comment 0

#543

Pora jeszcze przedobiadowa, a już jestem z siebie dzisiaj dumna i pewnie będę po wsze czasy, bowiem byłam dzisiaj sama i z własnej, nieprzymuszonej woli w warsztacie rowerowym! 
Oczywiście nie jest to osiągnięcie samo w sobie, ale pod względem językowym – uważam, jak najbardziej. Dogadać się z panem z warsztatu? Powiedzieć, że trzeszczy albo piszczy? Że błotnik, że śrubka, że przykręcić? Opona, wymienić, posmarować? Udało się, załatwiłam, to co chciałam i nawet nic nie zapłaciłam. Pan tylko raz zapytał się wie bitte?, a więc poszło mi znakomicie. Nie mrużył oczu, nie zaczął mówić inaczej, nie ograniczał się do gestów. Zatem powód do dumy dla mnie. 
Dzisiaj też pierwsze truskawki i pierwsze uskutecznianie domowych napojów chłodzących – coś na kształt mrożonej herbaty / lemoniady. Wstawiłam jakieś dziwne ciecze w szklanym naczyniu do lodówki i czekam. 
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s