzice byli w pracy, a moja siostra wpadła tylko na chwilę odbębnić czas tutaj, po czym przeniosła się świętować z rodzicami swojego lubego. Myślałam, że to tylko jednorazowa sytuacja, pechowe zrządzenie kalendarza, ale ku mojej rozpaczy powtórzyła się w tym roku. Wielkanoc, niedziela, a scenariusz ten sam. Wczoraj od popołudnia moja mama zaczęła mnie prosić i kazała mi obiecać, że nie będę się kłócić z babcią. To naprawdę dziwny dzień. Wolałabym tu nie być. Święta jako dni, kiedy trzeba robić dużo rzeczy z przymusu. Chyba nie istnieje dla mnie coś takiego jak tradycja, jest za to przymus. Wcale nie miałam ochoty ani, powiedzmy, za bardzo finansów na wielkanocny przyjazd tutaj, a jednak przyjechałam, bo kto to widział, nie przyjechać do domu na święta. Teraz nie ma nawet jeszcze południa, a ja już odhaczyłam wszystkie niezbędne punkty celebracji, jadłam żurek na śniadanie o 9 rano, zakąszałam go jajkiem i białą kiełbasą, byłam w kościele, była już kawka i ciasto, a teraz się siedzi. Poszłabym nad morze, ale zastanawiam się czy można. Usiadłam teraz do komputera i mam wyrzuty sumienia. Dzień jak codzień, ale ulice trochę bardziej puste i ludzie poruszają się w małych grupkach. Więcej kobiet niż zazwyczaj nosi spódnicę. Stroje trochę bardziej odświętne. Białe kołnierzyki wystają spod lekkiej kurtki wiatrowej. Dobrze się składa, że jestem przeziębiona. Jakby ktoś się pytał, zawsze mogę powiedzieć, że się źle czuję i mogę bezkarnie urządzać sobie drzemki. Mogę mój markotny humor zrzucić na karb bólu głowy i zatok. Niech każdy świętuje na swój sposób. Wesołego, oby nam się. 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s