comment 1

#555; Powróciwszy

Oto życie mi się przydarzyło.
Oto jest o czym pisać i co wspominać.
Spoglądam za siebie i coś widzę.
Ostatnie dwa tygodnie spędziłam przygnieciona przez emocje. Snułam się, powstrzymując od płaczu, przybierając maskę odważnego i dorosłego człowieka, gdy znów musiałam coś załatwić, gdy brakowało mi jeszcze jednego podpisu. Teraz uregulowałam już swoją gospodarkę uczuciami, teraz jest w porządku. Teraz piję shake’a z jagód zebranych z działki i piszę ostatnią pracę semestralną na zaliczenie. Przyjechałam kilka dni temu, ale dotarłam dopiero dzisiaj. No, może już wczoraj było całkiem normalnie, ale porządkowałam jeszcze ostatnie rzeczy w pokoju. Regularnie wyrzucam ogromne torby szpargałów z mojego pokoju – jestem minimalistką i realistką w dodatku. Czy biret z zakończenia liceum jeszcze mi się do czegoś przyda? Nie, pierdolę liceum i ich wszystkich razem. Czy to zdjęcie klasowe z gimnazjum w szklanej ramce będzie potrzebne? Nie, nie rozpamiętuję tego okresu w moim życiu za bardzo. Wszystkie oryginalne opakowania od wszelakich sprzętów ekologicznych, pozaczynane taśmy klejące, plastikowe kolczyki, które już mi się nie podobają, bardzo stare kartki urodzinowe itp. Wszystko, co znajduje się w moim pokoju pod moją nieobecność, generalnie nie jest mi potrzebne. Przecież mam wszystko ze sobą. Tylko moje książki, płyty, kwiatki i zimowe ubrania mogą na mnie czekać.
Fascynuje mnie to, że przez pierwsze dwa dni zastanawiałam się, gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Czułam się przez kilka pierwszych chwil jak w obcym kraju i postrzegałam dobrze mi znane mi rzeczy jak fascynujące zjawisko. Zapomniałam, że te wszystkie rzeczy istnieją. Nie myślałam o nich i w ten przyjemny sposób przypomniało mi się, że one nadal tutaj są, że to życie, które znam i lubię, dalej się toczy. Że nie tylko w Halle i nie tylko na Rudolf-Haym-Straße jest zajebiście.
Zapomniałam, że moi sąsiedzi z naprzeciwka to sympatyczna para starszych ludzi, którzy każdego dnia niczym w szwajcarskim zegarku wychodzą o 9 na zakupy i punkt dziewiąta słychać zgrzyt klucza w zamku.
Że na działkach urzęduje pani Halinka, która co dzień nieprzymuszona wstaje o 4 rano i podlewa ogórki.
Panie w lumpeksie w kolejce do przebieralni przymierzają rzeczy od razu na siebie i pytają się przypadkowych kobiet, jak wyglądają i czy ta sukienka nie za szczupła, bo to wie pani co… etc. 
To miłe uczucie zorientować się, że się człowiek zmienił. Gdy człowiek ogląda film – dla przykładu, całkiem niedawno, “Diabeł ubiera się u Prady” i stwierdza, że w gruncie rzeczy jest on beznadziejny. A jeszcze kilka lat temu zachwycałam się nim, bo to moda, bo wielki świat, bo tyle ładnych ubrań, bo też bym tak chciała, no i to wielkie miasto i wszystko. Książka podobała mi się o wiele bardziej, bo to bądź co bądź ciekawa i chwytliwa opowieść, ale film jest dość infantylny. Oczywiście kreacja Meryl Streep jest bardzo dobra, ale na tym kończą się zalety tego filmu. I piosenka “Suddenly I see” na początku jest jeszcze w porządku.
Och, jem sobie śniadanie i uskuteczniam amatorską recenzję “Diabeł ubiera się u Prady”. Czemu nie.
Nie ruszają mnie te wszystkie powierzchowne piosenki pop z tekstami w stylu “all love songs that break your heart”, bla bla bla. Proste banały skondensowane w jednej linijce. Komunały, przy których niby można się trochę posmucić. Mnie wzrusza teraz co najwyżej Melody Gardot, która swoim rozedrganym z emocji głosem śpiewa teksty typu I’m longing for your embrace i tak dalej, Madeleine Peyroux sobie też może nie włączę – na razie. Bardziej emocjonalnie niż zazwyczaj podchodzę też do zwykłych z pozoru rzeczy – czytałam w pociągu w Wysokich Obcasach wywiad z panią, której sześciomiesięcznie dziecko uległo wypadkowi i teraz jest niepełnosprawne – w pewnym momencie w oczach stanęły mi łzy, bo ona tak pięknie opowiadała, o tym jak cieszyła się, gdy syn pewnego ranka wyznał jej miłość, mówiąc “kucham” itd. Ogólnie wystarczy nieco bardziej smutniejsza melodia lub przygnębiająca historia, a pewnie za niedługo się popłaczę. Try me.
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

1 Comment so far

  1. Anonimowy

    ” […] pierdolę liceum i ich wszystkich razem.” – fajnie, szkoda tylko, że niektórych z nich straciłaś tylko przez to, że musieli za Tobą biegać nie czując jednocześnie żadnego “wysiłku” czy entuzjazmu z Twojej strony. Szkoda. Ale przecież nic nie poradzisz, jak tylko jednej stronie zależy.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s