comment 0

#537; świat i ludzie

Jestem teraz studentką. 

Kupiłam sobie długopisy, zeszyty, skoroszyty, dziurkacz, wydrukowałam stertę materiałów, posegregowałam je i teraz studiuję. Robię odręczne notatki i chodzę do biblioteki. Intelektualnie jestem całkiem w formie – try me. Chłonę ostatnio treści, których do końca nie rozumiem, dlatego może jestem trochę bardziej oderwana od rzeczywistości niż zazwyczaj. Może jestem też trochę bardziej niewyspana niż zazwyczaj. Może jak mnie zapytasz to od razu nie będę wiedziała, ale orientuję się. Pochłaniam hiszpański i ekonomię. Wirtschaft. Przy czym z ekonomii najbardziej jestem zafascynowana wykładowcami. Są to przeważnie starsi mężczyźni, których nazwiska poprzedzone są wieloma tytułami i innymi skrótami, których wszystkich nawet nie jestem w stanie rozszyfrować. Chodzę na jedne takie zajęcia, ekonomia dla nie-ekonomistów, co tydzień jest inny wykładowca, co tydzień podstawowe informacje z różnej dziedziny. Wśród 15 wykładających doktorów i profesorów jest tylko jedna kobieta (która, tak nawiasem mówiąc, nazywa się Julia Müller, ha ha ha). Od wczoraj jestem niesamowicie zauroczona szczególnie jednym profesorem, który był dosłownie uosobieniem wszystkiego tego, co ja rozumiem i wyobrażam sobie pod pojęciem “wykładowca”. Jeżeli mówi się o ludziach wykształconych, to wykształcony był właśnie on. Był dosłownie człowiekiem oświecenia, po prostu kipiał informacjami. W ciągu półtoragodzinnego wykładu opowiedział tyle, ile niektórzy przez cały semestr nie opowiadają. Rzucał tytułami książek wraz z błyskawicznym opisem fabuły, cytaty z filozofów z pamięci, nazwiska innych naukowców i ich główne tezy, no po prostu coś nie-sa-mo-wi-te-go. Mam ogólną tendencję porównywania się do ludzi, na moje szczęście bardziej pod względem osiągnięć i intelektu niż wyglądu zewnętrznego i od razu przypałętała się smętna myśl “Jezu, pan taki mądry, a ja jaką ciekawą książkę ostatnio przeczytałam?” Z drugiej strony, pan był po sześćdziesiątce, więc pewne rzeczy się po prostu zna z doświadcznia. Ja do sześćdziesiątki mam jeszcze trochę czasu, co nie znaczy że ów pan nie mógł zostać dla mnie inspiracją i zagonić mnie do biblioteki lub chociaż zdjąć te kilka książek z pedantycznie skleconego stosiku i zacząć je czytać. 
Lubię ten typ niemieckiego inteligenta. Lubię ich wszystkich. Ich nienagannie skrojone garnitury, dobre, markowe okulary, skórzane buty, aktówki, auto w garażu. Sweterek w serek i nonszalancki szalik, trencz, koszula i kołnierzyk. Lubię ich, gdy ich widzę na dworcu w Berlinie. Lubię ich, gdy pracują na komputerze albo czytają Frankfurter Allgemeine w ICE. Lubię ich około 11 na mieście. Lubię tych profesorów. Lubię ich dyskutujących przez telefon przy kawie na wynos. Papierowe, wielkoformatowe wydania dzienników lub najnowszy sprzęt. Zorganizowany, zwarty i gotowy. Przystrzyżony włos, gładko ogolona twarz. Yntelygencja. 
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s