comments 2

#550

Właśnie mniej więcej teraz odbywa się pożegnalne spotkanie grupy z hiszpańskiego, ale zdecydowałam się nie iść. Tak jakoś. Nie miałam za bardzo ochoty, a poza tym nie czułam się szczególnie zaproszona. Dołączyłam do tej grupy nieco później, bliżej znam raptem dwie dziewczyny, które się nie wybierają, a na dodatek nie umiem się za bardzo wysłowić po hiszpańsku. Zatem zostałam w domu i jestem online na Skype, jak to bardzo często bywa.
Dzisiaj ostatecznie złożyłam dokumenty na studia. Teraz i mój wniosek muszą rozpatrzyć. Od teraz oficjalnie czekam na wyniki i mam nadzieję, że w połowie sierpnia dostanę miłą korespondencję. Jeżeli mnie przyjmą, to od października dalej będę tu studiować. Cieszyłabym się oczywiście niezmiernie, ale wtedy będę musiała pójść do pracy. Pracy pracy. Nie wakacyjnej, nie w przerwie semestralnej, nie czasami, nie na czarno u wujka w warsztacie. Będę studiować i pracować.
Widzę przyszłość w barwnych kolorach. Dzisiaj sobie to uświadomiłam. Nie przejmuję się właściwie niczym, choć może powinnam. Żaden Zukunftsangst. Może powinnam się przejmować, że tej pracy nie znajdę albo że koszty samodzielnego życia tutaj całkowicie pochłoną mnie, moich rodziców i wszystkich nas razem, ale nie przejmuję się. Wiem, że będzie dobrze. Gdzieś znajdę te pieniądze na to kursowanie pociągiem w tę i z powrotem.
Najważniejsze to zrobić ten jeden krok, nieprawda?
Tego też nauczył mnie po części przyjazd tutaj. Zewsząd słyszy się opowieści, jak to w Niemczech jest drogo, jak to ciężko, a to, a tamto. Przede wszystkim utyskiwania o pieniądze, wieczne przeliczanie euro na złotówki, a u nas… I jakoś dało się radę. Na niewyobrażalnie drogą Deutsche Bahn okazało się, że istnieją karty upoważniające do zniżki. Życie kosztuje w zasadzie tyle samo, co w Poznaniu. Kawa jest tańsza niż w Świno. Nie zmieniłam swojej diety ani przyzwyczajeń i nawet tym legendarnie drogim pociągiem podróżowałam – choć nie zawsze ku mojej uciesze – średnio raz w miesiącu. Słowem – nie ma tego złego.
I dokładnie z takim samym nastawieniem spoglądam teraz w przyszłość.
Podglądałam dzisiaj Margheritę Maccapani Missoni w jej domu w Mediolanie na The Selby. Uwielbiam ostatnio oglądać wnętrza. To cudowne, tworzyć sobie swoją małą przestrzeń, układać własną mozaikę z małych elementów. Cały czas fantazjuję na temat własnego domu lub mieszkania. Jakie będzie i jak je urządzę. Ostatnio pomyślałam sobie też, że to miejsce na ziemi przecież gdzieś już jest – ten dom gdzieś już stoi. To mieszkanie, po którym będą biegały moje dzieci. Ten adres już istnieje. Miejsce, gdzie kiedyś wezmę ślub też już jest. Gdzie potem urządzę wesele. Teraz to tylko kwestia dowiedzieć się, gdzie to jest.
W przyszłym semestrze chciałabym wynająć pusty, nieumeblowany pokój. Widziałam parę takich, przeglądając pewnego razu ogłoszenia od niechcenia. Puste pokoje są też zazwyczaj tańsze. Używane meble można kupić na miejscu za naprawdę nieduże pieniądze, a poza tym jest tutaj dużo sklepów-pchlich targów, gdzie co rusz widzę cudowne fotele lub szafki nocne. Zatem już widzę siebie w niedużym pokoju gdzieś niedaleko od centrum, który będę sobie stopniowo urządzać. Kwiatki, lampki, dywanik, materac, stolik, zdjęcia, obrazki, plakaty na ścianach… Ech, życie.
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

2 Comments

  1. Dziękuję, mitfahrgelegenheit znam:) Nie chodzi za tęsknotę za Polską akurat, ale dobrze móc się przemieszczać za nieduże pieniądze.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s