comment 0

#533

Dobra, przyznaję się – przeżywam całkiem pokaźne zubożenie intelektualne. 
Ciężko mi sklecić tekst, choć zawsze wypływały mi one wręcz spod palców. Jeśli już coś tutaj pisałam, to dlatego, że miałam tak zwaną wenę, tak więc na “tekst” (przybiorę to słowo w cudzysłów, bo tak to można określać artykuły w weekendowej Wyborczej, a nie to co następuje) potrzebowałam zazwyczaj kilku minut. Teraz – aktualnie, dzisiaj, w tym momencie – trudno posłużyć mi się ładną polszczyzną. Po niemiecku porozumiewam się, aby się – właśnie – porozumieć, ewentualnie czasem zażartować, po angielsku śpiewam piosenki, a w hiszpański wsłuchuję się zdziwiona. Nauka języków obcych tutaj to dla mnie wyzwanie, bo ten drugi język nadal nie jest moim językiem ojczystym.
Przykładowo, mamy hiszpański na poziomie C1 i na tym poziomie na zajęciach zazwyczaj nie używa się żadnego innego języka niż ten, którego się akurat uczymy. Wszyscy są, a przynajmniej powinni być, w stanie, umieć zadać pytanie dotyczące słownictwa lub gramatyki w tym języku, nie ma mowy o problemach ze zrozumieniem odpowiedzi lektora. Czasami jednak w szczególnie trudnych przypadkach padnie jakieś słowo w innym języku. Czasem ktoś zapląta się w zawiłych konstrukcjach obcej gramatyki i w końcu zrezygnowany wyrzuci z siebie pytanie w swoim języku. Czasem dyskusja robi się na tyle gorąca, że ludzie przeskakują na swój język, to oczywiste. Tutaj jest ten problem, że ten drugi język – niemiecki – to dla mnie nadal język obcy. Nierzadko objaśnia się coś na zasadzie porównań – wszystko w porządku, z tym, że ja Konjunktivu w niemieckim też nie do końca rozumiem. Chodzę w tym semestrze na hiszpański na wspomnianym poziomie C1, który jest dla mnie ciut za wysoki, na chwilę obecną. Te wszystkie czasy, to sprawne posługiwanie się gramatyką, tryby przypuszczające, formy czasownika, to słownictwo! Uważam, że mam niemiecki na tym poziomie, więc gdy pani dla ułatwienia objaśnia jakąś skomplikowaną formę gramatyczną na przykładzie niemieckim, to ja w ciężkim skupieniu i pocie czoła cieszę się, że kiedyś się dobrze tego nauczyłam i wiem o co w tym chodzi. Ale, czekaj, czekaj, jak to będzie po hiszpańsku…? Aha, robimy już następne. 
Także teraz u mnie tylko hiszpański. Wczoraj byłam w bibliotece, wzięłam z półki pierwszą lepszą możliwie cienką książkę po hiszpańsku i zaczęłam czytać. Oczywiście, że mało zrozumiałam, tylko z grubsza sens, wiedziałam, że w danej sytuacji rozmawia chłopiec ze starszym panem i wiedziałam mniej więcej o czym, ale starałam się wczytać w tekst tak, żeby nawet te obce konstrukcje i nieznane słówka wyryły mi się w mózgu, żeby załapać rytm, starałam się myśleć po hiszpańsku. Momentami nie mogę się odnaleźć w tym gąszczu. Nie wiem już, co mam myśleć i jak, w jakim języku. Brakuje w tym wszystkim moich zwyczajowych myśli po polsku, moich rozważań, zapamiętanych zdań i całych fragmentów z przeczytanych artykułów. Najczęściej myślę tylko w jedną stronę. Może powinnam przed każdymi zajęciami kontemplować przez krótką chwilę, otworzyć odpowiednią szufladkę i nastawić się.
Muszę czytać dużo gazet. Muszę odnowić moją prenumeratę Wyborczej. Intelekt to w końcu rzemiosło, języka się nie zapomina, a już w ogóle nie ojczystego. Trzeba po prostu ćwiczyć, tak jak pisanie, tak jak kreskę eyelinerem, tak jak parkowanie tyłem. 
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s