comment 0

#540; Pan

Śpiewa Madeleine Peyroux. Tak bosko, że dałam się nabrać, że to jakieś stare nagranie Elli Fitzgerald.
Jedną z rzeczy, za które najbardziej jestem wdzięczna, a która przydarzyła się w ciągu kilku ostatnich miesięcy jest bez dwóch zdań to, że poznałam Pana.  
Pan. Mówię tak, bo przydomek “Kolega” zarezerwowałam już dla kogoś innego. To śmieszne, ale poznałam Pana z ogłoszenia. AAA miłego pana poznam. Bujałam się kiedyś w zimie po instytucie w okolicach biblioteki udając, że się uczę i dla zabicia czasu czytałam każde jedno ogłoszenie na wielkiej tablicy ogłoszeń. Ktoś szukał pokoju do wynajęcia, pani po czterdziestce pracująca w weekendy w pobliskiej knajpce chciała podszkolić angielski, ktoś miał łóżko z Ikei do sprzedania, ktoś z Indii chciał się uczyć niemieckiego, zapraszali na występ chóru, oferowali korepetycje, szukali podręczników do hiszpańskiego itp. Nagle napotkałam jedno ogłoszenie, które na zwykłej białej kartce nieco wyróżniało się na tej całej pstrokaciźnie. Było też przypięte na wierzchu, co znaczyło, że jest dosyć nowe. Ktoś chciał się uczyć polskiego i szukał Muttersprachler/in i że gerne tandem Polnisch-Deutsch. I numery telefonu. Zerwałam oczywiście odruchowo, tak jak często to robię, potem przechowuję w kieszeni aż w końcu wyrzucam razem z zużytymi chusteczkami i biletami tramwajowymi. Pamiętam, że potem byłam na stołówce z Paulą i miałyśmy okienko, było zimno, ponuro, nudno, sennie i ogólnie dosyć smętnie, przypomniało mi się o tej karteczce i dla hecy, dla czystej rozrywki, postanowiłam napisać smsa, że widziałam ogłoszenie, że kto to w ogóle i tak dalej. Nie minęło nawet 5 minut, kiedy zadzwonił do mnie Numer prywatny. Nie odebrałam, przestraszona, że to ten ktoś, a wtedy jeszcze (teraz też trochę) bałam się rozmawiać po niemiecku przez telefon. Miałam tego dnia akurat zajęcia do wieczora, a numer dzwonił mniej więcej co godzinę. Wieczorem wreszcie byłam już w domu, przygotowałam się psychicznie, że w końcu odbiorę. No! Nie było tak źle, za kilka dni umówiliśmy się w mieście na kawę, żeby się spotkać, porozmawiać, omówić, czy i jak będziemy się uczyć itd. Na sam koniec głos w słuchawce rzucił, żeby się nie przestraszyć, bo ich bin etwas älter. Ok.

