comment 0

#589; W tym tygodniu jestem zajebista

Napisałam powyższe zdanie nieco pompatycznie w tytule, żeby sama siebie poklepać po plecach i dodać sobie odwagi.

Okazało się, że życie to nie bajka (no co ty?). Miałam kryzys niepewności w zeszłym tygodniu, bo mi zawsze wiatr w oczy. Doszłam do wniosku, że obiektywnie rzecz biorąc, bardziej opłaca się (dosłownie i w przenośni) siedzieć w domu u rodziców na dupie i nie podejmować decyzji większych niż to, co zjemy na śniadanie tudzież co będziemy robić w przyszły weekend. Ja nie chciałam siedzieć, pierdzieć w stołek i podążać jakąś sztampową, wydeptaną ścieżką. Nie zostałam też z tej okazji himalaistką, ale ten krok do dorosłości, który poczyniłam kosztował i kosztuje mnie bardzo dużo – i wcale nie chodzi o względy finansowe. Zdarzyło się wiele sytuacji, które chciały utwierdzić mnie w przekonaniu, że lepiej byłoby nie wychodzić przed orkiestrę, lepiej nie wyściubiać nosa. Nie jest tak łatwo jakby mogło się wydawać. Powątpiewałam w siebie wiele razy w ciągu ubiegłego roku akademickiego, w większości przypadków pewnie bez przyczyny. Mój spokojny, melancholijny charakter (właśnie tak lubię o sobie myśleć) został wystawiony na ciężką próbę. Były sytuacje, kiedy chciałam wszystko rzucić, wsiąść w pierwszy lepszy pociąg i schować się pod kołdrą w moim łóżku u rodziców tylko po to, by następnego ranka narzekać na niemiłosiernie drące się za oknem mewy. Od tego powstrzymywała mnie tylko moja maska dorosłości. Maskę, którą ubieram codziennie rano. Moja peleryna.

984289_870250723016706_8379899913024318798_n“Mamo, ubrałaś pelerynę tył na przód!”

W tym tygodniu pozbierałam się do kupy. Wcześniej bałam się gdziekolwiek zadzwonić, teraz się nie boję. Umówiłam sobie na przykład termin u fryzjera, co brzmi jak błahostka, ale dla mnie nie było. Niechętnie telefonuję w Polsce, że tak to dramatycznie ujmę, co dopiero tutaj. Zadzwoniłam, przeprowadziłam krótką kurtuazyjną rozmowę i nic mi nie ubyło. W zeszłym tygodniu byłam w Finanzamt i też nic się nie stało. Złowroga instytucja, którą wyobrażałam sobie jak rodem wyjętą z powieści Franza Kafki, okazała się być byłym budynkiem Stasi (aha). Gabinet, do którego zostałam skierowana okazał się naprawdę niewielki. Prawie cały pokój zajmowało masywne biurko i równie masywna pani z trwałą ondulacją. Była sympatyczna, mówiła tym śmiesznym regionalnym akcentem, zarzuciła mnie paroma oficjalnymi, powtarzanymi od lat formułkami, serdecznie się uśmiechając. Nic się nie stało. Dlaczegóż by miało się stać?

Z każdej sytuacji znajdę wyjście. Kto jak nie ja?

Filed under: Życie

About the Author

Posted by

Studiuję, planuję, filozofuję, reflektuję, opisuję, dekoruję... Z przyzwyczajenia, z przyjemności, z prokrastynacji, z chęci dokumentowania.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s