comment 1

#584; Pryzmat mojej mamy, czyli dlaczego wkurwiają mnie panie w biurze

Zbliża się Dzień Matki, którego nie spędzę z moją mamą, co trochę przykre, ale nie liczą się przecież poszczególne dni z kalendarza – liczy się całokształt.  Prześlę bukiet kwiatów na odległość, za pośrednictwem mojej siostry.

Moi rodzice nie mają typowego zawodu, jeżeli przyjmiemy, że pod typowy rozumiemy w miarę stabilną (czyt. nudną) pracę w biurze od poniedziałku do piątku, od 8 do 16, coroczny urlop w sierpniu i wolne popołudnia. Oboje pracują w systemie zmianowym, co drugi dzień, zmiana trwa cały dzień. Rodzice nie przychodzą więc z pracy o 16, nie czeka się na nich z obiadem, bo wrócą dopiero wieczorem. Regularnie zdarza się, że pracują we wszelkie święta, nie wyłączając Wigilii i Sylwestra. Nie są jedynymi ludźmi na świecie, których to dotyczy, ale zawsze lekko zazdroszczę wszystkim, którzy spędzają weekendy z rodziną. I się jedzie na jakąś małą wycieczkę albo chociaż siedzi w domu, jedzie razem na zakupy albo przy wszystkich małych czynnościach, typu obfity obiad z kompotem i deserem w sobotę, wszyscy są obecni, nikogo nie brakuje.

Zawsze tak było, od kiedy pamiętam. Moi rodzice nie narzekają. Ich dzień pracy wynosi więcej niż 8 godzin. Nie siedzą za biurkiem, nie piją kawy.

Tymczasem ja już od czterech miesięcy pracuję w miłej, małej firmie zajmującej się pośrednictwem pracy. Pracuję raptem 50 godzin w miesiącu, dlatego jestem tam tylko czasami. Jestem też najmłodsza, bo jeszcze studiuję, podczas gdy wszyscy pozostali są ok. 50-tki. Nie miałam nigdy za bardzo styczności z pracą biurową, bo – jak mówię – nie pracowali tam nigdy ani moi rodzice ani ja sama do tej pory, dlatego operuję stereotypami, ale i u nas w biurze bardzo ważne jest picie kawy. Pijemy kilka kaw w ciągu dnia, wszak nasza praca jest bardzo ciężka i stresująca, ale przynajmniej jedną musimy spić siedząc na wygodnych fotelach obrotowych, w lounge. Odbywa się to najczęściej pomiędzy 9 a 10 rano. Wtedy to przeciągamy się rytmicznie, ziewamy, przeczesujemy włosy ręką, wzdychamy, że chcemy do domu, patrzymy na zegarek (ile jeszcze?!)przewracamy kartki w kalendarzu (kiedy urlop i ile jeszcze). Do standardowej kawki należy też obgadywanie szefa pod jego nieobecność, na samym końcu krótka wzmianka o dzieciach w wieku szkolnym – kto jest w której klasie, jak to teraz w szkole jest inaczej niż kiedyś, jakie te zadania domowe bezsensowne, a przecież trzeba dziecku pomóc i kiedy wreszcie znowu będą ferie.

I wkurwia mnie to.

Nie dlatego, że nie uczestniczę w tych rozmowach, a nie uczestniczę, bo niby na jaki temat miałabym się wypowiadać?

Urlopu, na który nie wyjeżdżam? Tych kilka dni, które wykorzystam na leżenie w szpitalu? Szczęście, że moi rodzice mieszkają w Świnoujściu, to każda jedna wizyta u nich zalicza się jako urlop. Lepsze Świnoujście niż Oborniki, czyż nie?

Dzieci, których nie mam?

Niemieckiego systemu szkolnictwa, którego nie znam?

Szef, który mi nic nie zrobił i który jest w stosunku do mnie całkiem sympatyczny?

Nie rozumiem tego narzekania. Narzekanie i mendzenie to taka nieoficjalna cecha narodowa w tym kraju. Nie wiem nawet, czy ludzie zdają sobie z tego sprawę, ale narzekają, choć nie ma na co, mendzą, choć nie ma powodu – z mojej perspektywy.

Czym ta pani w biurze jest zmęczona? Nie pracujemy ani na Wall Street ani na giełdzie, nie pracujemy w wielkim stresie, żeby było to męczące i naprawdę odczuwalne na co dzień. Praca w przyjemnym, niedawno odnowionym biurze, z raptem sześcioma innymi osobami. Obok wielki parking, nieograniczone miejsca parkingowe. W biurze znajduje się mała kuchnia z lodówką, także zdrowe odżywianie się o regularnych porach też nie jest wykluczone. Gdzie jest powód do narzekania?

Moja matka pracuje znacznie ciężej i się nie użala nad sobą. Dostrzegam tu pewne różnice w etyce pracy, co oczywiście nie oznacza, że podejście mojej matki jest niewolnicze – bynajmniej.

Szczerze podziwiam i nie mogę się nadziwić, skąd moja mama bierze siłę. Na to, że w domu jest zawsze ugotowane. Zupa zawsze stoi w lodówce. Dwa rodzaje pierogów – ze szpinakiem i ruskie. Okazjonalnie ciasto. Że jest zawsze posprzątane, wyprane i zrobione zakupy na zapas. Dużo rodzajów herbaty, więcej niż jesteśmy w stanie spić w ciągu roku. Nawet działka jest nieskazitelnie zadbana, choć oboje mają wolny tylko co drugi dzień. Nawet w ten wolny dzień wstają bez budzika o 6 i o 9 jest już ugotowany obiad z dwóch dań.  Dzień pracy mojej mamy wynosi ok. 14 godzin plus nadgodziny i nie narzeka. Nie przychodzi do domu psiocząc na swojego szefa i wszystko, na czym świat stoi. Przychodzi i cieszy się, że wraca. I ma czas na rozmowę, gdy dzwoni córeńka. Też tak chcę jak będę duża.

Dlatego wkurwia mnie to jęczenie i narzekanie.
Narzekanie, bo nie ma kiedy umówić się do fryzjera. Bo nie ma kiedy zrobić paznokci. Bo trzeba iść na shopping. Ja chcę być jak moja mama, nie jak panie z biura.

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

1 Comment so far

  1. n

    To wszystko ładne i mądre, co piszesz i takie ciepłe,
    powiedziałabyś, że ja.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s