comment 1

#577; Rewolucja eko, czyli jak śmierdziały mi spodnie

“Minimalizm” i “świadomy konsumpcjonizm” to dwa najbardziej odmieniane przez przypadki hasła, pojawiające się we wszelkiego typu publikacjach, przynajmniej w tych odmętach słowa pisanego, po których ja się poruszam. Można by prowadzić o tym długie dysputy i sprzeczać się co do tego, jak można te zjawiska zdefiniować. Czy minimalizmem możemy nazwać życie bliskie ascezie czy też garderobę składającą się z ubrań o prostym kroju w jednolitych kolorach? Polemika i debatowanie nad tymi ważkimi pojęciami nie jest teraz moją intencją. Dużo bardziej chciałabym przedstawić swój styl, swoje podejście i punkt widzenia. Niech będzie to swojego rodzaju manifest.

Kupiłam sobie niedawno spodnie. Czarne, zwykłe rurki, wysoki stan, z dodatkiem elastanu, wygodne. Niezawodna podstawa każdego stroju – klasycznie z marynarką i baletkami, sportowo z bluzą i trampkami i niezobowiązująco z luźnym swetrem i botkami. Było to w New Yorkerze. Jak już wspominałam, nie miałam zbytnio ochoty wydawania kwoty rzędu 50€ za proste spodnie w innym sklepie, który też był zwyczajną, paskudną sieciówką z nieco zawyżonymi, jak na mój gust, cenami. Znalazłam się w ogóle w New Yorkerze zupełnym przypadkiem, jako że w Halle an der Saale nie ma za dużego wyboru, jeżeli chodzi o różnorodność sklepów i oferowanych marek. Jest to też niemiecka firma, dlatego łudziłam się w mojej naiwności, że w jakiś sposób uprawiam właśnie lokalny konsumpcjonizm itd. Zdawałam sobie sprawę, że pewnie nie produkują swoich ubrań w Niemczech, ale mimo wszystko… Decydującym czynnikiem był ten wysoki stan – niewiele firm rozumie, że wysoki stan jest potrzebny kobietom o prawdziwych kształtach, plus size, powiedzielibyśmy pewnie. No i 14,95€ to też jeszcze nie majątek, więc dlaczego nie. Długość i wszystko się zgadzało, były całkiem wygodne, więc się na nie zdecydowałam.

W domu zorientowałam się, że śmierdzą. Śmierdzą sztucznością, chemikaliami. Na metce i tak pisało “wash before wear”, więc zaraz je wash z dodatkiem pachnącego płynu do płukanie tkanin, żeby jeszcze bardziej zniwelować ten niemiły zapach. Nic nie dało. Spodnie po wyschnięciu były trochę mniej czarne, definitywnie puścił barwnik, ale to nie on był źródłem tego sztucznego zapachu. Nosiłam te spodnie przez jakiś czas mimo wszystko, bo pomyślałam sobie, że są, jakby nie patrzeć nowe, więc ich przecież nie wyrzucę. Wyprałam drugi raz, barwnik puścił jeszcze trochę, śmierdzieć nie przestały. No, może troszkę, naprawdę ciut. Ze stycznością z moją skórą, płynem do płukania i innymi ubraniami w mojej szafie zapach się trochę ulotnił, ale nadal czuć chemią.

Byłam w pewnym sensie zła i oszukana. Nabyłam do tej pory mnóstwo ubrań z sieciówek i wcale nie jestem z tego dumna. Nigdy mi to za specjalnie nie przeszkadzało. Metka z H&Mu była dla mnie potwierdzeniem tego, że jestem modna, że jestem na właściwym tropie. Czasami znajduję ciekawe rzeczy – futra, płaszcze lub fikuśnie skrojone swetry – w lumpeksie i nie jestem tak do końca pewna, czy ta rzecz jest aby na pewno fajna, czy tak mi się tylko wydaje, ale jeśli tylko dostrzegę metkę jakiejś znanej sieciówki, od razu jestem przekonana, że będzie to dobry zakup. Co za nieporozumienie!

Odnalazłam swój styl już jakiś czas temu. Brzmi to jak komunał, ale życzę każdemu, żeby mógł taki komunał o sobie samym wypowiedzieć. Niniejszym postanawiam teraz być świadomą konsumentką. Rozejrzę się za ekologicznymi markami, które wiem, że istnieją. Uważam, że lepiej wydać trochę więcej pieniędzy i mieć absolutnie czyste sumienie. Trzeba zmienić swoje podejście. Lepiej mieć dwa T-shirty w szafie, ale obydwa z bawełny organicznej lub innego “zdrowego” materiału aniżeli pęczki poliestrowych bluzek z Atmosphere.

Edward Hopper. A woman in the Sun. 1961

Ja posiadam mało ubrań i od pewnego czasu wszelkie nowości w mojej garderobie niosą ze sobą małą ideologię. Moje okulary są okrągłe, w cienkiej, brązowej oprawie – kupione na pchlim targu, gdzie sprzedawca poinformował mnie, że mają 25 lat. Cienki, jasny sweter jest 100% z wełny, w spadku po Julianie, który z kolei dostał go w spadku po swoim dziadku. Chelsea Boots są vintage, z włoskiej firmy. Musiałam w nich wymienić fleki i zszyć dziurę z tyłu, ale chodzę w nich wyobrażając sobie włoskiego szewca w swoim warsztacie, który rzeźbił te buty w latach 70. na obrzeżach Florencji. A pod warsztatem zaparkowany był czerwony fiat. A z kuchni unosił się zapach… I tak dalej. Sweter – ten zrobiła moja mama na drutach. Buty – ciemnobrązowe oxfordy ze skóry, im bardziej je znoszę tym będą ładniejsze. Lubię, gdy za nowymi rzeczami kryje się jakaś filozofia. Kupiłam ostatnio ręcznie robione kapcie z Hiszpanii. Mam spokojne sumienie, że dobrze wydałam pieniądze. Nawet jeżeli miałoby się okazać, że tak naprawdę nie są wcale ręcznie robione, to przynajmniej wsparłam drobnego producenta parającego się handlem detalicznym, nie globalnego monopolistę typu Primark, któremu i tak jest wszystko jedno.

Będę teraz kupować w małych sklepikach – “u pani” / “u pana”, jak to czasem potocznie mówię. W miarę możliwości fair trade. Przeczytałam niedawno artykuł o przyszłości rynku wydawniczego, w którym właściciel małej księgarni wygłosił sentencję, że nie chcemy przecież, żeby po ulicach jeździli tylko kurierzy, a wszystkie sklepiki zniknęły. Racja. Myślałam, żeby sobie kupić jakąś książkę – w małej, zwyczajnej księgarni, nie w Empiku. Warzywa – w warzywniaku “u pana”, nie w supermarkecie. Kosmetyki? Są też u pani w zielarskim na Konstytucji w Świnoujściu. A kawa w sklepie kolonialnym tuż obok. Teraz jestem konsumentem, teraz będę decydować. 

Jeszcze trochę ponoszę te śmierdzące spodnie z New Yorkera. Wyrzucać całkiem dobre ubrania też nie jest do końca ekologicznie i w ogóle. Ciąg dalszy nastąpi.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

1 Comment so far

  1. eljak22

    Też kupiłam smierdzące spodnie celvina klejna i jutro odsyłam bo nie chcę się truć.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s