comment 0

#534

Dziś śpiewa Otis Redding. 
Nie poszłam na hiszpański na ósmą rano, bo wczoraj koło północy wymyśliłam sobie szlachetną wymówkę, że jestem za mało przygotowana, a poza tym i tak zawlokłabym tam tylko moje zwłoki, więc lepiej będzie, jeśli opuszczę te zajęcia w ogóle i dobrze przygotuję się na następne. 
Wydarzenie z mojego życia: oddałam dzisiaj pierwszy raz coś do pralni! 
I nawet dogadałam się z panią! Kurczę, umiem załatwiać “takie” sprawy! 
Kolejnym ważnym wydarzeniem tego rodzaju będzie wyprawa do warsztatu rowerowego, bowiem mój rower skrzypi niemiłosiernie, gdy naciskam na pedały, szczególnie gdy jadę pod górkę, a w tym mieście górki są co chwilę. Jadę przez ten ładny park koło mnie, cisza, spokój, rzeka płynie, ptaszki śpiewają, kwiaty pachną, dziadki grają w tenisa, pozostali piją piwo z plastikowych kubków, a mój rower skrzypi. I wszyscy zwracają na mnie uwagę, bo niemiłosiernie hałasuję w tym przyjemnie niskim natężeniu decybeli. Boję się, że nie będę wiedziała do końca jak wytłumaczyć, że skrzypi i że trzeszczy. A tak w ogóle to najważniejsze, że można na tym rowerze jeździć, więc na razie do żadnego pana, do żadnego warsztatu się nie wybieram! Ze strachu. 
Ja tutaj pół żartem, pół serio, ale załatwianie czegokolwiek na mieście, w urzędzie lub chociażby robienie zakupów w mniejszych sklepikach może naprawdę napędzić strachu, a przynajmniej sprawić, że poważnie zwątpisz w swoją znajomość języka. Nie ważne, jak dobrze ci idzie na co dzień i ilu Niemców powiedziało ci “du sprichst aber gut Deutsch!”. Na poczcie, w urzędzie, w Reisezentrum na dworcu, w piekarni i w biurze akademika miałam dotychczas sytuację, kiedy nie mogłam się porozumieć z osobą obsługującą mnie. Nie, że nie wiedziałam jak to będzie. Myślę, że chodziło bardziej o mój obcy akcent i sposób w jaki wymawiam niektóre słowa, bo osoba za ladą lub za biurkiem mnie nie rozumiała, przy czym nie okazywała tego przez delikatne zmarszczenie brwi czy też przyjazne hm?, za każdym razem było to raczej dosyć chamskie i grubiańskie heee?! Na całe szczęście są to pojedyncze przypadki i gros osób, które spotykam i z którymi rozmawiam są bardziej wyrozumiali. Wydają się też więcej rozumieć, a nawet jeśli nie to przynajmniej inaczej to komunikują. Myślę, że bierze się to najzwyczajniej z kontaktu z obcokrajowcami. Pani w średnim wieku w piekarni lub lekko łysiejący pan kurier nie spotkali – śmiem twierdzić – wielu obcokrajowców w swoim życiu, w związku z czym nie słyszeli “złego” niemieckiego, nie osłuchali się. Nie wiedzą za bardzo, w jaki sposób można ten język kaleczyć, trudno im się domyśleć. Myślę, że nie można ich za to winić. Można by po prostu trochę inaczej reagować. 
