comment 0

#558

Rühren. Pürieren. Pürierstab.
(Mieszać, blenderować, blender.) Gdybym była alternatywną artystką pokroju Marii Peszek to tak zatytułowałabym mój nowy album, który miałby premierę tuż po Nowym Roku.
To w ostatnich tygodniach moje ulubione słowa (a mają ze sobą wspólnego tyle, że – jak na złość – trudno je wymówić). Odkąd zoperowano mi szczękę, żywię się tylko przez słomkę. Muszę wykazywać się kreatywnością w przyrządzaniu pokarmów, bo nie tak łatwo dostarczać organizmowi wszystkiego, co potrzebuje w formie płynnej i w odpowiedniej temperaturze, tak by gotowe było do spożycia przez plastikową słomkę o odpowiedniej średnicy (bo te fancy, które często bywają w kawiarniach, proste, czarne i grube są za duże i nici z jedzenia!) przez dziurę powstałą przez brak jednego zęba trzonowego.
W zasadzie odżywiam się teraz wcale zdrowo, bo miksuję głównie owoce i warzywa w różnych kombinacjach. Praktycznie nie jem mięsa, więc chcąc nie chcąc zostałam wegetarianką. Na szczęście można pić kawę, a jeśli robię to ostrożnie i małymi łyczkami to nawet jak normalni ludzie mogę ją pić wprost z filiżanki, bez słomki. Niczym małe dziecko muszę zawsze myśleć w przód o jedzeniu, planować kilka następnych godzin pod kątem jedzenia i nierzadko brać zmiksowany prowiant ze sobą w termos. Nie wspominając o całej paczce (powiem to znowu) słomek, którą zawsze i wszędzie noszę ze sobą.
Jednocześnie ogarnia mnie nostalgia związana z końcem lata. Mimo że nie lubię upałów, a w tym roku ciepłe sierpniowe dni ze względu na ogólne osłabienie organizmu bardzo mnie męczyły (nie przypuszczałam, że promienie słońca i wiatr mogą przyprawiać o ból i zawroty głowy), to z rozrzewnieniem patrzę w kalendarz, bo za chwilę trzeba wyjeżdżać. I nie będzie się już można umawiać na kiedyś tam i na jeszcze się zgadamy, bo już wkrótce się nie zgadamy.
Ale z drugiej strony bardzo mnie to cieszy. Ja jak zwykle jestem po środku, literatura środka, literatura drogi. Powinnam pisać te książki. Że podróż, że nie tu i nie tam. Cieszę się na Halle, cieszę się na mój nowy pokój, cieszę się na moje weekendowe wyjazdy i przyjazdy, cieszę się na tą kamienicę, tą dzielnicę, to miasto, te kawiarnie, na współlokatorów, na odległość Halle – Dresden. Nie martwi mnie brak mebli, cieszę się na nowe perspektywy, nowy kierunek na uczelni, nowi ludzie, których niechybnie poznam. I na te wszystkie pyszności, które pochłonę w nieprzyzwoitych ilościach, gdy tylko zdejmą mi wiązania międzyszczękowe!
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s