comment 1

#559; Co czytam?

Co jakiś czas i przy różnych okazjach, np. z okazji sezonu ogórkowego, końca roku, Międzynarodowego Dnia Książki, początku roku lub jak się komuś przypomni, media sporządzają nową lub odkurzają jakąś starą statystykę i skutkiem tego ubolewają nad stanem polskiego czytelnictwa. Że zatrważający odsetek Polaków nie przeczytało w minionym roku ani jednej książki. Oczywiście przy tej okazji zastanawiam się chwilkę nad sobą i ile książek ja tak w zasadzie przeczytałam od początku tego roku? Stan na wrzesień 2014 – myślę, że < 10. Około dziesięciu. Maksymalnie dziesięć.
tumblr.com
Nie jestem typem, który czyta książki – bardziej pochłaniam gazety. Czasopisma i dzienniki. Wydania internetowe i papierowe. Codzienne i weekendowe. Blogi (a jako blog rozumiem głównie tekst ilustrowany zdjęciami, nie zalew zdjęć w lepszej lub gorszej rozdzielczości ze zdawkowymi podpisami i pokracznymi zdaniami na poziomie drugiej klasy szkoły podstawowej). Jeżeli już sięgam po książkę, to jest to zawsze czyjaś biografia, pamiętniki, wspomnienia, książka historyczna lub publicystyka. Lubię dowiadywać się czegoś nowego, zanurzać się w innej epoce i próbować sobie wyobrazić życie w tamtych czasach. Czytam biografię Johna Lennona i jestem na chwilę w Liverpoolu lat 40. Frank Sinatra to mafia, prohibicja i włoscy imigranci.
Aktualnie czytam “Der taumelnde Kontinent. Europa 1900-1914” – o Europie z początków 20. wieku, która w bardzo przyjemny i przystępny sposób dorabia treść do haseł, które w mojej głowie istniały do tej pory bez odnośnika. W ogóle ta książka jest trochę jak Wikipedia, bo luźno traktuje o różnych rzeczach. Wielka Brytania, a więc Królowa Wiktoria, to znowuż jej wnuk Wilhelm II i to jak roztrwaniał majątek Prus, zaraz jesteśmy w Wiedniu i krótki przegląd tego, o czym pisały najważniejsze dzienniki, potem o wiedeńskich artystach i naukowcach, Freud, Mahler i wielu innych. Pobieżny zarys początku ubiegłego wieku, a jednocześnie padają wszystkie nazwiska, które skądś się kojarzy i dzięki tej książce dowiaduję się właśnie skąd. Vanderbilt, de Rotschild, szlachta i socjeta angielska.
tumblr.com
Blogi, bez których nie wyobrażam sobie żadnego poranka ani wieczora, czyli kiedy strategicznie ustawiam laptop gdzieś w bezpośrednim pobliżu, w zasięgi ręki i zaczynam czytać. Czytam, czytam i czytam. Łącznie z komentarzami i poprzednimi wpisami z kilku minionych dni.
Lina Mallon – lubię ją, bo podstawę stanowią u niej dobre teksty. Mimo że jest blogerką modową, jej teksty to nie tylko nieudolne podpisy do zdjęć i rozważania na temat stylizacji, to artykuły na dobrym poziomie, nawet jeżeli jest to tekst sponsorowany na temat koronkowej bielizny.
Man Repeller – czuję się jak hipsterka, bo mam wrażenie, że czytałam ją zanim stała się sławna. Jak jeszcze miała inną szatę graficzną na blogu i wstawiała głównie swoje fikuśne stylizacje i żartobliwe teksty. Teraz jej strona dosyć się rozrosła i już nie pisze go sama, nie są to już tylko i wyłącznie stylizacje, ale nadal można przeczytać naprawdę dobre teksty.
Jessy from the blog – mój najnowszy ulubiony blog. Jessy wydała ostatnio książkę. Nie wiem do końca, czy jest to po prostu blog w formie książkowej czy też książka traktująca o zupełnie czymś innym, niemniej jest to numer jeden na liście moich jesiennych zakupów (o ile takowe w ogóle się odbędą, eghem eghem). Pracuje jako dziennikarka freelancerka i krótko mówiąc – właśnie to rozumiem pod pojęciem “blog”.
Niezmiennie od 5 (lub więcej) lat śledzę Sea of Shoes, która na przestrzeni lat niewiele się zmieniła. Ewoluował jej styl, zmieniła się i ona sama, jednak na blogu nadal w pierwszej kolejności zawiera stylizacje i praktycznie nic więcej. Bardzo ładne zdjęcia, bardzo dobry styl i gust.
Niedawno przeglądam jeszcze Codziennik feministyczny i Foch. To dość podobne do siebie strony, bardzo feministyczne, tworzone w głównej mierze przez kobiety. Foch nieco bardziej humorystyczny, Codziennik ma niewiele samodzielnych tekstów, to w dużej mierze tłumaczenia, ale zawsze ciekawe treści, zawsze otwierające oczy i kształtujące światopogląd.
Huffington Post, ale czytam tylko kolumny z lewej strony, czyli wpisy blogerów. Raczej nie czytam tych wiadomości spod krzyczących nagłówków ze środka i prawej strony. Lubię tą różnorodność, że raz trafiam na wpis matki, która pisze, dlaczego jej 7-letni syn ma długie włosy, a z drugiej strony bankier wypowiada się na temat współczesnej gospodarki. Nigdy nie wiadomo.
Style Digger – lubię za filozofię, świadomy konsumpcjonizm i to, że każdy tekst, każde zdjęcie i każdy pozostały detal jest dokładnie przemyślany.
Minimal Plan – bardzo dobra treść, ideologia, widać wkład pracy. Mam wrażenie, że to jeden z tych blogów, który jest bardzo, bardzo dobry i powstały dużym nakładem pracy, aczkolwiek jeszcze nie tak znany.
To tyle z tych moich ulubionych stron, które najczęściej odwiedzam. Generalnie łatwo mnie zadowolić i łatwo się zachwycam albo po prostu jest tyle bardzo dobrych blogów, ale te odwiedzam najczęściej, często za jednym razem, zawsze z pamięci, mniej więcej w tej kolejności. Mimo że sprawdzanie, czy na każdym z tych blogów nie ukazało się coś nowego i potem czytanie najnowszych tekstów zajmuje mi ok. 2 godzin dziennie, to codziennie zbieram nowe blogi i dodaję do ulubionych.
Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

1 Comment so far

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s