Tymczasem wykrystalizowała mi się nieco sytuacja życiowa, tak to ujmijmy, i pierwszy raz w życiu świadomie i aktywnie brałam w tym udział. Pamiętam, jak jechałam pociągiem ze Szczecina do Świnoujścia w piątek w godzinach popołudniowych i ten pociąg od samego Szczecina Głównego był pełny ludzi wracających ze szkoły czy pracy, którzy najpierw masowo wysiadali w Goleniowie, potem w Wolinie i tak po drodze pociąg pustoszał. Siedziałam dosyć blisko, wszak siedzenia ciasne, dziewczyny, która jak się okazało, też jechała do Świnoujścia. Wcześniej towarzyszył nam jeszcze bardzo skory do rozmowy pan, z którym to owa dziewczyna z dosyć małym ożywieniem gawędziła. Ja byłam uzbrojona w jakiś grubszy magazyn kobiecy, którego – na całe szczęście – starczyło mi na bite dwie godziny podróży i nie uczestniczyłam w tej rozmowie. Dziewczyna opowiadała, że studiuje w Szczecinie zaocznie fizjoterapię, a po studiach wyjeżdża do Norwegii, bo tam właśnie potrzebują takich fachowców. Nie, że chciałaby wyjechać. Wyjeżdża. Czas teraźniejszy wyrażający plany w przyszłości. Studiuje to w określonym celu. Ma plan, którego się trzyma. Tak to sobie wykombinowała. 
Zawsze podziwiałam ludzi, którzy wiedzą, co będą robić za kilka lat. Oczywiście niczego nie można być pewnym, ale przynajmniej jest jakiś plan. Jest co odpowiadać na pytania wścibskich cioć, babć i znajomych z liceum. Ja tego planu nie miałam i wszystko do tej pory w moim życiu działo (i dzieje się nadal) z przypadku. Bo pani w szkole zarzuciła jakiś kierunek studiów i już wiedziałam, co wpisać w formularzu. Uniwersytet, bo stosunkowo blisko. Miasto na Erasmusa mi się też niechcący kliknęło. W semestrze zimowym, jak mogłam sobie wybrać, na jakie zajęcia będę chodzić to też się za bardzo w to nie wgłębiałam, podążyłam za moimi nieco bardziej rozgarniętymi w tej kwestii koleżankami. Teraz też postępuję może nieco instynktownie, ale, mam nadzieję, nie pochopnie. Podoba mi się i chcę zostać. I zostaję. Bo na tym etapie mojego życia tak chcę i tak postanawiam. Bo rozmawiałam na ten temat i w tej sprawie z kilkoma osobami, bo poczyniłam pierwsze kroki, bo dopełniam formalności. 
Ogólnie ostatnio planowanie mojego życia wychodzi mi lepiej niż kiedykolwiek dotychczas. Dzięki ortodoncie mam dosyć dokładnie zaplanowany przyszły miesiąc, także ze szczegółami (a nawet godziną i pociągami) wiem, jak będzie wyglądała połowa czerwca. Myślami jestem gdzieś w ostatnim kwartale roku. Nie starcza mi już wyobraźni na perspektywę dwu- lub trzyletnią, ale teraz jest jakby następny etap mojego życia. Punkt wyjścia. 
Czyż to nie romantyczne? Spodobało mi się i zostaję. To prosta decyzja. Bez żadnych sentymentów. W Poznaniu nic mnie nie trzyma (wręcz przeciwnie). Jestem studentką, więc jakiekolwiek miejsce zamieszkania rozpatruję tylko i wyłącznie w kategoriach uniwersytetu i podjęcia studiów gdzie indziej, jakkolwiek nie uważam się za emigrantkę i nie mam żadnych przemyśleń na temat mojego patriotyzmu. Nie rozpatruję też słuszności mojej decyzji w kwestiach zdrady ojczyzny w sensie nieokazywania jej wdzięczności za ufundowanie studiów licencjackich. Za bardzo podoba mi się moje życie tutaj, mój każdy dzień, każdy spacer, spotkanie, każdy człowiek i każda wypita kawa, by wrócić do miasta i na wydział, w którym dzień w dzień towarzyszyła mi frustracja.
Dobrze wiedzieć, co się chce i co będzie.
Dobrze mieć jakiś plan.
Dobrze mieć odpowiedź na pytanie. 
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s