comment 0

#545

Przemyślenia na świeżo po dzisiejszym angielskim. 
Angielski w czwartek jest zawsze o 16:15. Jest bardzo luźny, przychodzimy sobie na konwersacje, z kawą, ze związanymi włosami, wygodnie usadowieni na krzesłach z podłokietnikami. 
Dzisiaj rozmawialiśmy o uprzedzeniach i stereotypach, o tym, jakie nastawienie mamy do obcokrajowców, do muzułmanów, do innych kultur. Tematy luźno oscylowały wokół tego, z jakim nastawieniem podróżujemy, jakie mamy doświadczenia z podróży, w końcu jakie są różnice, co zaobserwowaliśmy i tym podobne. W trakcie zajęć miałam już bardzo dużo przemyśleń, a potem jeszcze więcej w drodze powrotnej. 
Różnice. Ja znowu to samo.
Jedną z rzeczy, która najbardziej rzuciła mi się w oczy i którą określiłabym jako podstawową różnicę pomiędzy Niemcami a Polakami czy też Niemcami a Polską to to, że Niemcy – moim zdaniem – to o wiele swobodniejszy kraj niż Polska. Mimo tego, że stereotyp mówi nam co innego, że ordnung, że kindersztuba, że wieczne napięcie, brak poczucia humoru i ogólne naburmuszenie, to jest tu o wiele luźniejsze podejście do wielu spraw. Już na samym początku zauważyłam, jak dużo rzeczy tu wolno, podczas, gdy u nas są one zabronione. Rzuciło mi się to w oczy najbardziej na uniwersytecie, ale to samo można odnieść do mnóstwa innych aspektów. Tu na wykładzie ludzie bez skrępowania robią na drutach, czytają książkę, robią zupełnie coś innego, dziewczyny piłują i malują sobie paznokcie. Można jeść, pić, wyjść wcześniej, spóźnić się 45 minut lub wyjść 15 minut po rozpoczęciu. Ok, wykład to niby z założenia luźniejsza forma nauki, ale dokładnie to samo jest na ćwiczeniach. Zaszokowałam się już ciężko w październiku, kiedy na jedne, drugie i kolejne zajęcia pojedyncze osoby spóźniały się grubo ponad pół godziny. Że przeglądasz aplikacje w swoim telefonie bez chowania telefonu pod ławkę? Że robisz na drutach i nikt nic nie mówi? Że siedzisz w czapce i nikt nic nie mówi? Jesteś ubrana jak ci się żywnie podoba i wykładowczyni nie pyta, czy ci tak nie zimno/gorąco/o, ale się ubrałaś? Po prostu normalne podejście. I to jest właśnie to, co mi się naprawdę podoba. Że uniwersytet, wydziały i poszczególne instytuty to nie jakaś dziwna materia, gdzie ludzie na tych parę godzin nie są już ludźmi, gdzie wszyscy są ciężko nieszczęśliwi i muszą tylko zacisnąć zęby i wytrzymać. Nie ma wzajemnego robienia z siebie idiotów. Jeżeli szukam czegoś w telefonie to będę to robić z telefonem na ławce, bo nauczyciel nie jest taki głupi, żeby nie zauważyć. Robię na drutach – dlaczego nie, łatwiej mi się skupić, kiedy mam zajęte ręce. Na większości zajęć jest lista obecności, na poniektórych jest nawet sprawdzana poprzez wyczytywanie nazwiska. Wszyscy wiedzą, że trzeba regularnie uczęszczać, że obecność jest obowiązkowa, aczkolwiek nie ma terroru dwóch nieobecności. Wszyscy są tylko ludźmi, studenci – jak się okazuje – też. Każdy musi czasami wcześniej wyjść, żeby złapać pociąg, zdążyć do lekarza. I nic się nie dzieje. 