Spotkaliśmy się jednego bardzo mroźnego popołudnia i okazało się, że Pan jest rocznik ’66, jest prawnikiem, ale teraz jest też na trzecim roku studiów licencjackich. Studiuje historię sztuki z zamiłowania, bo zawsze chciał, ale bynajmniej nie robi tego tylko dla hecy, w przyszłości na poważnie myśli o galerii sztuki lub jakimś muzeum. Potem na magisterce chce studiować Polenstudien i dlatego chce się nauczyć polskiego. Oczywiście w ramach studiów jest też kurs językowy i to dosyć intensywny, ale Pan chce umieć coś wcześniej. Jedynym polskim słowem, jakie zna (tudzież znał na chwilę, gdy się poznaliśmy) jest “uwaga”, bo często można je spotkać będąc w Polsce. Wszystko uwaga i uwaga. Wypiliśmy dwie kawy, potem przeszliśmy się jeszcze trochę, Pan – jako że z tego miasta pochodzi i zna je bardzo dobrze – pokazał mi kilka miłych zakarmarków. Potem spotkaliśmy się jeszcze kilka razy i teraz spotykamy się regularnie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie jest to stricte nauka polskiego, przy czym siedzimy pochyleni nad zeszytem w linie uważając, żeby się czasami nie dotknąć chociażby łokciem, odbębnimy jakąś sensowną jednostkę czasową, po czym nareszcie stwierdzimy, że starczy i można sobie pójść. Nie! Każde nasze spotkanie trwa minimum 3 godziny, podczas których nie ma w ogóle niezręcznych sytuacji lub krępującej ciszy, panu się buzia w zasadzie nie zamyka i bardzo dużo mówi, rozśmiesza mnie tak, jak chyba nikt inny, a polskiego uczymy się na samym końcu. Na prawdziwe zajęcia z polskiego chodzi do Volkshochschule, gdzie grupę ludzi mniej więcej w jego wieku i starszych uczy sympatyczna Polka, która ma męża Niemca. Pozostali w grupie to np. starsza pani, która chce nauczyć się polskiego, żeby móc dogadać się ze swoją synową, bo obecnie jej pięcioletnie wnuki muszą robić za tłumaczy, a jak ich nie ma lub gdzieś pobiegną to nie ma jak się porozumieć. Przy czym chyba nie tylko ja się zastanawiam, jak owa kobieta ma męża Niemca (a nie jest to ta sama co prowadzi zajęcia), jeżeli nie umie niemieckiego? I jak można nie umieć niemieckiego (ani trochę) mieszkając w Niemczech? Wszak obie panie nie zamierzały najpewniej rozprawiać o tożsamości narodowej mieszkańców Krymu.
Tak czy owak, Pan kurs polskiego odbywa tam, a ze mną konsultuje tylko to, co jest niejasne – czy naprawdę się tak mówi, czemu tak, a nie inaczej, jak się wymawia polskie “r”, czy “mam” (Mam 34 lata.) znaczy, że mama ma 34 lata itp.
Bardzo sobie cenię tą znajomość, bo można porozmawiać o wszystkim. Na początku dziwne wydawało mi się to, że ów Pan mógłby być moim ojcem i jakkolwiek nie byłoby w tym nic dziwnego. Lubię to, że rozmowa z Panem jest na zupełnie innym poziomie niż z większością rówieśników, bo Pan już wie – jak to jest szukać pracy, pracować, płacić podatki, kupować nieruchomość, chrzcić dziecko, rozstawać się itd. Być może przesadzę w zachwytach, ale powiedziałabym, że to najlepszy z moich znajomych. Po prostu znajomy. Miły człowiek, z którym się w miarę regularnie widuję. Na kawie, na piwie lub na frytkach w McDonald’s. Szperałam ostatnio w jego biblioteczce i pożyczyłam sobie trzy książki do poczytania. Dostałam też trzy filmy do obejrzenia. Co ciekawe, pan w swojej kolekcji filmów ma “Cztery pancerni i pies” po niemiecku i mówi, że bardzo się tym fascynował jak był mały, podobnie jak wszyscy mali chłopcy w NRD!
Siedzę sobie w niedzielne popołudnie u Pana na chacie, z okna widać mnóstwo drzew, niemiłosiernie pada i zaczyna się ściemniać. Karl (kot, czarny) przychodzi i Pan wpuszcza go do domu. Wypiłam kawę i trzy herbaty, gadamy już od pięciu godzin, a tematy jeszcze się nie wyczerpują. Pan odpowie mi na każde pytanie i wszystko mi powie. Miło tak. Ostatnio przyszłam wyposażona we wszelakie broszurki różnych kierunków studiów, które rozważałam i powiedziałam, że chciałam zapytać ich o zdanie. Pan przestał parzyć kawę, Pani przestała składać pranie, Franziska przestała obczajać internet w telefonie i wszyscy przez dobre 20 minut debatowali, rozważając za i przeciw – to czy co innego. Uroczy ludzie. W tym tygodniu są Pani urodziny i jestem zaproszona. Ach, życie! 

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s