comment 0

#539

Jeszcze tylko tak szybko przed obiadem: 
towarzyszy mi od kilku dni (czy raczej od kilku miesięcy) refleksja, że oto teraz trzeba zmienić pozycję. 
Zawsze przyjmowałam wygodną pozycję obserwatora. Zarówno w szkole, potem na uniwersytecie, we wszelakich sytuacjach, kiedy czegoś ode mnie wymagano, także na stopie towarzyskiej. Nawet u ortodonty słucham tylko jednym uchem, niemalże przysypiając na fotelu, potem myślę w domu, co pani doktor mi tak w zasadzie powiedziała i gdy czegoś nie jestem pewna, dzwonię dopytać na drugi dzień. 
Byłam i obserwowałam. Tworzyłam kontekst, podsłuchiwałam, czasem tylko wtrąciłam coś od siebie. Zawsze z tylnego siedzenia, na drugim planie, lekko z boku, schowana za kimś lub w czyimś cieniu. Teraz, od znamiennego października, polowanie na czerwony październik, to ja zostałam aktorką. Niezależną artystką. Posłanką niezrzeszoną. Albo zostaję na chacie albo jestem w blasku reflektorów. Istnieję sama. Nie ma za kim się schować. I zdarza się tak, że codziennie muszę się zaprogramować – pogadać przez chwilę sama do siebie albo chociaż o tym pomyśleć przeglądając się w lustrze. Muszę mieć dobry humor, a przynajmniej znośny. Muszę obcować z ludźmi. Ponadto jestem cały czas gdzieś poza moją comfort zone, bo mam wrażenie, że zwracam na siebie uwagę i nic nie mogę na to poradzić. Nie chodzi o to, że nagle zostałam kolorowym ptakiem niczym Macademian Girl, ale kupując głupią bułkę w piekarni na rogu lub zamawiając kawę z mlekiem (Milchkaffee), zawsze słychać mój dziwny akcent i przez to nie mogę się wtopić. Nie jestem po prostu szarym człowiekiem w kolejce, będę tą osobą, która mamrocze coś niewyraźnie pod nosem przez co pani za ladą wypada z rytmu, bo nagle musi mi poświęcić nieco więcej sekund. 
Jest też mój dziwny wygląd. Zazwyczaj lekko nieadekwatny do sytuacji ubiór – po co mi marynarka i sukienka w drobne plisy na cały dzień zajęć, kiedy temperatura odczuwalna to 10 stopni i wiatr niczym nad morzem? Inni się nie przejmują i zadzierzgnęli zaufane kurtki Jack Wolfskin. Jest mój asymetryczny zgryz, stały aparat i gumki, tzw. ciągi, wyciągi, nie wiem jak one się tam nazywają. I tak sobie funkcjonuję. Mam wrażenie, że na świeczniku. 
Aha, mam jeszcze dziwne imię i jeszcze dziwniejsze nazwisko. Dziwna laska i na dodatek nie wiadomo, o co jej chodzi! 
Chciałabym móc się bardziej wtopić w tłum. Czasami mi się udaje, na przykład na wykładach z ekonomii, które mamy w tej przeogromnej auli i gdzie co tydzień zjawia się ok. 600 osób. Wtedy jestem po prostu ciemną masą, to jasne. Ale czasami w przypływie jakiegoś takiego niezrozumiałego smutku, smętu czy melancholii myślę sobie, że chciałabym rozmawiać z ludźmi i nie musieć wiecznie literować mojego imienia. Czasami chciałabym nie być w pewnym sensie ciekawostką, ale póki jestem tu, a tu jeszcze będę, chyba tak pozostanie. 
Przemyślenia pod tytułem “Różne sytuacje w życiu i wyzwania, jakie ze sobą niosą”, wydanie pierwsze niezmienione.
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s