Ta sama swoboda tyczy się wszechobecnych – jakby się mogło wydawać w Polsce – zakazów. Nie można palić, nie można pić alkoholu, nie można rozpalać grilla, nie można siedzieć na trawie, nie można przebywać, nie można siedzieć w kurtce, nie można otworzyć okna, nie można spożywać produktów nie zakupionych tutaj, nie można wchodzić z lodami, z dziećmi, boso itd. Tutaj oczywiście zakazy też są, ale mam wrażenie, że jest ich zdecydowanie mniej, a jeżeli już to są sformułowane bardziej w formie grzecznościowej. 
I w końcu swoboda tyczy się też sposobu ubierania się i generalnego podejścia do wyglądu. Oczywiście, jedna rzecz to zupełnie nieogarnięcie się, niemycie włosów i chodzenie na zajęciach w dresie lub w tym, w czym się właśnie spało (co, mam wrażenie, często można zaobserwować), a druga rzecz to luźne podejście do tego i rozróżnianie ubrań na dzień i na wieczór. Na zajęcia chodzę w bawełnianych T-shirtach, a bandażowe sukienki do połowy uda ubieram wieczorem, gdy gdzieś wychodzę. Za dnia noszę minimalny makijaż i włosy lekko związane, a wieczorem tapiruję je i kręcę. Już kiedyś na pewno o tym wspominałam, ale myślę, że w Polsce – i przypuszczam, że w innych krajach wschodnioeuropejskich też – przywiązuje się dużą uwagę do wyglądu i kobiety często nie rozróżniają dnia od nocy i noszą ciemny makijaż i sztuczne rzęsy od samego rana.
Sądzę, że kobiety ubierają się dla innych kobiet i w Polsce osobiście czuję presję. Presję ze strony otoczenia (czytaj: innych kobiet), by dobrze wyglądać. Muszę się wpisać w ten wielkomiejski, światowy trend, że mam dużo na głowie, jestem niewyspana, ale piję kawę na wynos, generalnie prawie w ogóle nie śpię, ale daję radę, a jako zwieńczenie tego wszystkiego imprezuję do białego rana, a kaca spędzam w szarych spodniach od dresu, krótkiej bluzce i fotografuję moje szczupłe, opalone ciało, wzdychając przy tym oczywiście, jaka to jestem zmęczona. Do tego wszystkiego trzeba oczywiście nienagannie wyglądać. Mieć ładne ubrania, nawet jeżeli wszyscy dookoła mają takie same, ułożone włosy i staranny makijaż. Jeżeli nie masz którejś z tych rzeczy to nie przynależysz do młodego, światłego i atrakcyjnego pokolenia, z którego wkrótce wyrośnie elita tego kraju. Jeżeli w nocy spałaś tylko dwie godziny, a na pierwsze zajęcia na 8 rano nie masz nakręconych włosów na grubą lokówkę, to najwidoczniej coś z tobą nie tak. Wiedz, że coś się dzieje. 
Tutaj – nic z tych rzeczy. Oczywiście skądś bierze się ten stereotyp, nie-stereotyp, że Slavic girls takie piękne i że im bardziej jedziesz na wschód, tym piękniejsze kobiety spotykasz. Mój makijaż od lat polega na mniej lub bardziej starannym malowaniu rzęs. Czuję się tutaj o wiele bardziej zrelaksowana pod względem wyglądu. Prawie jak w Świnoujściu. Chyba się zapomniałam i zaczęłam już chodzić w sandałach, trochę za dużych spodenkach i cienkich swetrach zakładanych na zwykłe koszulki. Chyba myślę, że idę się przejść nad morzem, a tymczasem zmierzam na zajęcia. Niemniej jednak powiedziałabym, że wygodniej żyje się z dnia na dzień, kiedy nie przeglądam się w krytycznych spojrzeniach innych dziewczyn ubranych w oversize płaszcze, spodnie 7/8, buty New Balance i okulary imitujące Ray Ban. Ej, ja idę jeszcze tylko do Browaru.
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s